Przywrócona pamięć o Powstańcu Wielkopolskim, zdobywcy pociągu pancernego pod Rynarzewem

Kolejna płyta nagrobna bohatera ziemi gnieźnieńskiej została ozdobiona tabliczką o dumnej treści: „Powstaniec Wielkopolski. 1918-1919”. Ponadrok temu zgłosił się do naszej redakcji Jerzy Czarnecki, syn Franciszka, Powstańca Wielkopolskiego. Zauważywszy akcję znaczenia grobów powstańczych okolicznościowymi tabliczkami, pan Jerzy opowiedział historię swojego ojca, który był jednym z wielu bohaterów słynnej akcji pod Rynarzewem. Od 23 października, także grób tego bohatera oznaczony jest tabliczką po to, by każdy przechodzień mógł pochylić głowę i oddać cześć bohaterowi tam spoczywającemu na wiecznej warcie.
Historia ofiarnej służby Polsce Franciszka Czarneckiego, którą opowiedział w naszej redakcji jego syn – Jerzy, nie pozostawiała złudzeń. Trzeba uczynić co w naszej mocy, by przywrócić pamięć tego żołnierza i przybliżyć jego warte odnotowania dzieje. Skontaktowaliśmy się z biurem ówczesnego senatora Roberta Gawła, który koordynuje akcję znaczenia grobów powstańców wielkopolskich. Od tego czasu czyny, by upamiętnić nagrobek i tego bohatera nabrały tempa. Niedawno, 23 października, by zdążyć jeszcze przed Świętem Zmarłych i kolejną rocznicą wybuchu powstania, należna tabliczka została zamontowana tuż obok nazwiska powstańca, na jego grobie przy ul. Witkowskiej. Tym samym dokonała się mała sprawiedliwość dziejów i oddano skromnie cześć żołnierzowi. – Ten moment dużo dla mnie znaczy. To przecież uczczenie jego pamięci – mówi wzruszony Jerzy Czarnecki, gdy spotykamy się nad grobem jego ojca tuż po montażu tabliczki. – Ojca jako powstańca, wysiedlono do Generalnego Gubernatorstwa, natomiast brata wywieziono na roboty przymusowe do Niemiec – opowiada. Jak zaznacza pan Jerzy, w początkowym okresie ustroju PRL, w domu o bohaterskiej przeszłości ojca nie mówiło się oficjalnie. – O tym mówiło się tylko po cichu. Nie było można o tym mówić oficjalnie. Nauczyciela z mojej szkoły wyrzucono z pracy za to, że mówił o tym głośno. Dlatego u nas mówiło się tylko o tym w domu, podobnie jak słuchało się po cichu radia Wolna Europa – wspomina.
Franciszek Czarnecki urodził się w podgnieźnieńskim Mielnie 17 sierpnia 1895 roku. W powstaniu wielkopolskim wziął udział spontanicznie mając 23 lata. Jak wynika z jego wspomnień, sygnałem do walki było hasło „Rodacy do broni!”, które miał wykrzyknąć jadący otwartym samochodem ulicami miasta Piotr Walczak, emisariusz Sztabu Powstańców Wielkopolskich. „Tak jak stałem, wybiegłem z domu w stronę koszar przy ulicy Sobieskiego. Na próżno ojciec za mną wołał: Franek wróć po czapkę! W tym kierunku biegli wszyscy ochotnicy” – wspomina po latach ojciec pana Jerzego we wspomnieniach spisanych w starym artykule prasowym, który uchował się w rodzinnych pamiątkach. Wejście na teren koszar zapewnił pułkownik J. Jacobson – niemiecki lekarz osiadły w Gnieźnie. Wartownicy znając go, odryglowali drzwi, co wykorzystali powstańcy. Zaskoczeni pruscy żołnierze poddali się bez walki. Broń stała w koszarowych korytarzach. Szybko została przejęta. Koszary były już polskie.
Następnie Franciszek Czarnecki walczył w Zdziechowie, a później ruszył z innymi powstańcami w kierunku Żnina i Szubina. To właśnie ta droga, mimo krwawych strat, oznaczona została zdobyciem pociągu pancernego, który mocno dawał się we znaki walczącym Polakom. Brak artylerii w szeregach powstańczych wymusił inne sposoby na zatrzymanie machiny. Cała ta odpowiedzialna rola przypadła saperom, którzy mieli wysadzić skład poprzez rozmieszczenie ładunków w torach. Jednak niemieccy zwiadowcy przezornie szli na przedzie składu i unieszkodliwiali miny. Z pomocą powstańcom przyszła zimowa aura; 16 lutego spadł śnieg, który zakrył miny. Te wybuchły uszkadzając ostatni wagon z szynami i podkładami kolejowymi. „Zaskoczenie Niemców było całkowite. Wykorzystaliśmy moment do ataku” – wspomina F. Czarnecki. Niestety, przeciwnik ostrzelał biegnących powstańców i kilkudziesięciu z nich padło pod śmiertelną kulą z karabinu maszynowego. Niemcy uciekli z pociągu w stronę lasu, ale tam czekali już powstańcy. Akcja skończyła się powodzeniem. Zdobyty pociąg uruchomiono i ruszono już pod powstańczą flagą w kierunku Szubina. Dziesiątego marca 1919 roku, generał J. Dowbor-Muśnicki, postawił wszystkich saperów z akcji pod Rynarzewem jako wzór żołnierza Armii Wielkopolskiej. Zostali oni odznaczeni Krzyżem Virtuti Militari.
Franciszek Czarnecki pozostał w armii do grudnia 1921 roku. Po powrocie z wygnania do Generalnego Gubernatorstwa, włączył się w odbudowę gnieźnieńskiego przemysłu, obejmując stanowisko Przewodniczącego Rady Zakładowej Przedsiębiorstwa Budownictwa Rolniczego w Gnieźnie. Zmarł w 1983 roku. Od końca października, jego grób symbolizuje wprost jego wielkie czyny przed stu laty. ALEKSANDER KARWOWSKI