Problemy szpitala z… poprzednią rozbudową

Mimo że dzisiaj na placu budowy szpitala przy ul. 3 Maja w Gnieźnie praca wre, a roboty inwestycyjne przy nowym obiekcie postępują i prowadzone są zgodnie z harmonogramem, jak bumerang powraca sprawa poprzedniej, przerwanej w 2011 roku rozbudowy. Okazuje się bowiem, że źle wykonana wówczas inwestycja cały czas odciska swoje piętno na obecnych pracach przy obiekcie. Straty, wynikające z ówczesnych zaniedbań, dzisiaj szacowane są na ponad miliona złotych, nie wliczając w to m.in. wydatków związanych z pojawieniem się w poprzedniej kadencji pomysłu na tzw. „Gorącą Platformę” (czyli inną, „ograniczoną” koncepcję rozbudowy szpitala), nerwów i cierpliwości oraz zmarnowanego czasu…
W połowie 2011 roku informowano, że na rzecz generalnego wykonawcy inwestycji, polegającej na rozbudowie gnieźnieńskiego obiektu przy ul. 3 Maja, wypłacono ponad 5,5 miliona złotych. Część z tych pieniędzy miała zostać przekazana podwykonawcom, którzy – jak twierdzili – finalnie zapłaty za wykonaną pracę nie otrzymali, w związku z czym dość nieoczekiwanie opuścili teren budowy. Wówczas rozbudowa „stanęła” i po wielu perturbacjach, łącznie z myśleniem o rozbiórce powstałego szkieletu i zupełną zmianą koncepcji na lecznicę w Gnieźnie, została wznowiona dopiero decyzją Zarządu Powiatu obecnej kadencji, w 2015 roku. Od prawie roku na placu budowy szpitala przy ul. 3 Maja w Gnieźnie praca wre, a roboty inwestycyjne przy nowym obiekcie postępują i prowadzone są zgodnie z harmonogramem. Jednak obecna dyrekcja szpitala cały czas musi mierzyć się z pewnymi kwestiami, związanymi jeszcze z poprzednią rozbudową i uchybieniami, jakie wówczas miały miejsce. – W latach 2009 – 2010, kiedy pojawił się pomysł tej inwestycji i budowano ten szpital, był dyrektor w tym szpitalu i był starosta. To wówczas decydowano o tym, jaki ma być ten szpital, jaki ma powstać projekt i jak cała inwestycja ma być nadzorowana – mówi Krzysztof Bestwina, dyrektor Szpitala Pomnika Chrztu Polski. – Z tamtego okresu do dzisiaj ciągną nam się sprawy, na które my wówczas nie mieliśmy żadnego wpływu, a z tytułu których my dzisiaj ponosimy konsekwencje – dodaje.
Za tę samą pracę podwójna płaca?
Przede wszystkim mowa o konsekwencjach finansowych. Informowaliśmy już o tym, że Szpital Pomnik Chrztu Polski będzie musiał wypłacić 280 tys. złotych (koszty podstawowe, odsetki i koszty postępowania sądowego) na rzecz jednego z podwykonawców, pracującego przy poprzedniej, przerwanej rozbudowie szpitalnego obiektu. – Niestety, czeka nas 280 tysięcy złotych do wypłaty na rzecz starego podwykonawcy, który nie otrzymał wynagrodzenia od generalnego wykonawcy i zgodnie z prawem zgłosił się do inwestora. W tym przypadku wyrok jest prawomocny. Czy będzie szansa na złożenie kasacji, to zależy od pisemnego uzasadnienia tego wyroku – informował pod koniec marca Paweł Dopierała, zastępca dyrektora szpitala ds. ekonomiczno – eksploatacyjnych. To jednak nie koniec roszczeniowych spraw wobec szpitala w związku z pracami inwestycyjnymi z lat 2009 – 2011. Podliczając, z samych spraw zasądzonych na rzecz podwykonawców wynika kwota ponad pół miliona złotych (część z tego już została zapłacona). Ostatnią rozprawą sądową w związku z roszczeniami podwykonawców była ta, związana z wyrokiem mówiącym o wypłacie 280 tys. złotych, tu jednak dyrekcja szpitala cały czas oczekuje na pisemne uzasadnienie wyroku i rozpatruje możliwość wniesienia o kasację. – Oczywiście, nie jesteśmy w stanie kwestionować wyroków sądów, bo wyroki sądu są jakie są: są ostateczne i my musimy się do nich dostosować, ewentualnie możemy się od nich odwoływać, jeżeli