Shadow

Radni piszą do dyrekcji teatru: „Plac ma się zmienić”

Teraz można już stwierdzić z całą pewnością, że niedawno opublikowane przez Teatr Fredry wyniki ankiet przez tę instytucję przygotowanych, a które mają dać obraz upodobania sobie przez widzów obecnego placu teatralnego, przyniosły odwrotny skutek. O ile radni miejscy do tej pory przynajmniej nie protestowali (poza radnym Dzionkiem) co do wyglądu tej przestrzeni, to teraz przeszli do kontrofensywy. „Jaki teatr, taki Luwr”, „to się nadaje pod młot pneumatyczny” – padło na minionej sesji Rady Miasta. Lokalny samorząd nie tylko przyjął wspólne stanowisko, ale nie zgodził się też na nadanie nazwy „teatralny” i wezwał w stanowczych słowach dyrektorkę sceny do odmienienia wizerunku placu. Jak mówią radni, plac musi się zmienić i to diametralnie.
Niecodzienny przebieg miała miniona sesja lokalnego samorządu miasta. Zaproponowana przez Zespół ds. nazewnictwa nazwa dla placu przed teatrem – „Plac Teatralny”, która miała być tego dnia głosowana przez radnych w formie uchwały, została zdjęta z porządku obrad. To było dopiero preludium do tego, co wydarzyło się pod koniec sesji. Na mównicę wszedł Dariusz Banicki, szef klubu „Koalicja dla Pierwszej Stolicy” i zaapelował do wszystkich radnych, by razem zajęli stanowisko w sprawie obecnego wyglądu placu. Po chwili padło wiele mocnych słów… Radny Banicki od razu zaprezentował znane wielu gnieźnianom wizualizacje tego, jak miał wyglądać plac jeszcze przed jego budową. Były one jakby dowodem rzeczowym w sprawie, bowiem w ocenie radnego, także na tej podstawie ówczesna Rada Miasta (kwiecień 2016 r.) dała zgodę na użyczenie teatrowi na 20 lat wtedy jeszcze zielonego skweru. – Pamiętam, jak miało to przepięknie wyglądać pod względem rekreacyjnym, integracyjnym, jako miejsce spotkania z kulturą w plenerze. Miało tam być miejsce na stoliki, na kawiarenkę – wspomina radny, który „dokopał” się do dokumentacji przetargowej. Znalazł w niej także informację, że dziś porzucony pomnik Aleksandra Fredry, patrona sceny, miał być również zagospodarowany. Dariusz Banicki następnie omówił niedawno ujawnione przez teatr wyniki ankiety rozprowadzonej wśród 200 widzów instytucji, z której wynika, że 68% z nich pozytywnie odnosi się do zaszłych przed teatrem zmian. – Gnieźnianie tak tego nie oceniają. Zapewniam – mówił radny i wezwał dyrekcję do nadania placowi wyglądu, jaki radni zobaczyli na wizualizacjach przed siedmioma laty.
*No, a potem ruszyła lawina…*
– Ta koncepcja jest fatalna – stwierdził Paweł Kamiński, ale podkreślił, że przy głosowaniu stanowiska się wstrzyma. W jego ocenie stanowisko powinno obligować prezydenta miasta do wymówienia teatrowi najmu terenu placu, jeżeli plac został zrealizowany niezgodnie z tym, co obiecywano. – Pani dyrektor może mieć taki gust, że może będzie chcieć tam posadzić ekologiczne ziemniaki. Po to jest prezydent, że takiej koncepcji nie zaakceptuje – mówił do radnych. Dodał, że wizualizacje są zawsze wygładzone i kolorowe, a ankietami dyrekcja się ośmieszyła. – Wszyscy w Gnieźnie są zgodni co do placu i jeśli pani dyrektor zrobi 500 ankiet, że 70 procentom plac się podoba, to i tak nikt jej w to nie uwierzy – grzmiał radny. Z kolei Michał Glejzer, przewodniczący rady poszedł dalej, bo w jego ocenie – ani obecny plac, ani nawet jego wizualizacje, nie powinny być zaakceptowane. – Jeśli ma się coś zmienić, to musi się zmienić wszystko. Przestańmy udawać, że tam jest rodzaj Luwru, gdzie staje jakaś dziwna piramida. Jaki teatr, taki Luwr – z przekąsem zauważył i dodał, że plac nadaje się teraz pod młot pneumatyczny, a o przyszłym kształcie placu powinien zadecydować nowy projekt wyłoniony w konkursie. W podobnym tonie mówił dalej radny Banicki – trzeba przywrócić plac miastu i jego mieszkańcom, a ankiety jako próbę sankcjonowania tego co jest, jeszcze raz nazwał „skandalicznymi”. Ostatecznie radni przyjęli zaproponowane stanowisko, które teraz zostanie przesłane do władze teatru. ALEKSANDER KARWOWSKI