Shadow

„Panie burmistrzu, proszę przemyśleć swoją decyzję”, czyli o chlewni w Polskiej Wsi

Stanowczy sprzeciw sporej mieszkańców gminy Kłecko wzbudza nadal plan wybudowania fermy trzody chlewnej w Polskiej Wsi. Tym razem (już po raz kolejny) protestujący powiedzieli zdecydowane „nie” dla tej inwestycji na forum rady i chcieli usłyszeć na jakim etapie jest procedura. Przede wszystkim postanowili swoje racje przedstawiać burmistrzowi Kłecka i radnym podczas minionej sesji.
Przypomnijmy, w grudniu 2016 roku do Urzędu Miejskiego Gminy Kłecko wpłynął wniosek inwestora w sprawie wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedsięwzięcia inwestycyjnego polegającego na budowie obiektu inwentarskiego – tuczarni o obsadzie 208,6 DJP (jednorazowo 1 500 sztuk) wraz z silosami magazynowymi na paszę, wagą samochodową i utwardzonym układem drogowym w miejscowości Polska Wieś. Inwestycja została zakwalifikowana do przedsięwzięć mogących potencjalnie oddziaływać na środowisko. Z tego względu dokumentacja została przekazana do organów opiniujących – Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Poznaniu i Powiatowego Państwowego Inspektora Sanitarnego w Gnieźnie. W swych opiniach inspekcja sanitarna stwierdziła konieczność przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko planowanej inwestycji, a z dyrekcja ochrony środowiska – brak takiej potrzeby. Burmistrz gminy Kłecko podjął decyzję o konieczności wspomnianej oceny. Po przedłożeniu raportu oceny, wspomniane organy opiniujące wydały opinie uwzględniające realizację przedmiotowego przedsięwzięcia. Wymagane również było przeprowadzenie postępowania z udziałem społeczeństwa, które zakończyło się 3 stycznia 2018 roku (każdy miał prawo do zapoznania się z dokumentacją sprawy oraz złożenia uwag i wniosków). W grudniu ubiegłego roku podczas spotkania w Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury mieszkańcy zgłaszali swoje obawy i wątpliwości dotyczące konsekwencji powstania chlewni. W toku postępowania wpłynęło kilkadziesiąt pism, z których część zawierała wyłącznie obawy, a część merytoryczne uwagi do przedstawionego przez inwestora raportu oddziaływania na środowisko. Jak poinformowano w urzędzie, wyniki postępowania z udziałem społeczeństwa zostaną uwzględnione przy wydawaniu decyzji, a obecnie trwa analiza zgłoszonych wniosków. Pracownicy urzędu weryfikują treść dokumentacji przedłożonej przez inwestora, a następnie ten zostanie wezwany do wyjaśnień i przedłożenia dodatkowych dokumentów. Rozpoczynający dyskusję na ten temat radny Stanisław Borkowski podkreślił, że nie ma znaczenia, gdzie ta chlewnia powstanie, jednak największe znaczenie ma dla mieszkańców wywóz gnojowicy i dodał: – Żadne przepisy w tej kwestii nie obronią mieszkańców. Kto sobie pozwoli na wywiezienie gnojowicy „pod okna”? Z Polski wywozi się dziennie 35 000 sztuk trzody chlewnej. Czy tych świń nie jest już zbyt dużo w Polsce? Nie wiemy, ile tej gnojowicy jest produkowanej. Dwie takie chlewnie eliminują na naszym terenie 50 drobnych rolników. Czy takie działanie wspiera polskie rolnictwo? – Taka chlewnia to trucizna na lata. To tylko jedna, a będzie ich kilka. Wyprodukują więcej ścieków niż cała