Shadow

Przyrodniczy dramat w czerniejewskich lasach. Leśnicy wycięli drzewa niszcząc gniazda czapli siwej. To był błąd

„Czapliniec”, czyli kolonia czapli – w tym przypadku siwej – znajduje się na terenie Nadleśnictwa Czerniejewo. Podczas prac związanych z drzewami mającymi swoim stanem zagrażać poruszającym się sąsiednią drogą publiczną ludziom, doszło do uszkodzenia części z liczącego 43 gniazda czaplińca. Przyrodnicy mówią, że z pozostałych zasiedlone są tylko trzy. Leśnicy przeprosili za błąd, ale po nagłośnieniu sprawy przed media – posadę stracił nadleśniczy czerniejewskich lasów, a sprawa trafiła do gnieźnieńskiej prokuratury. Straty w przyrodzie są jednak poważne, a podejrzenie o podejmowanie niewłaściwych decyzji pada też na innych pracowników leśnych.
Graby to wieś w gminie Czerniejewo. Otaczają ją połacie pięknych lasów czerniejewskich. Właśnie tutaj na czubkach wysokich sosen czaple siwe założyły swoją kolonię, zwaną „czaplińcem”. Takich kolonii w Polsce jest około 250. Ptak w Polsce objęty jest częściową ochroną gatunkową. Jak doniosła 12 maja poznańska Gazeta Wyborcza, w marcu doszło do ingerencji człowieka w drzewostan, w którym siedlisko ma kolonia. Doszło tu do wycinki drzew. Decydować miały o tym kwestie bezpieczeństwa. Drzewa miały zagrażać korzystającym z sąsiedniej drogi publicznej, choć ta znajduje się kilkadziesiąt metrów dalej. Przyrodnicy wyliczyli, że po wycince z 42 gniazd zostało 16, a jedynie trzy są dalej zasiedlone. Tu dane nie są spójne i padają różne liczby. Odniósł się do nich Zbigniew Błasiak, nadleśniczy w oświadczeniu. „Media poinformowały, że z powodu wycinki z 49 gniazd pozostały 3, natomiast nadleśnictwo dokonało przeliczenia gniazd i potwierdziło obecność 43 gniazd na 39 drzewach, z których 10 nosi ślady zasiedlenia. Świadczą o tym m.in. znajdowane na ziemi resztki skorupek jaj, obielona odchodami ściółka leśna, czy też ptaki zalatujące do gniazd oraz odgłosy piskląt docierające z koron” – tłumaczy. Jednak przyznaje, że dalsze działania człowieka mogły spłoszyć ptaki. „Jednakże przyznajemy, że porządkowanie powierzchni po ścince drzew polegające na zbieraniu gałęzi na opał przez osobę dopuszczoną przez leśniczego mogło przyczynić się do płoszenia ptaków zlatujących na gniazda” – dodał.
Cała operacja miała miejsce przez dwa marcowe dni. „(…) prowadzone prace wykonano z powodu złego stanu zdrowotnego tego fragmentu drzewostanu. Głównym ich celem, było zapewnienie bezpieczeństwa osób poruszających się drogami publicznymi. Nadleśnictwo podjęło niezbędne działania zmierzające do usunięcia istniejącego zagrożenia (tj. usunięcia suchych drzew położonych w bezpośrednim sąsiedztwie drogi). Prace zostały wykonane w okresie dwóch dni (11-12 marca) i zakończyły się przed powrotem ptaków z zimowisk na teren ich gniazdowania. Uszkodzenie gniazd nastąpiło tylko i wyłącznie na skutek upadku ścinanych drzew niebezpiecznych” – czytamy dalej w oświadczeniu. Nadleśniczy podkreśla, że celem działania na pewno nie było wycięcie drzew z gniazdami czapli. „Należy podkreślić, że przed i w momencie wycinki drzew niebezpiecznych w gniazdach nie było osobników ani dorosłych, tym bardziej jaj lub piskląt, co potwierdziła wykonana lustracja” – dodaje Z. Błasiak.
*Leśnicy: Nie niszczymy przyrody, ale przepraszamy*
Teraz leśnicy chcą ratować to co zostało z „czaplińca” i odbudować kolonię. „Niezwłocznie po zaistniałej sytuacji nadleśnictwo nawiązało współpracę z ornitologiem monitorującym teren „czaplińca” w ramach Państwowego Monitoringu Środowiska. Wspólne działania będą zmierzały do kompensacji przyrodniczej, w postaci wyłączenia terenu „czaplińca” z użytkowania gospodarczego oraz działań z retencji wodnej w celu poprawy warunków bytowania i żerowania czapli siwej. Najważniejszą informacją jest to, że z przekazów medialnych z ostatnich dni opinia społeczna mogła wywnioskować, że niszczymy przyrodę. Wszystkich urażonych tymi informacjami pragniemy przeprosić i zapewnić, że zarówno nam jak i Państwu, miłośnikom przyrody leży na sercu jej dobro. Przyznajemy, że w tej konkretnej sytuacji priorytet bezpieczeństwa ludzi został potraktowany nadrzędnie, w wyniku czego mogły zostać stracone ptasie lęgi. Wierzymy, że już w przyszłym roku czaple ponownie zasiedlą istniejące gniazda, wyprowadzając skutecznie swoje potomstwo” – napisano w oświadczeniu. Jednak cytowany przez „Wyborczą” ornitolog Przemysław Wylegała, członek Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków, nie kryje sceptycyzmu co do powrotu ptaków w to miejsce. „Żadne naprawcze działania nie cofną tego, co się stało. Nie mamy już gwarancji, że te czaple wrócą tu w przyszłym roku. Te działania były bardzo drastyczne dla czapli, które są płochliwymi ptakami. Zresztą wiele innych gatunków ptaków, jeśli lęgi kończą się niepowodzeniem, nie decyduje się zasiedlić tych samych terenów, kojarząc to z niebezpieczeństwem” – powiedział dziennikarzowi poznańskiej „Wyborczej”.
Po nagłośnieniu tej bulwersującej sprawy przez ogólnopolskie media i wynikach kontroli w czerniejewskim nadleśnictwie, ekspresowe decyzje podjęła Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Poznaniu (RDLP). Z posadą pożegnał się nadleśniczy Zbigniew Błasiak. Jednak osób winnych tego zaniedbania może być więcej. RDLP złożyła też zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Gnieźnie o możliwości popełnienia przestępstwa i wykroczenia przez leśniczego leśnictwa Nekielka, w którym dokonano cięć oraz zastępcę nadleśniczego Nadleśnictwa Czerniejewo. ALEKSANDER KARWOWSKI