Shadow

Parzące barszcze ciągle groźne

Czerwiec i lipiec to miesiące, kiedy parzące barszcze kaukaskie (Sosnowskiego i Mantegazziego) mają największe przyrosty i zagrażają ludziom oraz zwierzętom. Nie brakuje ich także w powiecie gnieźnieńskim, m.in. w okolicy cieków wodnych spływających do jeziora Wierzbiczańskiego. Jak zauważa Najwyższa Izba Kontroli, w Polsce brak jest kompleksowego systemu zwalczania szkodliwej rośliny.
Barszcz Sosnowskiego był rozpowszechniany w Polsce jako roślina pastewna w latach 70. i 80. XX wieku. Jednak po kilkunastu latach stwierdzono, że jego właściwości zmieniają na niekorzyść smakmięsa i mleka karmionych nim zwierząt. Uprawę zaprzestano, jednak roślina okazała się bardzo inwazyjna i rozniosła się na duże połacie kraju. Nasiona barszczy kaukaskich łatwo rozprzestrzeniają się z wiatrem (do 10 metrów), ciekami wodnymi (nawet do kilku kilometrów) oraz na wskutek działalności człowieka (np. na kołach samochodów). Choć same rośliny są wizualnie interesujące i wysokością przewyższają dorosłego człowieka (mogą osiągać nawet 5 metrów), to w upalne dni są bardzo niebezpieczne. Kiedy jest gorąco, to ich soki i związki aerozoli, które wydzielają, mogą powodować groźne poparzenia. Wschodnia oraz południowo-zachodnia część powiatu gnieźnieńskiego to miejsca, gdzie inwazyjne barszcze występują najczęściej. Jak alarmuje Najwyższa Izba Kontroli, rośliny powinny być systemowo wykaszane, bowiem odrastające osobniki są mniejsze i słabsze.
„Prowadzone badania wskazują, że jeśli nie podejmie się skutecznego zwalczania barszcze kaukaskie będą rozprzestrzeniać się szybko, zajmując nowe tereny wokół występujących już stanowisk. Z monitoringu prowadzonego przez ośrodki naukowe i organizacje pozarządowe wynika, że efektywność dotychczasowego zwalczania barszczy kaukaskich jest niewielka i rośliny te nadal się rozprzestrzeniają” – zauważa w swoim raporcie NIK i wytyka, że na szczeblu krajowym nie poczyniono prawie nic, by skutecznie zwalczać tę roślinę oraz finansować jej wycinanie. „Przewlekłe prowadzenie prac związanych z opracowaniem przepisów w Polsce sprawiło, że do dnia zakończenia kontroli, tj. 11 września 2019 r., nie wdrożono planów działania w celu rozwiązania kwestii priorytetowych dróg przenoszenia oraz metod zwalczania lub kontroli barszczy. A to oznacza, że nie dotrzymano terminu rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady UE, który dla barszczu Sosnowskiego upłynął 14 lipca 2019 r. Na szczeblu krajowym nie dokonano całościowej diagnozy zagrożenia barszczami kaukaskimi oraz nie zdefiniowano niezbędnych działań związanych z ich zwalczaniem. Nie oszacowano również potrzebnych środków dla skutecznego zahamowania ich ekspansji”.
Istotnym problemem w ocenie NIK w zwalczaniu barszczy było niespójne finansowanie. Część gmin w Polsce nawet nie wiedziała, że były na ten cel przeznaczone środki w wojewódzkich funduszach ochrony środowiska. Część gmin, która zdecydowała się usuwać te rośliny, ograniczała się tylko do zarządzanych przez siebie terenów, jednak duża część barszczy rośnie na działkach prywatnych, niegrodzonych i niezagospodarowanych. Ich właściciele rezygnują z usuwania roślin, ze względu na ich niebezpieczeństwo i koszty koszenia lub oprysku chemicznego. Mimo to w części gmin zdecydowano się usuwać barszcze także z prywatnych działek. „Granica działki przecież nie chroni przed emisją substancji toksycznych ani rozprzestrzenianiem się nasion” – zauważa w raporcie NIK. Nie ma także jasnych zasad utylizacji ściętych roślin. Zazwyczaj pozostawia się je na miejscu, by uległy wysuszeniu i rozkładowi. Palenie ich natomiast jest szkodliwe dla środowiska. Część gmin zamyka je w szczelnych workach do czasu całkowitego rozkładu, a następnie je kompostuje. Jak zauważają eksperci, barszcze kaukaskie powinny być kwalifikowane jako odpady niebezpieczne.
Jeśli nie ma kompleksowego programu niszczenia tych roślin, skuteczność jednorazowych wycięć nie przynosi żadnych rezultatów. Barszcz Sosnowskiego ciągle można spotkać w najbliższej okolicy. Widoczny na zdjęciu znajduje się przy Wełnie wpływającej do jeziora Wierzbiczańskiego, w okolicy domów letniskowych. ALEKSANDER KARWOWSKI