Prowokacja Marka Walczaka, czyli marzenia o sądzie

– Panie burmistrzu, ja nie zaprzeczam, że dokonałem obsiewu drogi gminnej śródpolnej. Przyznaję się z całym sumieniem i odpowiedzialnością, że to była prowokacja. Panie burmistrzu, ja się zwracam do pana, aby pan założył proces sądowy wobec mojej osoby za zaoranie drogi – mówił Marek Walczak, mieszkaniec Ostrowitego do Krzysztofa Derezińskiego, burmistrza Trzemeszna. – My tym się różnimy, że pan lubi pozwy sądowe, pan lubi pozywać ludzi. Mam inny charakter – odpowiadał M. Walczakowi burmistrz Trzemeszna.
Do tej wymiany zdań doszło w czwartek, 3 sierpnia na posiedzeniu połączonych komisji Rady Miejskiej. Wprawdzie została ona zwołana na potrzeby zaopiniowania materiałów sesyjnych, jednak Daniel Bisikiewicz, przewodniczący Komisji Społecznej postanowił wprowadzić jako ostatni punkt obrad sprawę zaoranych dróg gminnych prowadzących do działek rolnych. W tej sprawie 27 lipca w miejscowości Ostrowite odbyła się wizja lokalna, o której informowaliśmy na naszych łamach. Wizja lokalna została zwołana na wniosek radnego Przemysława Woźnego. Temat dojazdu do działek został wywołany projektem uchwały w sprawie wyrażenia zgody na zawarcie umów dzierżawy w trybie przetargów ustnych ograniczonych na pięć lat. Wśród wymienionych w projekcie uchwały działek znajduje się m.in. pięć działek w miejscowości Ostrowite. P. Woźny miał wątpliwości, czy do wszystkich wymienionych działek jest możliwy dojazd. Podczas wizji stwierdzono zasianie zboża na drodze gminnej śródpolnej przez M. Walczaka, który wskazywał, że nie jest osamotniony w tym procederze. M. Walczak jako dzierżawca gminnych działek stwierdził ponadto, że zaorana droga rekompensuje mu inne mankamenty dzierżawionych działek, w tym m.in. rów melioracyjny. Ostatecznie wówczas podjęto decyzje o przedyskutowaniu tej sprawy na najbliższym posiedzeniu komisji, a ta odbyła się 3 sierpnia. Podczas dyskusji nad tym tematem Krzysztof Dereziński, burmistrz Trzemeszna zapowiedział, że wycofa projekt uchwały dotyczący dzierżawy działek. – Na razie nie będę tego projektu wprowadzał. Uważam, że ta kwestia musi być poddana głębokiej analizie. Czekam na powrót mojego zastępcy z urlopu. To ja będę decydował, czy te działki damy pod dzierżawę, czy nie. Mam szereg pytań i obaw co do tej uchwały, pewne kwestie są tam kontrowersyjne, a spieszyć się nie musimy. Jak przyjdzie czas, to poddam to wysokiej radzie pod dyskusję i projekt uchwały przygotuję. Ten obecny projekt uchwały nie był ze mną konsultowany, nad czym ubolewam – mówił K. Dereziński.Marek Walczak ponownie powtórzył swoje argumenty, na które powoływał się podczas wizji lokalnej. Oświadczył jednak, że zaoranie i obsianie drogi gminnej to była prowokacja. – Prowokacja była specjalna wedle burmistrza, do którego wysyłam od 2010 roku informacje o dokonywaniu dewastacji dróg gminnych na terenie miejscowości Ostrowite. Gdy się dowiedziałem o tak zwanej wizji lokalnej byłem bardzo zadowolony. Bardzo. Nareszcie, mówię panowie sami usiedli mi na gałęzi i sami ją zetną i spadną, i będzie koniec. I tak się stało – stwierdził M. Walczak. Dzierżawca stwierdził ponadto, że dotychczas nie zgłaszał swoich uwag co do dzierżawionych działek w myśl powiedzenia „ widziały gały co podpisywały”. Jak stwierdził, na zaoraniu drogi gmina nic nie traci, ponieważ z synem dokonał pomiarów i obszar ten jest prawie taki sam jak części dzierżawy, których nie może uprawiać. Z takim stwierdzeniem nie zgodziła się Małgorzata Podedworna z trzemeszeńskiego ratusza, która oświadczyła, że urząd poprosił geodetę o wymierzenie rowu, o którym mówi pan Walczak. Z otrzymanych danych wynika, że zajmuje on zdecydowanie mniejszą powierzchnię dzierżawionej działki niż obszar zaoranej drogi. Dane, jakimi posłużyła M. Podedworna próbował podważyć Marek Walczak. – To jest niewiarygodna odpowiedź pani Podedwornej. Ja się dowiedziałem czegoś ciekawego, że pan geodeta, który dokonywał tych pomiarów, nie wiem na pewno, ale mu się zapytam; on w tym dniu, gdy dokonywał pomiarów nie miał uprawnień geodezyjnych, tylko pracował jako pracownik geodety – stwierdził mieszkaniec Ostrowitego. Ogólnie całe zamieszanie z wiją lokalną określił jako „jatkę zrobioną na Walczaku”. – W demokratycznym kraju ja mam prawo obrony. Panie burmistrzu, ja się zwracam do pana, aby pan założył proces sądowy wobec mojej osoby za zaoranie drogi. I abym został ukarany. Czy jest taka możliwość? – pytał burmistrza Marek Walczak.
