Shadow

Poseł Z. Dolata nie jest adresatem apeli starosty

Trzeciego marca w biurze posła PiS Zbigniewa Dolaty radni powiatowi PiS i przedstawicielka pracowników ZOL podsumowali działania podjęte w obronie tej placówki. Z. Dolata natomiast odniósł się do sytuacji związanej z przejęciem przez szpital powiatowy oddziałów udarowego i neurologicznego oraz apeli, jakie kieruje do niego starosta i przedstawiciele koalicji rządzącej w powiecie. – Absolutnie nie jestem adresatem jakichkolwiek apeli w tej sprawię. Jest to sprawa między urzędem marszałkowskim, gdzie jest koalicja Platforma, SLD i PSL i starostwem, gdzie jest koalicja PO-SLD. I to oni powinni się dogadać – sugeruje poseł.
Przypomnijmy, od ponad miesiąca trwały protesty pracowników, rodzin i pensjonariuszy Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego. Ostateczną decyzję w tej sprawie radni powiatowi podjęli na zdalnych obradach w czwartek, 25 lutego pozostawiając ZOL w tym samym kształcie organizacyjnym, jaki był dotychczas. Zakład ten był kartą przetargową pomiędzy starostwem, a urzędem marszałkowskim co do cesji. ZOL miał przejść pod zarząd marszałka, a oddziały udarowy i neurologiczny pod zarząd powiatu. Dziś już wiadomo, że do cesji nie dojdzie, a NFZ w zeszłym tygodniu rozpisał konkurs na te oddziały. – Dzięki ogromnej determinacji pracowników, rodzin pacjentów i wsparciu przez PiS, ZOL pozostał w takim kształcie, w którym funkcjonował od wielu lat – rozpoczął konferencję poseł Dolata. Następnie wszystkim, którzy zaangażowali się w obronę ZOL, a także pracownikom, opiekunom i pensjonariuszom, którzy także walczyli o to, by zostać w swoim domu podziękowała Daria Bielecka, przedstawicielka ZOL, która ponadto przedstawiła całą sytuację obrony ZOL. – Sytuacja, w której się znaleźliśmy była dla nas jako pracowników, dla naszych pensjonariuszy, dla ich opiekunów prawych, ich rodzin bardzo trudna i nie do zaakceptowania, stąd też te nasze działania protestacyjne, aby obronić ZOL. Cel tych przedsięwzięć, które realizowaliśmy był jeden, obrona istniejącego zakładu tak, by został w niezmienionej formie prawnej i strukturze organizacyjnej i stanowił samodzielny zakład opieki zdrowotnej. Nasz sprzeciw i brak akceptacji wszelkich propozycji, które padały podczas spotkań organizowanych w naszym zakładzie, czy w przekazach medialnych nie były z naszej strony do zaakceptowania. Miały one w rzeczywistości doprowadzić do likwidacji ZOL i odebranie mu samodzielności. Zakład, który funkcjonuje od 40 lat wypracował dobre imię, zyskał uznanie wśród samych pacjentów, rodzin, a także mieszkańców powiatu gnieźnieńskiego. Nasze metody zarządzania, które zostały wypracowane przez lata i w każdym roku doskonalone zaprocentowały długookresową dobrą sytuacją finansową oraz profesjonalną opieką nad pensjonariuszami. Dobre zarządzanie zakładem zawdzięczamy ówczesnemu dyrektorowi Zenonowi Jóźwiakowi i obecnej dyrektor Barbarze Skulskiej-Salicie. Wspólne wypracowane metody działania, które są realizowane przy udziale dyrekcji i pracowników zaowocowały tym, że ZOL jest bezpiecznym domem dla naszych pacjentów, zazwyczaj do końca życia. Oczywiste było, że jeśli ktoś będzie chciał ruszyć nasz zakład, my staniemy w jego obronie, bo przyświeca nam jedna idea, dobro pacjenta jest naszym celem i ten cel będziemy dalej realizować wspólnie jako jeden zespół z obecną i za kilka lat z przyszłą dyrekcją. Przykro mi, że musieliśmy przez kilka tygodni toczyć tą walkę, że w ten dzień, 25 lutego nasi pracownicy, rodziny, pacjenci będący w zakładzie czekali, trwali w tych swoich protestach. Miło było usłyszeć, że nie zostaną poczynione żadne działania zmierzające do likwidacji naszego zakładu i mamy nadzieję, że już żadne działania ku temu by ZOL w Gnieźnie został zlikwidowany w przyszłości nie zostaną zostały podjęte, bo znowu będziemy bronić naszego zakładu – przekazała D. Bielecka.
