Shadow

Ojciec i syn. Dwa malarskie światy, czyli jak daleko może spaść jabłko od jabłoni

{CAPTION}
Czy malarstwo ojca może być inspiracją do podążania tą samą formą wyrazu artystycznego przez syna? Może, jednak odwiedzając wystawę prac Kazimierza i Bartosza Muszyńskich poznaje się dwa odmienne światy, niemal z dwóch biegunów artystycznej wrażliwości. Od malowniczych pejzaży seniora, do skomplikowanej cielesności w stylu Zbigniewa Beksińskiego w wykonaniu juniora. Wystawa Muszyńskich to mocne wejście Dużej Galerii Miejskiego Ośrodka Kultury w nowy rok.
Kazimierza Muszyńskiego w gnieźnieńskim środowisku przedstawiać nie trzeba. Artysta, plastyk, architekt wnętrz, absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Sztyk Plastycznych w Poznaniu, od 15 lat związany z MOK, w którym prowadzi Klub Plastyka. Zanurzony w poetyce pejzażu, leniwych przestrzeni natury, ale także portretów, martwej natury, a ostatnio przestrzeni miejskiej. Mniej odkryty dla gnieźnieńskiego odbiorcy sztuki, choć zupełnie nie jest anonimowym w kraju i Wielkopolsce syn Bartosz, to absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, na Wydziale Malarstwa, Grafiki i Rzeźby w Pracowni Rysunku prof. Jacka Strzeleckiego, znanego już z prezentacji swoich rysunków w Gnieźnie. Estetyka Bartosza Muszyńskiego kieruje się w monumentalne formy, estetykę realizmu, cielesności, podobną do twórczości Zbigniewa Beksińskiego. O ile w twórczości ojca można dostrzec optykę obserwacji tego, co poza człowiekiem, to optyka syna jest skierowana do wnętrza człowieka, lęków, okrojonej z poezji cielesności i przemijalności ludzkiej formy.
– Żeby pogodzić w tej galerii ojca i syna, każdy dostał swoje pomieszczenie – mówi o rozkładzie prac w galerii Dariusz Pilak, dyrektor MOK. – Myślę, że to jest bardzo mądre rozwiązanie, ponieważ pan Kazimierz jest nestorem wśród wszystkich instruktorów, którzy u nas działają, ma bardzo duży fanklub. Twórczość ojca i syna jest tak różna, jednak tak wspaniała, bo wyszła z jednego domu. Rzadko się zdarza, żebyśmy w Gnieźnie mieli pokoleniowo artystów tworzących w tej samej dziedzinie – zauważa.
Są wernisaże wystaw, które wszystkich chętnych do uczestniczenia w tym trochę obowiązkowym, ale miłym święcie dla artysty, nie mogą pomieścić. To był jeden z takich wernisaży, że Duża Galeria była za mała. – Taka kumulacja wystawowa nie zdarzyła się chyba nigdy dotąd w Miejskim Ośrodku Kultury – stwierdza Iwona Piechocka-Jóźwiak, kurator wystawy. – Obecnie w holu MOK Klub Plastyka i Akwarelki, czyli dwie sekcje prowadzone przez Kazimierza Muszyńskiego mają swoją wystawę, a na górze sam on i potomstwo. Syna dopiero poznałam, ale o Kazimierzu mogę powiedzieć tylko dobre rzeczy. Pracuje tutaj od ponad 15 lat, niezwykle cierpliwy, łagodny, zawsze uśmiechnięty i zadowolony. Tak bezproblemowego artysty nie znam – stwierdza z uśmiechem.
– Chcę podziękować pracownikom MOK za umożliwienie zaprezentowania wystawy – zwrócił się do gości Kazimierz Muszyński. – Dziękuję również moim siostrom-sponsorkom, żonie za wytrwałość i cierpliwość, i wszystkim zebranym za tak liczne przybycie. Moich obrazów jest około 30 sztuk. Są pejzaże, czyli mój ulubiony temat, a szczególnie pejzaż miejski, który od niedawna zacząłem uprawiać. Zaprezentowałem także pejzaże bardziej rozbudowane od tych syntetycznych – zauważył artysta. Dla Bartosza, mimo że ojciec jest, można rzec, rezydentem MOK, wnętrza ośrodka nie są zupełnie nowe. – Kilkanaście lat temu w tych murach wystawiałem malarstwo figuratywne. Było to krótko po studiach i wtedy chodziło o coś zupełnie innego, o ciało zaatakowane światłem, myślą i gestem. Dziś prezentuję malarstwo abstrakcyjne. W sztuce abstrakcyjnej musimy się spodziewać jakiejś konsekwencji. Konsekwencji narracji, pewnego opowiadania. Mnie interesuje napięcie, kolor. Nie trzeba szukać w tym znaczenia i sensu. Do zrozumienia dzieła sztuki potrzebna jest wiedza – zauważa. Wchodząc do sali wystawowej Dużej Galerii od razu uderzają ogromne formaty dzieł Bartosza Muszyńskiego. Trudno nie znaleźć niewypowiedzianego porozumienia jego prac z estetyką Zdzisława Beksińskiego. – To jest serce między innymi i naprężenia, zestawienia kolorystyczne, coś z marzeń sennych oraz może także coś z tego, co Bogu nie wyszło, co się nie udało. Ja szukam w abstrakcji pewnej takiej materii, która istnieje i chce, żeby coś to przypominało, a niekoniecznie było tylko figuratywnym malarstwem. Chcę, aby materia była jakby aktywna, czyli jest coś, co przypomina spaloną skórę, czy jakieś wnętrzności, czy właśnie narządy. To jest mi bliskie, być może dlatego, że wychowałem się na malarstwie Zdzisława Beksińskiego. Myślę, że duże formaty pozwalają na większą dynamikę i większy gest z mojej strony. Poza tym kolory w tak dużych formatach zupełnie inaczej wyglądają: brąz zaczyna zamieniać się w czerń, czerwień zaczyna robić się fioletowa. Takie działania i takie zależności mnie bardzo interesują – stwierdza artysta. Interesującą wystawę można oglądać w Dużej Galerii MOK do 12 lutego.
ALEKSANDER KARWOWSKI