Shadow

Spotkanie rolników z myśliwymi: „nie jesteśmy dla siebie wrogami”

W świetlicy wiejskiej w Grabach (gmina Czerniejewo) 8 maja odbyło się spotkanie miejscowych rolników z przedstawicielami Koła Łowieckiego nr 101 „Bura Chata”. Głównym powodem spotkania była konieczność wydania opinii na temat przedłużenia dzierżawy obwodu łowieckiego nr 174 dla koła. Zebranie stało się także doskonałą okazją do omówienia problemów, z którymi borykają się obydwie strony, które – jak można wywnioskować po spotkaniu – winny żyć w symbiozie.
W spotkaniu, obok zainteresowanych tematem rolników i myśliwych, uczestniczyli także: Tadeusz Szymanek – burmistrz Miasta i Gminy Czerniejewo, Zbigniew Stajkowski – przewodniczący Rady Powiatowej WIR w Gnieźnie, Adam Kachniarz – delegat gminy Czerniejewo do Wielkopolskiej Izby Rolniczej, Edwin Pawlak – główny specjalista ds. Rolnictwa i Obsługi Sołectw w Urzędzie Miasta i Gminy Czerniejewo, Michał Kolasiński – przedstawiciel Polskiego Związku Łowieckiego w Poznaniu, Mieszko Osiński – przedstawiciel Nadleśnictwa Czerniejewo oraz Danuta Sikora – sołtys sołectwa Graby.
W temat główny spotkania zgromadzonych wprowadzili przedstawiciele Wielkopolskiej Izby Rolniczej. – W dniu 20 marca wpłynęło pismo z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych do Wielkopolskiej Izby Rolniczej w sprawie wydania opinii przedłużenia dzierżawy na obwód łowiecki nr 174 Kołu Łowieckiemu nr 101 „Bura Chata”. W związku z tym, że jestem przedstawicielem gminy Czerniejewo, zapytano mnie o zdanie na ten temat. Ja, po rozmowie z rolnikami, zasugerowałem, że są pewne wątpliwości co do właściwej współpracy koła łowieckiego z rolnikami – tłumaczył słowem wstępu Adam Kachniarz, dodając, że decyzja nt. ostatecznej opinii należy do przewodniczącego Zbigniewa Stajkowskiego. Sam przewodniczący Rady Powiatowej WIR w Gnieźnie na wstępie zaapelował, żeby spotkanie stało się także przyczynkiem do omówienia problemów, z którymi borykają się obydwie strony. – Nie jest naszą ideą, by cokolwiek niszczyć, a chcemy poprawiać nasze relacje. Niekiedy pojawiają się różne animozje z obydwu stron, jednak przy stole można się było dogadać. Dlatego też i dzisiaj jest to spotkanie – mówił Zbigniew Stajkowski, zauważając przy tym, że często zdarza się tak, że rolnik jest myśliwym, a myśliwy rolnikiem i apelując, by spotkanie zakończyło się obopólną satysfakcją.
*„To jest nasz wspólny problem”*
O samym Kole Łowieckim nr 101 „Bura Chata” kilka słów powiedział jeden z przedstawicieli myśliwych należący do koła: łowczy Marek Baumgart, członek zarządu okręgowego Polskiego Związku Łowieckiego w Poznaniu. – Koło Łowieckie „Bura Chata” gospodaruje na terenie prawie 6 tysięcy hektarów, na powierzchni około 4,6 tys. hektarów możemy polować (na terenie powiatów: gnieźnieńskiego, wrzesińskiego i poznańskiego). Jesteśmy młodym kołem, ponieważ działamy dopiero od dziesięciu lat. Nasze koło liczy 20 myśliwych. Pozyskujemy w naszym obwodzie dziki, jelenie, daniele, lisy, sarny. Ponieważ w tym roku kończy nam się umowa na dzierżawę, zwróciliśmy się do Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu z prośbą o jej przedłużenie. W związku z nową ustawą, która weszła w ubiegłym roku, od 1 kwietnia takie umowy są opiniowane przez wszystkie gminy, przez izbę rolniczą i przez Polski Związek Łowiecki; na podstawie tej opinii Zarząd Okręgowy Lasów Państwowych taką umowę podpisuje, posiłkując się opiniami z tych wszystkich instytucji – tłumaczył.