Radna Natasza Szalaty natomiast zwróciła uwagę, że sukcesem pracowników ZOL było to, że przekonali radnych, którzy nie do końca byli przekonani.– Niestety, nie mogę się jednak zgodzić ze słowami, które padły później, po głosowaniu, że zarząd od początku był za ZOL, że członkowie zarządu w ogóle nie wiedzą i pan starosta kto to wymyślił? Jest to dla mnie nie do przyjęcia, bo ZOL od początku domagał się, żeby zostać jednostką samodzielną, był manipulowany w rozgrywki, które się toczyły i przez ponad dwa miesiące pan starosta nie wiedział kto za tym stoi, kto jest odpowiedzialny za takie decyzje? Nie może być tak, że ktoś ponosi starty moralne, rządzący pokazują swoją władzę i niestety, nie potrafią się do tego odnieść – zauważyła radna. Dalej mówił radny Marcin Makohoński, który stwierdził, że batalię o ZOL mamy już za sobą, a teraz rozpoczęła się walka o „udarówkę” i neurologię. Kiedy w środę radny Makohoński kierował swoje słowa do zarządu powiatu w tej sprawie nie wiedział jeszcze, że już na następny dzień NFZ ogłosi konkurs na te dwa oddziały. – Z jednej strony słyszymy, że zarząd powiatu podejmuje konkretne działania, aby te oddziały zatrzymać w Gnieźnie, a z drugiej strony, że już przygotowuje się do konkursu. Ja przypomnę, że wielokrotnie PiS podczas sesji rady powiatu przypominało panu staroście, że gra toczy się po jego stronie i to on powinien najpierw toczyć rozmowy z urzędem marszałkowskim, z jego kolegami partyjnymi. Marszałek Marek Woźniak to partyjny kolega pana starosty z Platformy Obywatelskiej. Wicemarszałkiem jest pan Jankowiak, który starował z naszego okręgu wyborczego i to mieszkańcy powiatu gnieźnieńskiego dali mu mandat do tego, aby mógł zasiadać w urzędzie marszałkowskim i być wicemarszałkiem, więc jakiś dług wdzięczności się chyba należy – zaznaczył radny Makohoński.
*Poseł Z. Dolata nie wesprze zarządu powiatu *
Poseł Z. Dolata natomiast uważa, że dopóki rządzi Platforma nikt nie może czuć się bezpiecznie. – Platforma jest w stanie likwidować każdą instytucję, zaszkodzić każdemu obywatelowi, żeby zrealizować swój partyjny interes. Myślę, że nawet znaczna część personelu ZOL mogła głosować na Platformę. I to ich wyborcy, ci pracownicy zobaczyli jak się ich traktuje. Chociażby ten ostatni dzień protestu, przecież można było już o godzinie dwunastej powiedzieć odstępujemy od tych zamiarów. Protest potrwałby piętnaście minut, a ludzie by się rozeszli. To nie, postanowiono ich upokorzyć i pokazać, czekajcie. Ponad dziewięć godzin stania przed starostwem. I to jest najlepszy dowód na to jak obywatela traktuje Platforma i co by było, gdyby ta formacja przejęła władzę w całym kraju – atakował poseł. Dalej mówił, że co do apeli, które stosuje do niego starosta i inni przedstawiciele koalicji rządzącej w powiecie, to nie on jest ich adresatem. – To jest sprawa między urzędem marszałkowskim, gdzie jest koalicja Platforma, SLD i PSL i starostwem, gdzie jest koalicja PO-SLD. I to oni powinni się dogadać co do cesji. A jeśli mają wątpliwości czy NFZ wyrazi zgodę, bo nie wiedzą, czy szpital spełnia odpowiednie warunki, to aby ta cesja mogła nastąpić to powinni zabrać się do pracy, żeby szpital spełnił te warunki. Czy to będzie cesja czy konkurs, to te warunki trzeba spełnić i ani minister zdrowia, ani poseł, ani premier zrobić tego nie mogą. Chyba pan starosta sobie nie wyobraża, że w państwie prawa można nagiąć jakieś zasady tylko po to, żeby pan starosta był szczęśliwy. Za co on, cały zarząd i dyrekcja szpitala biorą pieniądze? Zbigniew Dolata nie pójdzie i nie zrobi tego za nich, a jeśli nie potrafią tego wykonać, to pan starosta i dyrekcja szpitala powinni podać się do dymisji. I w tym momencie my jako PiS mając doświadczenie czteroletnich rządów 2014-2018 poradzimy sobie – zapewnił poseł.
Parlamentarzysta przekonuje także, że w warunkach konkursu nie jest najwyżej punktowany wymóg ciągłości udzielania świadczeń, a odpowiednie przygotowanie pomieszczeń i personel medyczny. – Ja rozmawiałem z panią dyrektor NFZ Agnieszką Pachciarz i przygotowanie do konkursu polega na przygotowaniu odpowiednich pomieszczeń i personelu. Konkurs wygrywa ten, kto przedstawia najlepsze warunki prowadzenia danych procedur leczniczych. Ja będę robił wszystko, jako że jestem również mieszkańcem Gniezna, żeby zmobilizować tych, od których zależy sukces do tego, żeby to zrobili. Ja nie jestem starostą i nie biorę pieniędzy. To oni muszą to zrobić. Zasady są bardzo proste, obowiązują w całej Polsce. Poseł nie może pójść do dyrektora NFZ i powiedzieć, że proszę nie patrzeć na to, że Gniezno nie spełnia warunków i dać ten kontrakt. A jeśli będą umierali pacjenci, to kto za to weźmie odpowiedzialność, poseł Dolata, dyrektor Pachciarz, minister zdrowia, do którego każe mi iść starosta Gruszczyński? – zakończył poseł. BEATA KRZYŚKA