Shadow

Pozostaniecie na zawsze w naszej najlepszej pamięci…

To jedno z najpiękniejszych wydarzeń w lokalnej kulturze, choć dotyczy przecież bolesnej tajemnicy przemijania. Raz w roku, dzięki inicjatywie Kazimierza „Tinkersa” Kubówa, w Centrum Kultury „eSTeDe” w Gnieźnie, odbywa się kolejna edycja Święta Przyjaciół. W wyjątkowo nostalgicznej i ciepłej atmosferze zadumy, wspomina się ludzi kultury, którzy odeszli z naszej społeczności w ostatnim roku. XIII edycja wydarzenia była dla redakcji „Przemian” i Radia Gniezno szczególna, bowiem pamięcią wróciliśmy do naszego kolegi i przyjaciela, zmarłego przed rokiem Jarka Walerczaka, ale też wspomnieliśmy Jarosława Krenza, Bogdana Andrzejczaka i Emiliana Wahla.
Zawsze to jest smutna impreza, ale rzecz nie na tym polega, abyśmy smutno wspominali osoby, które były naszymi przyjaciółmi. Tak ich traktujmy, jakby z nami byli – mówi Kazimierz Kubów, który od 13 lat prowadzi Święto Przyjaciół, jako dzień zadumy nad ludźmi kultury miasta i regionu, których z nami już nie ma. To impreza cykliczna, która nierozerwalnie jest związana z Centrum Kultury „eSTeDe”. W tegorocznej odsłonie wydarzenia, przy licznie zgromadzonej publiczności, wspomniano Emiliana Wahla, Bogdana Andrzejczaka, Jarosława Walerczaka i Jarosława Krenza. W czasie jednego roku w lokalnej kulturze pojawiła się wielka wyrwa w szeregu osób, po których stracie trzeba będzie wielkich starań i wysiłków, by choć w części odbudować fragment ich działalności. Emilian Wahl choć bezpośrednio z lokalną kulturą nie był związany, to jednak dzięki jego wysiłkom obiekt „eSTeDe” po wielu perturbacjach został zmodernizowany i oddany w użytek lokalnej społeczności. Jako kierownik budowy dwoił się i troił, by podjęte zadanie zrealizować w terminie. Dzięki jego determinacji i współpracy z inwestorem, tegoroczne Święto Przyjaciół mogło po długiej tułaczce znowu wrócić w dawne miejsce. Drugą postacią, która opuściła w ciągu ostatniego roku swoich najbliższych, był Bogdan Andrzejczak – najstarszy członek Orkiestry Powiatu Gnieźnieńskiego. – Bardzo nam dziś brakuje Bogdana, naszego przyjaciela – mówi Marcin Makohoński, członek zespołu. – Był on z orkiestrą od samego początku jej tworzenia, a z gnieźnieńskim światem muzyki związany był chyba od zawsze. Miał on dwie wielkie pasje: sport, a w szczególności żużel oraz muzykę. Muzyka była dla niego sposobem na życie i poznawanie nowych osób, ale też sposobem na smutki i radości. Wspominam go szczególnie w ostatnich dniach i myślę sobie, że odszedł człowiek z pokolenia, które żyło sztuką i cieszyło się nią. Dla niego sztuka była formą życia – wspomina. Dla swojego przyjaciela zagrali członkowie orkiestry. – Gramy tak, jakby Bogdan z nami był. Gramy z nim i innymi członkami zespołu, których już z nami nie ma – powiedział Marcin Makohoński zapowiadając występ.
