Shadow

Ray Wilson na jubileusz

{CAPTION}
Gnieźnieńska Agencja Artystyczna „Jazz Gra” oraz Jazz Club „Amok” zaprosili tym razem do auli I Liceum Ogólnokształcącego szkockiego wokalistę, gitarzystę, kompozytora i autora tekstów, zastępcę samego Phila Collinsa w grupie Genesis (1996 rok) – Raya Wilsona. Artystę tym razem wspomagali: Steve Wilson – brat Raya, gitarzysta i muzyk Stiltskin oraz projektu Genesis Classic, a także trzech polskich muzyków – Marcin Kajper (saksofon, gitara basowa, flet), Mariusz Koszel (perkusja) i Michał Łyczek (instrumenty klawiszowe).
Mimo iż Ray początkowo zapowiadał koncert akustyczny, jednak grudniowy projekt powiększony o kilku muzyków zatytułował „Genesis, Stiltskin i Solo”, bowiem nie zabrakło piosenek pochodzących z dwóch ostatnich albumów autorskich Raya – „Song For A Friend” i „Makes Me Think of Home” – z czerwca i października z 2016 roku. – To drugie „wydanie” Raya Wilsona pod sztandarem „Jazz Gry”. Wcześniej na naszym koncercie promował „Chasing Rainbows”, a projekt nazywał się Genesis Classic. Tym razem był inny repertuar, chociaż nawiązujący również do Genesis. Ale doszły piosenki wykonywane ze Stiltskin oraz utwory solowe – powiedział Krzysztof Gronikowski, organizator koncertu. Ray Wilson przed koncertem przyznał: – Publiczność w Gnieźnie jest szczególna. Myślę, ż sporo tu miłośników zespołu Genesis, bo ten koncert wcześniejszy, z repertuarem GenesisClassic został wspaniale przyjęty. Pamiętam ten koncert jako szczególne wydarzenie, kiedy między publicznością a sceną był niezwykły rezonans i ciepła reakcja. Po raz drugi gram w tej sali i myślę, że to będzie dobry koncert. Granie w większym składzie, a koncert akustyczny? Myślę, że cała różnica jest w energii, do niej się sprowadza. Kiedy gramy w pełnym składzie, mam dużo więcej możliwości, sięgam po mocniejsze bity, śmielsze rify. Kiedy jest nas więcej na scenie, to też jest więcej energii, ale i emocji. To udziela się publiczności. Lubię oczywiście też granie akustyczne, ale tak już tu graliśmy, dlatego teraz będzie inaczej. Zagramy także utwory z dwóch nowych płyt, które wydałem w tym roku. Nie zabraknie także „kawałków” z czasów Genesis, które ludzie dobrze znają i kochają. Wiem, że ten repertuar z Genesis Classic jest ważny dla słuchaczy, a to dla nich przecież gramy. Oczywiście nie zabrakło kompozycji Genesis i to właśnie podczas ich słuchania publiczność reagowała najżywiej. Do tych utworów doszły kompozycje wykonywane z autorską grupą Stiltskin oraz dokonania solowe, chociażby z najnowszych płyt autorskich.
R. Wilson podczas gnieźnieńskiego koncertu nie tylko wskrzesił hity Genesis, ale przypomniał melomanom utwory z repertuaru innych wykonawców (chociażby zagrany na koniec bisów dylanowski „Knocking on Heavens Door”). Nie mniejsze emocje wywołał Steve Wilson, który zaproponował widowni hit irlandzkiego zespołu U2 – „One”, czym, podobnie jak Ray w hitach Genesis potrafił porwać widownię, by zaprosić ją do wspólnego śpiewania. Podczas występu nie tylko frontmen i jego brat, ale także pozostali muzycy mieli doskonały kontakt z publicznością (przypomnę chociażby solówki multiinstrumentalisty Marcina Kajpera, perkusisty Marcina Koszela, czy klawiszowca związanego z Varius Manx i The Colors – Michała Łyczka). A po jubileuszowym 50. koncercie „Jazz Gry” Ray i Steve podpisywali płyty i pozowali z fanami do zdjęć.
JAROSŁAW WALERCZAK