Shadow

Przywrócona pamięć o tym, co nie bał się stanąć w szranki z Kasprowiczem


Przemysłowiec, kupiec, patriota, honorowy radca miejski. Wydawałoby się, że skazany na porażkę w konkurencji z wielkim Kasprowiczem, swoją wytwórnię wódek i likierów prowadził sprawnie, odnajdując swoją niszę. Dzięki Sławomirowi Krzyśce, przywrócono pamięć o jednym z grona największych, przedwojennych przemysłowców Gniezna, Ludwiku Karpińskim.
O swojej wytwórni wódek i likierów Ludwik Karpiński marzył, kiedy sława gnieźnieńskiej wytwórni alkoholi Bolesława Kasprowicza niosła się już w daleki świat. Pomysł stanięcia w szranki z wielkim potentatem, twórcą marki wódek Soplica, wydawać by się mógł szalony. Jednak Ludwik Karpiński marzenia zrealizował i odnalazł się na wymagającym i ciasnym rynku. Z powodzeniem rozbudowywał interes, inwestował we własne nieruchomości przy ulicy Warszawskiej, miał dalekosiężne plany. Rozwój firmy na chwilę powstrzymała niemiecka okupacja, a ostatecznie wykończyła nacjonalizacja w okresie PRL. O ile o Bolesławie Kasprowiczu wiedza jest całkiem spora i w świadomości gnieźnian, ma swoje miejsce (choć ciągle nie doczekał się drukowanej, obszernej biografii), o tyle Karpińskiego, jako tego drugiego przemysłowca z branży spożywczej i alkoholowej, w lokalnej świadomości dotychczas nie było, jednak tylko do 12 czerwca. Tego dnia w filii Biblioteki Publicznej Miasta Gniezna przy ulicy Staszica uruchomiona została wystawa poświęcona Karpińskiemu, na której ujawniono także poświęcone mu wydawnictwo w limitowanej ilości oraz spotkano się z potomkami przemysłowca, którzy podzielili się wspomnieniami z rodzinnych opowiadań. Całe to „zamieszanie” zostało słusznie wywołane przez dr Sławomira Krzyśkę, poetę, regionalistę, który zafascynowany lokalną historią zaciekawił się dziejami Karpińskiego i postanowił przywrócić o nim pamięć. – Warto o tych dawnych przedsiębiorcach pamiętać, bo oni tworzyli Gniezno – mówi o swoich zaczynach badań historycznych S. Krzyśka. – Pamiętajmy, że były to nie tylko osoby powszechnie znane, prowadzące dużą działalność, ale właśnie takie jak Karpiński; był przemysłowcem, choć dostrzeganym w wielu pozycjach literatury przedmiotu, to mało się o nim mówi, podobnie jak o innych, drobnych przedsiębiorcach – zauważa tę naukową pustkę, która ciągle jest do opracowania w kompleksowej formie. Karpiński był przedsiębiorcą z grona tych pozytywistycznych, podobnie jak Kasprowicz, inwestował w ludzi i bazę. Można zaryzykować twierdzenie, że kierując się własnym interesem, kierował się interesem miasta. Pokazane na wystawie plany rozbudowy majątku przy ulicy Warszawskiej 15 są imponujące. W okresie międzywojennym obiekt po rozbudowie musiał prezentować się okazale. Przebudowany w formie modernistycznej, czerpał z artystycznego stylu art deco. Dziś już po kolejnej przebudowie nie przypomina dawnej świetności, jednak narożna budowla, typowa dla modernizmu, nasuwa na myśl, że Karpiński zatrudniał zdolnych architektów, chciał iść z duchem czasu. – Udało mi się dotrzeć do informacji, że Karpiński brał udział w bardzo ważnej krajowej wystawie w Poznaniu, ukazującej dorobek państwa po 10 latach od odzyskania niepodległości. Należał także do wielu stowarzyszeń i zrzeszeń, m.in. z Kasprowiczem – dodaje Sławomir Krzyśka. Karpiński był przewodniczącym gnieźnieńskiego Bractwa Kurkowego. Nie można wspominać działalności zakładu bez wymienienia nazwy „Luka”. Tak zwała się najsampierw restauracja, potem wytwórnia wódek i likierów, destylarnia, wytwórnia win, soków owocowych, a także śniadalnia-probiernia. Do jego zakładowych marek należały: likiery deserowe – Klasztorny, Curacao Triple, Curacao Orange, Chartreuse, Ałasz, Blackberry, Złota Woda, Litwina, w ofercie miał również rumy, araki, wina, oranżady, soki. Część pamiątek po jego działalności znalazła się na wystawie. – Prezentuję dużo pamiątek rodzinnych, porcelanowe przedmioty z reklamą „Luki”, dzbanek, popielnicę, filiżankę, plany przebudowy kamienicy, dokumenty osobiste. Zachowało się wiele druków firmowych oraz reklam, włącznie z ofertą firmy – wymienia autor wystawy. Krótka prelekcja życiorysu Karpińskiego oraz sama wystawa były okazją do spotkania się potomków rodziny, którzy z wyraźnym wzruszeniem przypomnieli sobie dzieje ich pradziada oraz nie kryli sympatii do pomysłu S. Krzyśki, by przywrócić pamięć o tym przedsiębiorcy. Sam Ludwik Karpiński, przeżywszy okupację wysiedlony do Piotrkowa Trybunalskiego, zmarł tuż po wojnie w 1947 roku. Rodzina starała się kontynuować działalność, jednak ta została znacjonalizowana. Małgorzata Lewandowska, wnuczka przemysłowca, w imieniu rodziny z dużym wzruszeniem dziękowała autorowi za pochylenie się nad historią działalności dziadka, a przy okazji uporządkowany został kawałeczek historii przedsiębiorców Gniezna. Jak wspominał S. Krzyśka, jego praca może być przyczynkiem do dalszych prac badawczych, bo nie ma co ukrywać, że monografia dotycząca dawnych fabrykantów jak Rogowski, Kasprowicz czy Grabski powinna w przyszłości powstać i zagospodarować pusty obszar naukowy dziejów gospodarki miasta w okresie XX-lecia międzywojennego.
ALEKSANDER KARWOWSKI