Problem z „deszczówką”

Mieszkańcy gnieźnieńskiego osiedla Piekary, przede wszystkim budynków zlokalizowanych przy ul. Niskiej i ul. Zakątek, od kilkunastu lat borykają się z ogromnym problemem: wodą deszczową. Okazuje się, że przy każdych większych opadach deszczu mają zalane posesje i piwnice, ponadto wybija kanalizacja sanitarna, co oznacza pływające w piwnicach fekalia. Mimo wcześniejszych interwencji problem do dzisiaj nie został rozwiązany. Czarę goryczy przelało pismo sygnowane przez gnieźnieńskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji,w którym PWiK powiadamia o przeprowadzonej kontroli sieci kanalizacji sanitarnej i wzywa do odłączenia przez mieszkańców rynien, wypustów podwórzowych, drenażu itp., jednocześnie informuje o konsekwencjach braku dostosowania się do zaleceń (o kontrolach Straży Miejskiej i karze grzywny w wysokości do 10 000 zł).
Problemy związane z wodą deszczową stały się głównym i najbardziej emocjonującym tematem spotkania zorganizowanego przez Radę Osiedla Piekary, które odbyło się 4 grudnia w Szkole Podstawowej nr 3. W spotkaniu tym, obok przedstawicieli RO i licznie zgromadzonych mieszkańców, udział wzięli również: Jarosław Grobelny – zastępca prezydenta Gniezna, a także Jan Lewandowski – prezes zarządu PWiK iRomuald Cimoch – członek zarządu PWiK.
Na początku głos oddano przedstawicielowi Urzędu Miejskiego, który stwierdził, że kwestie związane z wodą deszczową nie powinny budzić żadnych wątpliwości. – Dzisiaj nikt nie dostanie pozwolenia na odprowadzenie wód opadowych do sieci kanalizacyjnej. Przepisy, art. 9 ustawy o zaopatrzeniu i odprowadzaniu wód mówi już w ustępie pierwszym o tej kwestii. Każdy właściciel posesji musi sam sobie rozwiązać problem odprowadzenia wód opadowych. Nie zawsze jest to rzecz prosta, natomiast technicznie jest to rzecz możliwa, dlatego że właściwie większość inwestycji w tej chwili w ten sposób się realizuje. Miasto jest odpowiedzialne za odprowadzenie wód deszczowych z dróg i to stara się robić tam, gdzie jest to możliwe buduje odwodnienia, a tam gdzie jest to niemożliwe buduje studnie chłonne, nawierzchnie ażurowe. (…) W rejonie, o którym mówimy, mamy problem z tym, że mamy nieodwodnioną ul. Kłeckoską i na odwodnienie tej ulicy zanosi się myślę w przeciągu pięciu, może sześciu lat, ponieważ musimy zakończyć realizację ul. Roosevelta i po tym, w zależności od porozumienia z Wojewódzkim Zarządem Dróg, będziemy próbowali zrealizować odwodnienie ul. Kłeckoskiej i dalej ewentualnie odwodnienie ulic, które do tej ulicy przylegają. Bez odwodnienia ul. Kłeckoskiej mamy możliwości techniczne, jakie mamy dzisiaj i ich z dnia na dzień nie zmienimy – tłumaczył Jarosław Grobelny, mówiąc także o kwestii podłączeń do kanalizacji sprzed kilkudziesięciu lat. – Proszę zauważyć, że nie ma problemu z wydobywaniem się ścieków, kiedy nie ma opadów. Wybijająca kanalizacja spowodowana jest tym, że dociera do niej woda deszczowa. Słyszałem, że mieszkańcy mają żal, że w mieście kamienice są podłączone, że jest to dopuszczone; natomiast różnica w kanalizacji w centrum miasta, a kanalizacji, która jest tutaj, jest różnicą kilkakrotną, dlatego że w centrum miasta mamy do czynienia z tzw. kanalizacją ogólnospławną, a tutaj kanalizacja została wybudowana wyłącznie jako sanitarna, do której nie da się podłączyć nic więcej, niż ścieki, które są ściekami bytowymi z posesji. Jeżeli dopuścimy przyłączanie zlewni wody deszczowej do kanalizacji sanitarnej, to będziemy mieli do czynienia z taką sytuacją jak dzisiaj, że mieszkańcy sami siebie wzajemnie zalewają. (…) Miasto ma obowiązek odprowadzania wody deszczowej tylko z pasów drogowych, to jest obowiązek ustawowy i jeżeli jest taka techniczna możliwość, to tak się dzieje – mówił zastępca prezydenta. Zwrócił uwagę również na to, że problem na os. Piekary nie pojawił się w ostatnim czasie, a istnieje od lat, w związku z czym i jego rozwiązanie również wymaga czasu i dużego nakładu środków. Zauważył też, że problem się nasilił, ponieważ zmieniły się warunki atmosferyczne, tzn. pojawiły się nawalne opady deszczu.