przysługuje nam takie prawo – podkreśla Krzysztof Bestwina, dyrektor gnieźnieńskiego szpitala. – Sytuacja jest taka, że można było wówczas mieć podwójne i potrójne zabezpieczenia do potwierdzenia tego, że podwykonawcy otrzymali pieniądze, ale wtedy na to nie zwracano szczególnej uwagi, jeżeli chodzi o inwestora. Inwestor akceptował rozliczenie polegające na tym, że podwykonawca dawał pisemne oświadczenie inwestorowi, że otrzymał od generalnego wykonawcy zapłatę za wykonaną pracę. I na tej podstawie inwestor, czyli szpital, wypłacał pieniądze generalnemu wykonawcy. Z punktu widzenia normalnego funkcjonowania rynku to jest logiczne i tak prawdę mówiąc normalne, skoro podwykonawca oświadcza, że otrzymał pieniądze od generalnego wykonawcy, to znaczy, że napisał prawdę w tym oświadczeniu. Okazało się jednak, że podwykonawcy napisali nieprawdę w tych oświadczeniach; napisali, że otrzymali od generalnego wykonawcy swoją należną część, natomiast fizycznie jej nie otrzymali. Później tłumaczyli się w sądzie m.in. tym, że to była presja czasu, że takie oświadczenia były wymagane, że coś innego było im obiecywane w zamian za takie oświadczenia. I sąd uznał ich stronę. To jest zadziwiające. I dzisiaj szpital musi płaci dwa razy: bo raz, że zapłacił generalnemu wykonawcy, który tych pieniędzy nie przelał dalej, a my teraz z tytułu wyroków sądowych musimy ponownie płacić podwykonawcom – mówi K. Bestwina. Natomiast zastępca szpitala ds. ekonomiczno – eksploatacyjnych zwraca uwagę na jeszcze jedną, ważną rzecz: szpital w trakcie rozpraw „walczył o każdą złotówkę”. – Wśród tych oświadczeń były też i takie, które dotyczyły prac, które niekonieczne zostały wykonane. I dlatego nam się udało te kwoty umniejszyć i nie dotyczyły one pełnej wartości, bo udało nam się wykazać, że nie wszystkie prace zostały wykonane. Dla przykładu: było roszczenie o 300 tys. złotych, a okazuje się, że uznane zostało tylko 80 tysięcy złotych, ponieważ te 80 tysięcy złotych kosztowała praca wykonana i zrealizowana właściwie – mówi P. Dopierała i dodaje, że ogrom pracy związany był również z tym, by właściwie ocenić co faktycznie zostało wykonane i w jakiej jakości. Po wyroku sądu w sprawie wypłaty 280 tys. złotych, ze spraw „roszczeniowych”podwykonawców przerwanej rozbudowy została tylko jedna. To jednak nie oznacza końca spraw sądowych. – W tej chwili poza tą wymienioną wyżej prowadzone są już tylko sprawy, które my wytoczyliśmy. Szansa na odzyskanie pewnych kwot jest naprawdę niewielka, my o tym doskonale wiemy, ale będziemy próbować – informuje P. Dopierała. Mowa tu o sprawach nie tylko przeciwko generalnemu wykonawcy, ale i inspektorom, którzy poprzednią rozbudowę nadzorowali. Przy okazji mówienia o konsekwencjach finansowych przerwanej rozbudowy, przedstawiciele obecnej dyrekcji szpitala zwracają uwagę również na to, że w poprzedniej kadencji szpital zmuszony był zrezygnować z unijnej dotacji w wysokości 16 mln zł; przypominają też o środkach (łącznie prawie 700 tys. zł), które zostały przeznaczone na prace związane z przygotowaniem dokumentacji do budowy tzw. „gorącej platformy”, czyli pomysłem, który pojawił się w minionej kadencji po zaniechaniu prac budowlanych w budynku D i posadowieniem nowego, mniejszegobudynku C. – Koncepcja „gorącej platformy” „upadła” przed 2015 rokiem, ponieważ nie rozwiązywała większości problemów związanych z koniecznością dostosowania pomieszczeń szpitala do wymogów Ministra Zdrowia – przypomina P. Dopierała. – Należy stwierdzić, że koncepcja i zakup projektu zostały zrealizowane w sposób naruszający prawo, co zostało stwierdzone w kontroli NIK w 2014 roku – dodaje.
