Od nudnego życia na wsi, do zakopania się pod ziemię w Rosji. Przemek Kossakowski o swojej życiowej drodze opowiedział w Gnieźnie

W ramach cyklu „Bez ceregieli…”, do Gniezna przyjechał na spotkanie z miłośnikami podróży i mocnych wrażeń Przemek Kossakowski, który dla zbiorowej świadomości telewidzów w Polsce zasłynął mocnymi seriami programów: „Kossakowski. Szósty zmysł”, „Inicjacja” oraz „Wtajemniczenie”.
Choć cykl miejskich spotkań z ludźmi, którzy w swojej pasji odkrywania świata naruszają często wiele granic poznania człowieka, trwa już ponad rok, to od kwietnia tego roku nosi on nazwę „Bez ceregieli…”. Po Adamie Bieleckim i Denisie Urubko, którzy przyjechali do Gniezna niemal wprost spod góry K2 oraz ekipie „Busem przez świat”, tym razem o przekraczaniu granic – nie tylko geograficznych – opowiadał Przemek Kossakowski. W wypełnionej po brzegi sali wspinaczkowej gnieźnieńskiej hali im. M. Łopatki, spotkali się na wyczekiwanym wydarzeniu miłośnicy nie tylko mocnych wrażeń, ale także fani lubianej serii programów telewizyjnych, w trakcie których np. P. Kossakowski odwiedza kraje bliższego i dalszego Wschodu i poddaje się w nich eksperymentom na własnym ciele i psychice. Doświadczał praktyk znachorów, uzdrawiaczy i wróżbitów.
Zakopywany w grobie, okładany wnętrznościami barana, poddawany praktykom podcinania języka, ale także zamieniał się na dwie doby w bezdomnego, czy dawał się zamknąć z kryminalistami w więziennej celi. W Gnieźnie opowiedział o swojej ostatniej podróży do Indii. Jak przyznał w rozmowie z dziennikarzami tuż przed wydarzeniem, do czasu startu programu wiódł dość nudne życie na wsi i nie wie sam, skąd się u niego biorą czasami wręcz samobójcze skłonności do podejmowania ryzyka.
– Nie jestem na tyle odważny, żeby dłubać w swojej psychice – zauważa. – Faktem jest, że zanim zacząłem pracować w telewizji prowadziłem bardzo przewidywalne i nudne życie. Kompletnie nic takiego się nie ujawniało, co zacząłem robić w programach. To chyba ewolucja kryzysu wieku średniego, bo po 40. roku życia to się wszystko zaczęło – śmieje się P. Kossakowski.
Wspominając swoją pierwszą kontrowersyjną serię programów pt. „Kossakowski. Szósty zmysł”, autor wspomina, że było to szczególne przedsięwzięcie. – To były dwa lata pracy w realiach poruszania się po przestrzeni wypełnionej ludźmi, którzy mają kontakt z duchami, z Bogiem. Tam było bardzo dużo czarów, okultyzmu. To był mój taki chleb powszedni, np. spotkania z buriatami na Syberii czy z neoszamanami, którzy zajmują się tego typu rzeczami w Europie – wspomina P. Kossakowski. Jak przyznaje podróżnik, choć stara się nie wierzyć tego typu energii, to jednak jego doświadczenia z programu mogły dać do myślenia. – Jestem racjonalistą i to dla mnie kłopot odpowiadać w kategoryczny sposób na to. To były rytuały bardzo mocne i wpłynęły na mnie. Nie na tyle, żebym uwierzył w duchy, ale na tyle, żeby mój racjonalizm został skruszony w takim stopniu, abym dopuszczał możliwość istnienia świata poza naszym światem – stwierdza.
Choć same serie telewizyjne, w których bierze udział wyglądają niekiedy dramatycznie, to P. Kossakowski uspokaja, że jest w tym też tzw. magia telewizji. – My wiemy, jak używać pewnych środków budowania dramaturgii. Jest w tym dużo ryzyka, ale jeślibym miał powiedzieć ile razy otarłem się o duże zagrożenie, to policzyłbym je na palcach jednej ręki. Szczególnie przypomina mi się rytuał, który przeszedłem w Rosji, kiedy zakopano mnie pod ziemią. To naprawdę było ekstremalne. Rzeczy, które dzieją się na planie, one dzieją się naprawdę i wymykają się często spod kontroli – zdradza kulisy produkcji telewizyjnej. Jak powiedział po raz pierwszy, akurat gnieźnieńskim dziennikarzom Przemek Kossakowski, już 24 kwietnia rusza na realizację kolejnego programu, tym razem do Gruzji. – Będzie tam ryzyko związane ze stanem mojego zdrowia. ALEKSANDER KARWOWSKI