O innym spojrzeniu na reformację i Lutra rozmawiano w „eSTeDe”

Ze swoją najnowszą produkcją filmową przybył do Gniezna reżyser i publicysta Grzegorz Braun. Zaprezentował on widzom 100-minutowy film pt. „Luter i rewolucja protestancka”.
Przypadającemu w tym roku 500-leciu reformacji towarzyszy projekt promocyjny, który w Polsce współorganizują Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP, Kościół Ewangelicko-Reformowany w RP i Kościół Ewangelicko-Metodystyczny w RP. W ramach obchodów rocznicowych odbywają się m.in. sympozja, msze ekumeniczne, sesje naukowo-historyczne z patronatem np. Andrzeja Dudy, prezydenta Polski, ks. abp. Wojciecha Polaka, prymasa Polski czy papieża Franciszka, który wziął udział w obchodach jubileuszowych w Szwecji. Inne spojrzenie na zjawisko reformacji prezentuje reżyser Grzegorz Braun, który mówi wprost o zagrożeniu płynącym z protestanckiego nurtu. W środę, 20 grudnia w Centrum Kultury „eSTeDe” odbyła się projekcja jego filmu pt. „Luter i rewolucja protestancka”. – To była reformacja, czy deformacja – pyta współorganizator wydarzenia Paweł Kamiński. – Zdecydowaliśmy się na projekcję filmu, bo do części naszych katolików, może nie wszystkich, dociera informacja o „protestantyzacji” kościoła katolickiego. Niektórzy nie widzą o niej nic, mało, ale są i tacy co wiedzą więcej. Jesteśmy świadkami po części takiej zmiany naszego kościoła. Chodzi też o to, by ci wszyscy w ramach ekumenizmu szeroko pojętego, poznali prawdę o tym, jakie niebezpieczeństwa kryją się za „protestantyzacją”. Mimo że mamy w Polsce 90 proc. katolików, to raczej nie powinno to nikomu zagrażać, ale z tyłu głowy myśl się snuje. Widzieliśmy samego papieża Franciszka, który odprawiał wspólne nabożeństwo z okazji rocznicy. Takich przykładów jest więcej. Może warto poznać prawdę? – pyta.
Sam reżyser nie ukrywa, że film nie funkcjonuje w szerszym obiegu medialnym, więc jego twórcy skupiają się promocji dzieła podczas spotkań w całej Polsce. – Ten film to autoprezentacja Marcina Lutra – mówi G. Braun i zauważa, że listy, wystąpienia Lutra są szokujące. – Każdego zdrowo myślącego człowieka muszą one napawać rosnącym lękiem, a może niektórym zjeży włos na głowie. Prezentowany nam poprawny politycznie obraz Lutra, zwłaszcza w roku jubileuszowym, ma tyle wspólnego z rzeczywistością historyczną, co za moich lat akademia pierwszomajowa z rzeczywistością PRL. To jest horror i mordor. To obraz destrukcji i zakłamania. Mówi się o subtelnościach teologicznych, kwestiach kanonicznych, a nie mówi się jak było – o grabieży, morderstwach, rui i porubstwie podniesionych do rangi cnoty i zasady. To jest prawdziwe oblicze reformacji. Nie ma co się na to obrażać – przekonuje reżyser filmu i dodaje z dużą pewnością w głosie. – Fakty są takie, że rewolucja protestancka to był przede wszystkim wielki skok na kasę, jakiego dokonali niemieccy książęta, a potem także i królowie Anglii, Szwecji i szeregu innych państw – mówił. Po projekcji filmu odbyło się spotkanie autorskie z reżyserem, który zapewnia, że po nowym roku film ruszy w serię kolejnych pokazów, tym razem poza granice naszego kraju. (ak)