Okazuje się, że pismo, w którym PWiK wzywa do odłączenia przez mieszkańców rynien, wypustów podwórzowych, drenażu itp., a jednocześnie informuje o konsekwencjach jest pokłosiem kontroli, która wykazała, że niektórzy mieszkańcy „pozbywają się” deszczówki w sposób, który nie powinien mieć miejsca. Jak zauważył J. Grobelny, większość z tych osób, które otrzymały takie pisma, podłączyło się do kanalizacji sanitarnej kilkadziesiąt lat temu. – Być może są takie przypadki, że mieszkańcy mają na to jakieś dokumenty, być może są jakieś decyzje, tego przekreślić się nie da. Mówimy tutaj o perspektywie dwudziestu, trzydziestu lat, a w niektórych przypadkach być może nawet dłuższym okresie. Ja nie mówię, że mieszkańcy nie mają takich pozwoleń, tylko prosiłbym o wzajemne zrozumienie – mówił J. Grobelny. – Mieszkańcy dostali pismo z PWiK, które jest zobowiązane kontrolować co i jak jest odprowadzane do kanalizacji. Takie kontrole przeprowadzane są w całym mieście, dlatego, że nam po prostu odlatują dekle od kanalizacji – tłumaczył, dodając, że w niektórych miejscach z kanalizacją jest ogromny problem, że wymaga ona przebudowania, ten stan rzeczy nazywając jednocześnie „spuścizną sprzed lat”, na którą przez lata właśnie nie zwracano uwagi, a na którą dzisiaj potrzeba ogromnych nakładów pieniężnych. – Budżet miasta, niestety ma granice. Najgorsze jest to, że tutaj nie wystarczy wbudować rury w ulicy. Bo gdyby to było takie proste, to być może byśmy zmierzyli się z tym problemem. Ale tę wodę dalej trzeba gdzieś odprowadzić, tę wodę trzeba skanalizować do samego końca – mówił J. Grobelny, powtarzając, że problem mógłby zostać częściowo rozwiązany po odwodnieniu ul. Kłeckoskiej. Podkreślił też, że urzędnicy wiedzą o problemie mieszkańców osiedla Piekary, wiedzą też o tym, że osiedle położone jest na terenach gliniastych, utrudniających zagospodarowanie wody na posesji. Stwierdził też, że pisma przesłane przez PWiK nie są decyzyjne i że poszczególne przypadki będą rozpatrywane indywidualnie, indywidualnie będą ustalane również terminy dostosowania się do wymogów prawnych.* *
**W imieniu mieszkańców, którzy borykają się z przedmiotowym problemem wystąpił Wojciech Rosiński, mieszkaniec posesji przy ul. Niskiej. – Szczerze mówiąc nie spodziewałem się innego stanowiska, z tego tytułu, że jesteście urzędnikami i obowiązuje was prawo – stwierdził, a następnie posługując się przygotowaną prezentacją multimedialną, przedstawił wszystkim na czym w istocie polega problem osiedla, mówił m.in. o tym, w którym miejscu jest najniższy punkt zlewni wód deszczowych (narożnik ul. Niskiej i ul. Zakątek) i jak przedstawia się kwestia kanalizacji, a także o tym, że istnieją dwie studnie chłonne, które w ogóle nie zdają egzaminu. – Mieszkamy na terenach po starej cegielni, a cegły robi się z gliny, czyli mamy tu grunty, które nie odprowadzają wody – zaznaczył W. Rosiński, prezentując także zdjęcia zalanych ulic i zauważając, że ulice należą do miasta, a po ulewach woda w tym miejscu też stoi. – My sobie możemy zagospodarować naszą wodę deszczową, ale teraz mówimy o wodzie, która się przelewa z drogi na nasze posesje. Nic więcej. (…) Od 2002 roku przeważnie po każdych opadach deszczu w tym miejscu pieszy nie przejdzie. Średnio dwa razy w roku mamy zalane piwnice na ul. Zakątek i na ul. Niskiej. Co to oznacza? To oznacza, że biegamy z wiaderkami, wzywamy straż pożarną z motopompami, mamy podtopione tynki, które musimy skuć, na nowo odtworzyć i pomalować. Pękają ściany. Średnio dwa razy w roku wybija nam kanalizacja, która w założeniu miała być ogólnospławna i sanitarna, podłączona do jednej rury. I do takich mieszkańców wysyłacie pismo, które można krótko streścić: „poradźcie sobie z wodą deszczową na waszej posesji; to co się dzieje z wodą deszczową na ulicach to już was nie interesuje, ale że się przelewa to trudno, tak to już jest; a jak czegoś nie zrobicie to przyjdzie Straż Miejska i zapłacicie 10 tysięcy złotych kary”. Do ludzi, którzy średnio dwa razy w roku wybierają fekalia ze swoich piwnic, wysyłacie takie pismo – mówił oburzony mieszkaniec. – To osiedle powstało w latach 50. i 60., od tego momentu roku nie było żadnych problemów z wodą