Shadow

„Promyk” daje nadzieję od 25 lat

Gdy w 1993 roku grupa inicjatywna postanowiła zebrać się, by wspólnie działać na rzecz swoją i innych osób niepełnosprawnych w Gnieźnie i regionie, nie mogła ona przypuszczać jeszcze, że historia „Promyka” zapisze się ważną kartą w historii lokalnej działalności społecznej. Dziś organizacja ma oddziały w Witkowie i Trzemesznie, łącznie zrzesza w nich 362 członków.
Gdy przed 25 laty pierwsi społecznicy zawiązującego się dopiero stowarzyszenia na rzecz osób niepełnosprawnych zajrzeli do udostępnionych im pomieszczeń pod dawnym blokiem koszarowym przy ul. Sobieskiego w Gnieźnie, mogli poczuć rezygnację. Ogromne zawilgocenia nieremontowanego od lat budynku, grzyb i pleśń na ścianach, nieznośny zapach wilgoci, ogólna dewastacja. Lecz dla nich ten widok był mobilizacją do niezwykle intensywnego działania. To była w końcu ich przestrzeń, w której seniorzy i osoby z niepełnosprawnościami mogły znaleźć zrozumienie, pocieszenie czy się rehabilitować, wziąć udział w działaniach kulturalnych. Ich zapał i energia otwierały wiele drzwi u przychylnych im osób, które zaoferowały pomoc. Wielu z nich jest z „Promykiem” do dziś. Teraz – 25 lat od czasu podjęcia decyzji o wspólnym działaniu – organizacja to kilkuset członków i dodatkowych kilkuset sympatyków, wyremontowana siedziba z prężną działalnością kulturalną, granty ze środków europejskich na działalność, koła i oddziały w powiecie oraz wdzięczna myśl o latach wzajemnej pomocy i wsparciu. Podczas uroczystej gali w Teatrze im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie, 22 czerwca przyszedł czas podsumowań, wzruszeń, wspomnień, ale i snucia śmiałych planów. – To były piękne dni – wzrusza się na myśl o minionym czasie Halina Dyc, prezes stowarzyszenia. – Były one i radosne i smutne. Czasem ktoś opuszczał nasze szeregi, ale i nie brakowało też tych w euforii. „Promyk” zawsze stawiał czoło przeciwnościom, np. poprzez rehabilitację, wzajemne wsparcie. Staramy się usprawnić i ciało i ducha, np. poprzez spotkania integracyjne, organizację świąt, ale i wspólne wycieczki. Ważna jest kultura – mamy zespół fotograficzny, koła artystyczne i kulinarne – wymienia prezes.
*Być potrzebnym*
Zakres oferty „Promyka” przez lata jego działalności bardzo się rozwijał i dostosowywał do potrzeb aktualnego czasu. Wcześniej były to m.in. wspólne rajdy samochodowe czy pamiętne wycieczki prawdziwym dyliżansem. Dziś istotną rolę pełni np. funkcja „wyciągania” seniorów z domów. – Mieszkam sama i tak, by ten czas jakoś zleciał, staram się aktywizować, pomagać i być przydatna – mówi Helena Figiel, członkini organizacji. – Daję jej czas wolny, a dostaję w zamian uśmiech. Dzięki tej integracji można się ruszyć, poznać ludzi i miejsca – dodaje z uśmiechem. Pierwszy prezes stowarzyszenia – Eugeniusz Górniak, od razu ożywia się na wspomnienie tych pierwszych lat działalności „Promyka”. – Muszę przyznać, że ten czas minął tak szybko, że się nawet nie zdążyłem obejrzeć, a już minęło 25 lat. Ale bardzo dobrze, że taką organizację stworzyliśmy, bo ludzie sobie nawzajem służą i pomagają. To coś miłego i pięknego. Nie wiem czy w dzisiejszych czasach ktoś by się podjął takiego zadania, by z niczego zrobić coś tak wielkiego. A nam się to udało, dzięki zaangażowaniu ludzi – zauważa. Warto tutaj zwrócić uwagę, że połowa lat 90. w Polsce nie była czasem łatwym do powstawania takich inicjatyw, szczególnie, że w materii oddolnych inicjatyw społecznych była wtedy pustka. – Stwierdziliśmy, że kto jak kto, ale osoby niepełnosprawne muszą zorganizować się same i wzajemnie sobie pomagać. Wtedy nie byliśmy zauważani, ale były jednak osoby, które chętnie pomagały – dodaje prezes. Dzięki nim powstał np. ośrodek rehabilitacji w Dębnicy. – Dziś jednak społeczeństwo jest nastawione konsumpcyjnie. A wtedy nie pytaliśmy się „za ile”? Kiedy było trzeba coś zorganizować, było to robione z potrzeby serca. Gdybym mógł podjąć się takiej inicjatywy jeszcze raz, z pewnością bym się jej podjął – uśmiecha się Eugeniusz Górniak.
Od początku funkcjonowania organizacji jest z „Promykiem” poseł Tadeusz Tomaszewski. – To sami ludzie, którzy potrzebują pomocy innych, zdecydowali się założyć stowarzyszenie i podjęli się aktywizacji osób z niepełnosprawnościami. Warto tu wspomnieć pierwszego prezesa pana Górniaka. Ale trzeba tu wspomnieć te działania, które spowodowały „pączkowanie”, czyli tworzenie oddziałów w Witkowie, Trzemesznie, Dębnicy czy Kiszkowie, który się usamodzielnił. Pasja tych ludzi zarażała wielu. Oni pokonali wiele barier, np. samodzielnie przygotowali siedzibę przy ul. Sobieskiego. Organizowali wyjazdy, imprezy turystyczne, zloty samochodowe. Byli też rzecznikami spraw osób niepełnosprawnych – wylicza poseł. Uroczysta gala 25-lecia „Promyka” była okazją do życzenia jej Zarządowi i członkom kolejnych lat pomyślności. – Życzę zdrowia, bo w tych trudnych czasach jest ono dla nas wszystkich najważniejsze – powiedział Tomasz Budasz, prezydent Gniezna. – Życzę również, by Państwu się „chciało chcieć”. Dziś jest mało osób, które społecznie angażują się w wiele inicjatyw, a na seniorach z „Promyka” zawsze możemy polegać. Nigdy nie odmawiają. To zobowiązanie dla mnie, by robić kolejne ważne rzeczy, właśnie dla tej społeczności – dodał. Starosta gnieźnieński, Piotr Gruszczyński pospieszył do jubilatów z podziękowaniami. – Za aktywizację, za budowanie zainteresowań, za rehabilitację, za relacje, które to stowarzyszenie buduje z innymi organizacjami, z samorządami. Natomiast życzę, by następne dni były kontynuacją, ale i kreowały nową rzeczywistość, a naszym zadaniem jest ich w tym wspieranie – zapewnił. ALEKSANDER KARWOWSKI