*„Niespodzianki” na budowie…*
Odrębną kwestią, choć ściśle związaną z pracami inwestycyjnymi na przerwanej w 2011 roku rozbudowie, są kwestie dotyczące ówczesnych zaniedbań, dzisiaj wymuszających na inwestorze wykonanie dodatkowych prac „naprawczych”. A te również kosztują. Poza tym, już przy opracowywaniu projektu kontynuacji rozbudowy pojawił się „projekt naprawczy”, który uwzględniał przede wszystkim błędy ujęte w ekspertyzach wykonanych po opuszczeniu przez podwykonawców placu budowy. Po wznowieniu realizacji inwestycji, w toku prowadzonych prac, odkryte zostały kolejne uchybienia. – Po rozpoczęciu przez nas robót w czerwcu ubiegłego roku te ekspertyzy, które posiadaliśmy, zostały jeszcze dodatkowo wzbogacone o kolejne błędy, które wcześniej nie zostały wykazane. Więc okazuje się, że ta budowa była zepsuta jeszcze bardziej, niż to było wskazane w ekspertyzach – informuje dyrektor szpitala. – To są sprawy związane z m.in. z niewłaściwym wykonaniem fundamentów, gdzie okazało się, że w niektórych miejscach był to po prostu beton wylany do gruntu, niedocieplony, bez szalunków; znaleźliśmy nawet fragmenty betonowego ogrodzenia po prostu wrzucone do fundamentów – mówi P. Dopierała. – Są to również kwestie związane z wymianą gruntu. Nasi projektanci bazowali też na tych badaniach geologicznych, które były robione na potrzeby „starej” inwestycji, a okazuje się, że w miejscach poprzednio wykonanych odwiertów jest już zupełnie inny grunt. Musieliśmy wykonać ponowne badania, one były częściowo wykonywane już na etapie projektu tego budynku, ale nikt nie przewidywał, że w miejscach, w których teoretycznie nic się nie działo, czyli tam gdzie jest np. budynek techniczny, zginęły dobrej jakości grunty – tłumaczy. – Wygląda to tak, jakby był zrobiony wykop, z którego wtedy zginęło nagle 500 metrów sześciennych piachu. Wymiana gruntu została wyceniona na 70 tysięcy złotych – uzupełnia K. Bestwina. Na dzisiaj łączna wartość strat z tytułu opisanych „niespodzianek” na budowie szacowana jest na około 200 tysięcy złotych. Jednak, jak podkreśla P. Dopierała, tutaj liczy się również czas poświęcony na coś, co tak naprawdę na obecnym etapie w ogóle nie powinno mieć miejsca. Szukając winnych zaistniałej sytuacji dyrekcja szpitala wskazuje przede wszystkim na ówczesny niewłaściwy nadzór właścicielski, a także na brak właściwego nadzoru inwestycji ze strony inspektorów i wykonawców. – Tak, jakby wówczas nikt się tym nie interesował – stwierdza P. Dopierała i dodaje, że dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej. – Mamy inżyniera kontraktu, który odpowiada za wszystkich inspektorów, jest szereg kierowników poszczególnych robót, są kierownicy projektu ze strony generalnego wykonawcy i podwykonawców, mamy zespół techniczny i nadzór autorski projektanta i projektantów branżowych. Narady budowy odbywają się cyklicznie, a ponadto również i dodatkowo w miarę potrzeby. W związku z powyższym zupełnie inaczej wygląda standard prowadzonych robót i nadzoru nad nimi – zapewnia zastępca dyrektora szpitala ds. ekonomiczno – eksploatacyjnych.
KINGA STRZELEC