Shadow

Pracownicy MOPS mają dość i żądają podwyżek?

Dziewiątego maja do prezydenta Gniezna, a następnego dnia do radnych wpłynęło pismo podpisane przez „Pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Gnieźnie”, w którym m.in. żądają podwyżki płac oraz informują o złym traktowaniu przez przełożonych. Sprawą postanowili zająć się radni, żeby wyjaśnić niepokojącą sytuację i w tym celu zamierzają w najbliższym czasie spotkać się z osobami, które postanowią to uczynić. Z pracownikami MOPS natomiast spotkał się już zastępca prezydenta Michał Powałowski.
W piśmie przesłanym do prezydenta, a także do wiadomości Rady Miasta i Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu czytamy m.in., że „Do tej instytucji wrzuca się wszystko, a więc nie tylko kompetencje zgodne z ustawą, ale i te, które inne instytucje nie chcą wykonywać, a musi to po prostu ktoś zrobić. MOPS w Gnieźnie to taki śmietnik, do którego wszystko się wrzuca nawet interwencje w sprawie zaniedbanych psów i przeciekających rur kanalizacyjnych. My pracownicy jesteśmy przyzwyczajeni do takiego traktowania, ale mamy tego po prostu dosyć. Niskie zarobki i brak szacunku do naszej pracy przelały czarę goryczy. Brak wsparcia ze strony dyrekcji i kierowników jest już nie do wytrzymania. Jesteśmy dobrą wykształconą kadrą, której się nie szanuje, a już bynajmniej nie docenia finansowo. Czy to normalne, żeby pracownicy po ponad 30 latach pracy i więcej odbierali na rękę około 2500 zł wraz z dodatkiem i stażowym, a inni młodsi pracownicy około 2100 zł. Jak ludzie mają przyjść tutaj do pracy jeśli proponuje się im najniższe wynagrodzenie i niestabilną umowę i pracę. Ciągle zmieniająca się kadra w niektórych działach świadczy, że tutaj naprawdę jest coś nie tak, ale nikt się tym nie interesuje. Za moment nie będzie miał tu kto pracować chyba, że tylko rodzina wysoko postawionych urzędników w Gnieźnie lub ich znajomi, którzy startują w ustawionych naborach. Nikt nie jest ślepy wiemy, że są zatrudniani pracownicy będący w relacjach z ważnymi osobami Urzędu Miejskiego w Gnieźnie. Zła organizacja pracy doprowadziła do tego, że pracownicy nie wytrzymują tego psychicznie i odchodzą z tego zakładu pracy szukając pracy w bardziej cywilizowanych warunkach, gdzie szanuje się ich doświadczenie, kwalifikacje i zaangażowanie i nie tylko finansowo, ale i z szacunkiem o czym absolutnie nie można mówić o naszym zakładzie pracy.” Ponadto w trzystronicowym piśmie padają także zarzuty pod adresem dyrektor Hanny Adamczak o złym traktowaniu pracowników, że nie ma możliwości rozmowy z nią i nie dba o to, żeby ośrodek się rozwijał, a pracownikom dobrze się w nim pracowało. – Prosimy więc o wgląd w sytuację ośrodka, siatkę wynagrodzeń i rozważenie podwyższenia naszych pensji, ludziom, którzy codziennie narażają swoje życie i zdrowie i nieważne na jakim stanowisku w tym ośrodku pracują, bo każdego praca jest tu ważna i każdy chce być dobrze wynagradzany za pracę jaką wykonuje – piszą dalej pracownicy. Na koniec pisma stwierdzają, że boją się jednak konsekwencji swojej decyzji i nie podpisali pisma imiennie. – W obawie przed konsekwencjami nie podpisujemy pisma imiennie gdyż boimy się personalnego wyciągnięcia konsekwencji przez dyrekcję, która zastrasza i skłóca pracowników. Proszę przyjść, porozmawiać z pracownikami, a może wtedy kiedy zamkną się drzwi i zostaniemy w cztery oczy władze zobaczą jak jest naprawdę – kończą m.in. pismo pracownicy MOPS do prezydenta. Obecny na posiedzeniu Komisji Polityki Społecznej i Bezpieczeństwa Publicznego we wtorek, 15 maja zastępca prezydenta Michał Powałowski zadeklarował radnym pomimo tego, iż uważa to pismo za anonim, że uda się do MOPS i porozmawia z pracownikami o opisanej sytuacji. Obecna także na posiedzeniu komisji dyrektor MOPS Hanna Adamczak nie zabrała w tej sprawie głosu. Natomiast radny Marek Bartkowicz złożył wniosek formalny, żeby radni także spotkali się z pracownikami MOPS w ustalonym terminie. Wniosek radnego nie uzyskał akceptacji, ponieważ część radnych uważała, że w tym spotkaniu powinna brać także udział dyrektor MOPS. Radny złożył zatem kolejny wniosek, żeby zorganizować spotkanie pracowników i dyrekcji MOPS i ten wniosek uzyskał poparcie radnych. Termin zostanie ustalony i wówczas okaże się, czy pracownicy odważą się przyjść na spotkanie z radnymi i swoją przełożoną. Wiemy natomiast, że w środę, 16 maja z pracownikami MOPS zarówno w siedzibie przy ul. Dworcowej jak i przy ul. 3 Maja spotkał się zastępca prezydenta Michał Powałowski w obecności dyrektor Hanny Adamczak. Pracownicy MOPS wzięli udział w tym spotkaniu, ale raczej wysłuchali co ma im do powiedzenia zastępca prezydenta. Z ich strony nie padły żadne postulaty, byli w tym spotkaniu stroną milczącą. Zastępca prezydenta zaproponował także, że jeżeli pracownicy wyrażą taką chęć, o czym też napisali w piśmie może sie z nimi spotkać w Urzędzie Miejskim indywidualnie. BEATA KRZYŚKA**