Shadow

Polacy wicemistrzami Europy i tuż za podium mistrzostw świata

Bardzo napięty harmonogram na przełomie stycznia i lutego miała reprezentacja Polski w hokeju na trawie. W związku z tym, że mistrzostwa świata w Omanie i halowe mistrzostwa Europy niemal zazębiały się, władze PZHT postanowiły stworzyć dwie reprezentacje, które niezależnie od siebie wzięły udział w obu turniejach.
Od28 do 31 stycznia w stolicy Omanu, Maskacie, rozgrywane były mistrzostwa świata w hokeju pięcioosobowym. Szkoleniowcemnaszej reprezentacji wyznaczony został na te zawody Robert Grzeszczak, wychowanek Startu Gniezno, olimpijczyk z Sydney. W jego kadrze znaleźli się między innymi Damian Jarzembowski, wychowanek Stelli Gniezno, obecnie występujący w Grunwaldzie Poznań i broniący do niedawna bramki Startu Gniezno Maciej Pacanowski (Havant HC).W grupie eliminacyjnej Polacy przegrali wprawdzie z Holandią 3:6, ale pokonaliNigerię 7:2 i Pakistan 8:6. W ćwierćfinale podopieczni trenera Roberta Grzeszczaka wygrali z Egiptem 2:1. W półfinale przegrali minimalnie z Malezją 3:4, a w walce o brąz zostali pokonani przez gospodarzy turnieju 3:2. Tytuł mistrzowski wywalczyli Holendrzy pokonując w finale Malezję 5:2.
Natomiast od 1 do 4 lutego, w belgijskim Leuven odbyły się mistrzostwa Europy w hokeju halowym. Trener Dariusz Rachwalski do kadry na ten turniej powołał między innymi Marcina Lewartowskiego ze Stelli Gniezno oraz wychowanków Startu Gniezno: Gracjana Jarzyńskiego (DTV Hannover), Jacka Kurowskiego (TSV Mannheim) i Patryka Pawlaka (AZS AWF Poznań). Turniej miał niesamowity przebieg. Polacy rozpoczęli od zwycięstwa z faworyzowanymi gospodarzami 4:2 (wszystkie bramki dla naszej reprezentacji zdobył Gracjan Jarzyński). Tymczasem następnego dnia Biało-Czerwoni przegrali nieoczekiwanie z Ukrainą 4:5 (Mikołaj Gumny, Mateusz Hulbój, Gracjan Jarzyński i Patryk Pawlak po 1) i Portugalią 5:6 (Mikołaj Gumny, Mateusz Hulbój, Patryk Pawlak, Gracjan Jarzyński i Jacek Kurowski po 1). Bardzo wyrównany i emocjonujący był też mecz z Czechami. Polacy dwukrotnie obejmowali prowadzenie, ale na siedem minut przed końcem był remis 2:2. Później mieli nawet dwubramkową przewagę, ale ostatecznie wygrali 4:3 (Mateusz Hulbój i Gracjan Jarzyński po 2). Niestety, zwycięstwo to nie gwarantowało awansu do strefy medalowej. Aby tak się stało Belgia musiała wygrać ostatni mecz grupowy z Ukrainą. Początkowo zanosiło się na czarny scenariusz dla naszej reprezentacji. Do przerwy Belgowie przegrywali bowiem 1:2. Ostatecznie zwyciężyli aż 8:3 dając przepustkę do półfinału Biało-Czerwonym. W nim Polacy trafiali na broniącą mistrzowskiego tytułu Austrię. Co ciekawe, gdyby Ukraińcy wygrali z Belgami zajęliby pierwsze miejsce w grupie i walczyliby w półfinale z Niemcami. Porażka oznaczała ostatnie miejsce i walkę o 9. pozycję w turnieju z Chorwacją. Ukraińcy przegrali zresztą ten mecz 4:6. W pierwszym spotkaniu półfinałowym Belgowie po trzech kwartach prowadzili z Niemcami 4:3, ale ostatecznie przegrali 4:5.
Jeszcze bardziej dramatycznie było w meczu Polaków z Austriakami. Do przerwy obrońcy mistrzowskiego tytułu prowadzili 1:0. Na cztery minuty przed końcem spotkania wyrównał Marcin Lewartowski i przy remisie 1:1 o awansie do finału decydowała seria karnych zagrywek. W niej Polacy przegrywali początkowo 0:1, ale ostatecznie zwyciężyli 3:2 i w niedzielnym finale zmierzyli się z Niemcami. Zanim to jednak nastąpiło w meczu o brązowy medal Belgia pokonała Austrię 7:6. W finale do przerwy nasi reprezentanci przegrywali 1:2, ale dość szybko wyrównali. Ostatecznie jednak przegrali walkę o złoto 2:5 zostając wicemistrzami Europy!
*RADOSŁAW KOSSAKOWSKI*