deszczową na ulicy, dlatego że była droga żużlowa z rowem podłączonym do kanalizacji, który to rów był podłączony do ul. Kłeckoskiej. Problemy z wodą deszczową z ulicy zaczęły się w momencie, kiedy wybudowaliście, według projektu który zleciliście i który zaopiniowaliście, w 2002 roku drogę ażurową, bez odwodnienia deszczowego. Przepis pozwala na to, że w momencie kiedy utwardzi się drogę ażurami, nie trzeba robić odwodnienia deszczowego. Tylko trzeba to zrobić z głową. Pod tymi ażurami jest ubite kruszywo, beton i czy przez to jest w stanie przesiąknąć woda? Więc w momencie, kiedy miasto zrealizowało utwardzenie drogi, za co bardzo dziękujemy, zostało to zrobione niepoprawnie przez niefachowców – stwierdził W. Rosiński, a jego słowa poparli pozostali mieszkańcy. J. Grobelny w odpowiedzi zauważył, że w 2002 roku nie pełnił funkcji zastępcy prezydenta miasta, dodając, że w kwestii budowy tej drogi należałoby wrócić do dokumentacji, która – w jego opinii – z pewnością zawiera odpowiednie parametry, służące odprowadzeniu wody. Głos w dyskusji zabrała Czesława Kowalska, była przewodnicząca Rady Osiedla Piekary, która przypomniała, że mieszkańcy pisemnie zwracali się do władz miasta z prośbą o pomoc już w poprzedniej kadencji RO. Natomiast Bogusław Sottek, inspektor Referatu Inwestycji Komunalnych Urzędu Miasta w Gnieźnie zauważył, że na osiedlu Piekary nie ma kanalizacji ogólnospławnej, jest tylko kanalizacja sanitarna. – Nigdy ta kanalizacja nie była projektowana i nigdy nie służyła jako kanalizacja ogólnospławna, gdyż ma za małe średnice – tłumaczył, dodając, że problemem os. Piekary jest to, że w najbliższej okolicy nie ma dużego zbiornika, który mógłby przyjąć wodę opadową. Zauważył również, że niektórzy mieszkańcy dopuszczają się wyprowadzania wody opadowej z wjazdów do posesji na pas drogowy.
*- *Jest tutaj błąd po stronie miasta, że w momencie, kiedy modernizowano wszystkie ulice na osiedlu, utwardzając te powierzchnie, w ogóle nie pomyślano o odwodnieniu. I w tym momencie my, mieszkańcy, sąsiadując z tymi działkami drogowymi, jesteśmy zalewani przez miasta wodę. Miasto nie gospodaruje swojej wody, czego wymaga się od nas; ja się nie spodziewałem innej odpowiedzi, woda na naszych posesjach jest naszą wodą i my musimy sobie z nią poradzić. Takie jest prawo i my je będziemy respektować. Tylko niech miasto nas nie zalewa i niech nie robi nam problemów z wodą z działek drogowych – mówił W. Rosiński. – Teraz trzeba pomyśleć, jak miasto jest w stanie odwodnić własny teren tak, żeby nie przeszkadzać mieszkańcom. I tylko to leży w naszej intencji – podkreślił. Dalej wywiązała się ożywiona dyskusja, w której przerzucano się argumentami i szukano rozwiązania, które ułatwiłoby życie mieszkańcom, a mieszkańcy podawali kolejne, indywidualne przykłady swoich problemów. Na chwilę powrócono też do kwestii pism, wysyłanych przez PWiK, które mieszkańcy nazwali wprost straszeniem. O to, czy spółka będzie kierować poszczególne sprawy na drogę sądową, celem ukarania mieszkańców grzywną, zapytał Marek Bartkowicz, radny miejski. W odpowiedzi Romuald Cimoch zachęcił mieszkańców do kontaktu ze spółką, deklarując jednocześnie, że każda ze spraw będzie rozpatrywana indywidualnie, w taki sposób, żeby nikt nie czuł się potraktowany niesprawiedliwie. Dodał również, że z konsekwencjami będą musieli liczyć się ci mieszkańcy, którzy pismo PWiK zupełnie zlekceważą i nie zareagują w żaden sposób.
Konkluzja z tego, prawie dwugodzinnego spotkania była taka, że problem mieszkańców z wodą deszczową zostanie częściowo rozwiązany dopiero w momencie wykonania odwodnienia ul. Kłeckoskiej, czyli najszybciej za pięć, sześć lat. Na koniec W. Rosiński zwrócił się bezpośrednio do zastępcy prezydenta i prezesa PWiK. – Jeżeli panowie myślą o wybudowaniu kolektora ul. Kłeckoskiej, to chwała wam za to, ale do tego czasu nie wysyłajcie takich pism do tych ludzi, którzy są aptekarzami, kolejarzami, pracownikami linii produkcyjnych, emerytami i którzy się na tym po prostu nie znają. Tak się nie robi panowie! Pan jest królem miasta, a pan jest królem wodociągów, a po co są królowie? Królowie są po to, żeby pomagać mieszkańcom – podsumował mieszkaniec.
KINGA STRZELEC