Shadow

Przywrócona pamięć o wybitnym żołnierzu

W otoczeniu rodziny, znajomych, opiekunów miejsca ostatniego spoczynku, symbolicznie uhonorowano i oddano cześć majorowi Stefanowi Chosłowskiemu – niesłusznie zapomnianemu szerszemu gronu Wielkopolan, jednak zachowanemu w sercu mu najbliższych – powstańcowi wielkopolskiemu, który ukochał Gniezno. To kolejny grób oznaczony powstańczą tabliczką.
W sobotnie południe, 9 września na cmentarzu przy ulicy Witkowskiej w Gnieźnie, w asyście sztandaru Gimnazjum nr 2 im. Powstańców Wielkopolskich doszło do kolejnego oznaczenia grobu powstańca wielkopolskiego, jednak tym razem miało ono wymiar szczególny. Skromny nagrobek w jednej z wielu podobnych do siebie cmentarnych alei, nie zwraca na siebie uwagi. Jednak pod nim spoczywa żołnierz, który bohatersko zapisał się w historii walk o niepodległość Ojczyzny. Dopiero po 63 latach nowa inskrypcja tablicy i dumna tabliczka z napisem „Powstaniec Wielkopolski 1918/1919” przywraca mu należyty szacunek. Chwilą refleksji, wspomnienia, zatrzymano się nad grobem osoby, która dla świadomości większości Wielkopolan nie mówi nic, a brała udział w zaciętych walkach wielu frontów obu wojen światowych i zrywów niepodległościowych. Major Stefan Chosłowski to wybitna, ale zapomniana postać, której godne życie próbuje opowiedzieć kolejnym pokoleniom senator Robert Gaweł wraz z gronem współpracowników, rodziny i osób, które towarzyszyły majorowi w jego powojennym, gnieźnieńskim już życiu, a także po jego śmierci – odwiedzając jego grób. Stefan Chosłowski jest dobitnym i bardzo sugestywnym przykładem patrioty, któremu przyszło żyć w czasach niespokojnych, w których było trzeba wyrywać sobie wolność, to znowu ją tracić. Zmuszony był także walczyć w pruskim mundurze pod Verdun. Choć los mimo ciągłej walki nie był dla niego łaskawy, to jego bohaterstwo ma szansę na ponowne wrysowanie w świadomość gnieźnian. – To postać wyjątkowa – mówi już na wstępie z podziwem R. Gaweł. – Jest zasłużonym żołnierzem, Powstańcem wielkopolskim, dowódcą baonu śremskiego. Walczył w wojnie polsko-bolszewickiej, potem walczył w wojnie roku 1939, z której trafił do oflagu i spędził w nim całą wojnę. To postać także niezwykła z powodu tego, że był jednym z dowódców powstania, a musimy wiedzieć, że w powstaniu mieliśmy bardzo mało oficerów, ze względu na to, że w pruskiej armii Polacy nie byli do tych stopni dopuszczani. Jemu akurat udało się zdobyć podporucznika, dlatego jego umiejętności przywódcze przydały się w powstaniu – wyjaśnia senator. Jak dodaje, osoba majora łączy wiele miejscowości: Czarny Sad, czyli miejsce jego narodzin, także Koźmin, Śrem, Poznań i w końcu Gniezno. – Po drugiej wojnie światowej osiadł w wymarzonym Gnieźnie, w którym niestety, był szykanowany przez władze komunistyczne. Zmarł w 1954 roku – przypomina R. Gaweł.
Choć urodził się na ziemi krotoszyńskiej, to ponad wszystko ukochał Gniezno. Po jego śmierci grobem opiekowali się znajomi i przyjaciele, m.in. rodziny Sajewskich i Chrzanowskich. W sobotnie, słoneczne południe, na symboliczne przytwierdzenie do grobu majora tabliczki powstańca wielkopolskiego, przybyła rodzina majora, przedstawiciele Towarzystwa Miłośników Ziemi Średzkiej, dla którego mieszkańców S. Chosłowski jest także wielkim bohaterem, a krótką modlitwę w imieniu zmarłego odmówił ks. Maciej Lisiecki. Złożenie kwiatów i spotkanie było okazją do wspomnień, m.in. Anny Krzyckiej, dla której major był wujem. – Po wyjściu z oflagu przyjeżdżał do Koźmina Wlkp. i mam o nim jak najlepsze wspomnienia. To był człowiek otwarty, interesujący się historią. Bardzo lubiłam przebywać w jego towarzystwie. Jego życie nie było wesołe i radosne ze względu na przeżycia. Dwie wojny światowe, wojna z bolszewikami, powstanie, to jest szmat historii – nie kryje wzruszenia. Jak dopowiada córka siostrzenicy majora, w Gnieźnie dzięki znajomym z powstania wielkopolskiego otrzymał on po wojnie mieszkanie po generale Stanisławie Taczaku, pierwszym naczelnym dowódcy powstania wielkopolskiego. – Mamy nadzieję, że Rada Miasta Gniezna, z lokalnymi władzami tę ważną postać uhonorują np. upamiętnieniem w nazwie skweru lub ulicy. Napiszemy w tej sprawie list do pana prezydenta, szczególnie, że w związku z ustawą „dekomunizacyjną” kilka nazw pewnie wypadnie – zauważa Robert Gaweł.
ALEKSANDER KARWOWSKI