gmina. Cztery rzuty gnojowicy w roku dadzą 20 000 metrów sześciennych gnojowicy. Od października nie można było wjechać na pola. Co w takim przypadku, gdzie ta gnojowica trafi, zbiorniki są zbyt małe. A co z powietrzem i zatrutymi wodami? Do tego hałas wentylatorów – wyliczał Mieczysław Budnik. Radny Waldemar Gołochowicz natomiast stwierdził: – Niszczymy rolnictwo, najlepszą rzecz jaką mieliśmy. Radny Mariusz Kasprzyk wyrokował: – W Ameryce, gdzie pojawiał się wielki koncern, nie wytrzymywali rolnicy. Tak będzie i tu, gdzie niszczone będą polskie tradycyjne gospodarstwa. Do rozwoju rolnictwa to się nie przyczyni. – Dlaczego muszę bać się dzisiaj, co pozostawię swoim dzieciom? Jeżeli pojawi się jedna taka tuczarnia, będą następne. Karniszewska (ulica – dop. aut.) jest spacerową aleją dla kuf z odpadami. Gdy jest mróz, jedzie traktorzysta i orze, by ziemia wchłonęła. Tak dzieje się w całej gminie. Zastanawia mnie to, w czym dzieci będą się kąpały latem. Nie gdzie, ale w czym?! Martwimy się o to, że gdy będzie tuczarnia, zarobi jedna osoba i to będzie tylko czyjś jednoosobowy pracownik – nie kryła zdenerwowania Małgorzata Jabczyńska. Ryszard Łabanowicz dodał: – Mamy zebranych 1500 podpisów. To połowa dorosłych mieszkańców gminy. To cała gmina od Dębnicy, po Kamieniec. Czy dobro jednego rolnika jest ważniejsze od nas wszystkich? Zbigniew Stajkowski, z zarządu Wielkopolskiej Izby Rolniczej tłumaczył: – Kujawy i Wielkopolska to zagłębie produkcji trzody chlewnej. Nie chcę odbierać głosu społeczeństwu, ale nie chciałbym być na miejscu burmistrza, ponieważ obojętnie jaką podejmie decyzję, będzie ona zła. Nie rozpatruję tej sprawy, stricte ta tuczarnia. Inwestor to chłopak, który coś chce zrobić. Jestem i będę rolnikiem w tej gminie. Zróbmy „rozprawę”, gdzie będzie pokazana nie tylko jedna strona. Pracuje się po to, by utrzymać i wykształcić rodzinę. Wkrótce Forum Rolnicze w Pakszynie – zapraszam wszystkich. Będę walczył z pseudodoradcami i pseudorolnikami. – Właśnie przez jedną budowę jesteśmy podzieleni – ripostował R. Łabanowicz. Dwudziestoletnia Irena Jabczyńska stwierdziła: – Już młodzi ludzie nie chcą przyjeżdżać do Kłecka, bo nie jest atrakcyjne, ale jeśli powstanie tu taki smród, jaki jest planowany, to ta gmina zostanie świadomie zabita. Gdy nie będzie tu młodych ludzi, Kłecko będzie bez przyszłości. Ja swoją przyszłość wiążę z Kłeckiem. Kocham Kłecko i nie wyobrażam sobie, że może być ono zniszczone. Gdy powstanie świniarnia nic nie dadzą dróżki rowerowe, bo nikt nie będzie chciał jeździć w smrodzie. Kto będzie chciał się kąpać w odchodach zwierzęcych na kłeckiej plaży? Jako młodzi, my tego nie chcemy. Panie burmistrzu, proszę przemyśleć swoją decyzję. – Jestem optymistą i wierzę, że ta debata, która przetacza się przez naszą gminę, nie zostanie zmarnowana. Mówimy o odpowiedzialności za naszą małą ojczyznę. Jako gmina, przez tę kadencję robimy wiele dla ekologii. Jeśli chodzi o młodych, to wy się też pokażcie, bo nie wszystko za was zrobimy. Nie możemy zrobić nic ponad prawem. Muszę je respektować. Zrobię wszystko, by z punktu widzenia prawnego i ekologii było bezpieczne – tłumaczył na zakończenie dyskusji Adam Serwatka. JAROSŁAW WALERCZAK