Odpowiadając na to pytanie burmistrz odniósł się do niedawno wydanego wyroku w sprawie z powództwa M. Walczaka, którą wnioskodawca przegrał w pierwszej instancji. – My tym się różnimy, że pan lubi pozwy sądowe, pan lubi pozywać ludzi. Na całe szczęście pan przegrywa w sądach. Pan się tutaj przyznał, że pan mnie sprowokował. To samo wysoki sąd w Poznaniu uznał, że pan mnie prowokował. Mam inny charakter. Pan żyje rozprawami, to jest pana życie. Pan się przyznał do prowokacji, no o czym tu dyskutujemy? Brawa dla pana. Lubię uczciwych obywateli, bardzo lubię – powiedział K. Dereziński i opuścił salę obrad. – Ja specjalnie to zrobiłem, niech pan nie wychodzi. Tak robią ci, którzy mają coś na sumieniu – komentował mieszkaniec Ostrowitego wyjście burmistrza Sławomir Peno, przewodniczący rady wnioskował, aby uporządkować i uaktualnić mapki działek gminnych wraz z drogami. Jednak wniosek ten nie mógł zostać przegłosowany, ponieważ w trakcie dyskusji nad tym tematem komisja nie miała kworum, a liczba radnych w trakcie dyskusji sukcesywnie się zmniejszała. Alina Skrzypczak oraz Małgorzata Podedworna z Referatu Gospodarki Nieruchomościami i Spraw Komunalnych trzemeszeńskiego ratusza zauważyły, że pod dokumentem stwierdzającym rozmiary spornego rowu melioracyjnego są pieczątki i podpisy osób uprawnionych. A. Skrzypczak poinformowała, że rzeczywiście na wizji lokalnej miała ze sobą mapy ewidencyjne z 2007 roku, ale są one mapami aktualnymi. – Mamy ewidencję gruntów. I są mapy, które są na bieżąco aktualizowane przez Starostwo Powiatowe w Gnieźnie. Jest to program komputerowy i my z tego korzystamy i nie ma po prostu zmian. Mogą być zmiany, jeśli działka ulega scaleniu, podziałowi. Powstają nowe działki, większe czy mniejsze, ale granice są te same – wyjaśniała A. Skrzypczak. Urzędniczka zaznaczyła, że wspomnianego rowu na mapach nie było nawet w roku 80, ponieważ nie został on przez nikogo zgłoszony. -Ta sprawa wyszła dopiero na wizji lokalnej. Pan Walczak użytkując grunty nie poinformował nas, że tam biegnie rów – mówiła m.in. A. Skrzypczak.
Radny Zbigniew Matelski stwierdził, że urząd nie przygotował wiarygodnych dokumentów potwierdzających lub zaprzeczających istnieniu rowu melioracyjnego. – Wynika z tego jasno, że niewielkie jest zainteresowanie własnością gminy ze strony urzędników – stwierdził radny. Dyskusję zakończył fakt opuszczenia przez większość radnych sali obrad.
RENATA PAŁUCKA