*Na zawsze będziesz częścią tej redakcji*
Dla lokalnego dziennikarstwa, ale też szeroko pojętej kultury, jego nagła śmierć była szokiem. Kiedy 8 listopada 2020 roku dotarła do nas informacja, że Jarek Walerczak nie jest już z nami ciałem, dla wielu osób go znających zatrzymał się na kilka dni czas. Jarek był nie tylko dziennikarzem, który słuchaczom i czytelnikom relacjonował ważne wydarzenia z życia regionu, ale był też wielkim entuzjastą życia i muzyki. – Prowadziliśmy ręka w rękę audycję w Radiu Gniezno, która zaczynała się utworem Deep Purple „Smoke on the water” – wspomina przyjaciela Krzysztof Gronikowski, dziennikarz i animator działań kulturalnych. Kultowa piątkowa audycja muzyczna pozostała w pamięci wielu słuchaczy, jako coś świeżego, o jakości ponadregionalnej, której nie powstydziłaby się kultowa przed laty Trójka. – Jarek był sympatycznym człowiekiem, który starał się każdemu pomóc. Prośba o pomoc nie zostawała u niego bez echa. Przelewał dobro na innych. To nie był też człowiek, który odwracał się od ludzi. On zawsze stawał przodem do drugiego człowieka – podkreśla. Z kolei „Tinkers” Kubów dopowiada, że Jarek był przyjacielem całej gnieźnieńskiej kultury. – Ze Świętem Przyjaciół był od początku. Dokładnie rok temu, 3 listopada, rozmawialiśmy i nikomu nie przyszło do głowy, że za rok go zabraknie w tym gronie. Jest nam naprawdę żal, że go nie ma – nie kryje wzruszenia.
– Życie ułożyło się w nieprawdopodobny sposób. Jaras – jak na niego mówiliśmy, kibicował temu wydarzeniu. Święto Przyjaciół i Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy to były jego żelazne tematy do „Przemian”. I to dzisiejsze nasze spotkanie, to jakby podsumowanie jego działalności. Wszystkie wcześniejsze edycje tego wydarzenia, przez 12 lat, to on relacjonował i pisał o tych co odeszli. Dziś, podczas 13. edycji zebraliśmy się by wspomnieć jego – mówi Zbigniew Kwiatkowski, p.o. redaktora naczelnego „Przemian”, z którym Jarek przyjaźnił się przez lata. – Wielcy ludzie nie uciekają z naszej pamięci, tylko odchodzą kawałeczek dalej – dodaje K. Gronikowski.
*Jego przyjście było powiewem świeżości *
Zaledwie pół roku temu odszedł Jarosław Krenz – wybitny wokalista i pedagog. Dyrygent Chóru Mieszanego „Metrum”, z którym był związany od 1996 roku oraz Kwartetu Wokalnego „Ad Libitum”. Z jego brakiem ogromną stratę odczuła lokalna chóralistyka. – Do dzisiaj śmierć Jarka jest dla nas nie do uwierzenia – mówi Oliwia Komorowska, członkini „Metrum”. – To nie był tylko dyrygent. To był członek naszej rodziny muzycznej. Został głęboko w naszych sercach i bardzo go dziś nam brakuje – podkreśla. Jak zauważa Andrzej Cieśliński, również członek chóru, przyjście Jarosława Krenza do Gniezna było powiewem świeżości. Pod jego dyrygenturą zespół wspinał się na wyżyny, będąc wyróżnianym na licznych festiwalach. Inny wokalista „Metrum”, Grzegorz Buczkowski, podkreślił osobowość Jarosława Krenza, która miała kluczowy wpływ na zintegrowanie amatorskiego zespołu i stworzenie z niego bytu o walorach wręcz profesjonalnych. – Jarek tworzył taka atmosferę, że my – amatorzy, chcieliśmy na te próby przychodzić. Połączył nas, bo nasz zespół tworzy kilka pokoleń śpiewaków. Nie zawsze łatwym jest jednoczesna rozmowa z dwudziesto jak i sześćdziesięciolatkami, ale on potrafił dotrzeć do wszystkich. Był naszym wielkim przyjacielem – mówi. Po odejściu dyrygenta zespół zgodziła się poprowadzić jego małżonka – Barbara, która w trakcie wieczoru osobiście zagrała na pianinie oraz dyrygowała „Metrum” dla wspomnienia i ku czci swojego męża.
Emocjom i wzruszeniu zdawało się nie być końca. Ludzie kultury jak nikt inny mają zdolność w sposób szczególnie wrażliwy doznawać uniesień i doceniać wymiar ulotnych chwil. Także symbolika wieczoru była elementem ponadwymiarowym. Zespoły Bogdana Andrzejczaka i Jarosława Krenza działają w ramach „eSTeDe”, ich występy niejednokrotnie opisywał Jarosław Walerczak, a wszyscy spotkali się w sali, która powstała dzięki determinacji Emiliana Wahla. Choć 13. Święto Przyjaciół przeszło do historii, to jeszcze mocniej ugruntowało miejsce osób, które odeszły, w sercach ich przyjaciół. ALEKSANDER KARWOWSKI