Łowczy wskazywał na problemy, z którymi w ostatnim czasie borykają się myśliwi, wymieniając przede wszystkim zintensyfikowaną w ostatnim czasie działalność przeciwników polowań, tj. blokowanie polowań, czy demolowanie ambon. – Cały czas zastanawiamy się, co w tym temacie zrobić. Będziemy musieli prosić rolników o pomoc i o współpracę, bo sami nie damy sobie rady z tymi ludźmi, żeby jakoś ich powstrzymać. Musimy sobie uświadomić, że gdy my przestaniemy polować, przestaniemy ograniczać populację dzików czy jeleni, to wszyscy „pójdziemy z torbami”: rolnicy „pójdą z torbami”, bo ze szkód nie wyjdą, a koła łowieckie „pójdą z torbami”, bo nie będą w stanie zapłacić rolnikom ani złotówki za szkody, bo z czego… My szkody, jako koło łowieckie, możemy płacić z tych pieniędzy, które mamy ze sprzedaży tuszy; gdy upolujemy zwierzynę, to nawet jeśli weźmiemy ją do domu, musimy uiścić opłatę taką jak w skupie, a jeżeli nie bierzemy jej do domu, to musimy ją oddać do skupu i te pieniądze muszą nam starczyć na szkody. (…) To są naczynia połączone, czyli prędzej czy później rykoszetem to się odbije. To jest nasz wspólny problem – akcentował Marek Baumgart. – Przez wiele lat zawsze ta współpraca między kołami łowczymi a rolnikami była dobra, tylko od kilku lat ktoś nas, niestety skłócił, postawił nas po dwóch stronach barykady. A my przecież nie jesteśmy dla siebie wrogami, tylko gospodarujemy przecież na tym samym terenie i tak naprawdę walczymy o wspólne dobro nas. I szkoda, że nas ktoś cały czas próbuje poróżnić – mówił łowczy, apelując o wspólne zastanowienie się nad problemem.
W dyskusji głos zabierali kolejni myśliwi, którzy wskazywali na pozostałe kwestie, które utrudniają im funkcjonowanie, m.in. narastające w społeczeństwie „złą sławę” i brak zrozumienia, zaostrzające się przepisy w ustawie prawo łowieckie, niekoniecznie uzasadnione i dające pozytywne efekty (wskazywano np. pomysł na włączenie sołtysów do komisji szacujących szkody łowieckie, jako kolejny powód do wytwarzania się nieporozumień między rolnikami, a myśliwymi). – Jedziemy na jednym koniu. Gospodarka łowiecka jest konieczna, tak samo jak konieczne jest rolnictwo – stwierdził inny z łowczych.
W dalszej części głos oddany został rolnikom, którzy zarzucili myśliwym brak realnej pomocy, m.in. przy pilnowaniu upraw oraz brak współpracy. Ponadto w wypowiedziach gospodarzy często pojawiał się problem braku rzetelności myśliwych w kontekście szacowania strat, a także brak protokołów po szacowaniach. – Ja oczekuję większego udziału i pomocy przy pilnowaniu upraw oraz mądrzejszego szacowania. Tak, jak jest obecnie, na pewno być nie może – skwitował jeden z rolników.
*Myśliwi, rolnicy i leśnicy razem?*
Michał Kolasiński, przedstawiciel zarządu okręgowegoPolskiego Związku Łowieckiego w Poznaniu jako organu sprawującego nadzór nad kołami łowieckimi, podkreślił, że pozytywnym elementem jest próba podjęcia współpracy kół z izbami rolniczymi. W swojej wypowiedzi starał się też omówić wyszczególnione przez obydwie strony problemy. – Te problemy się piętrzą. Nie może być takiej sytuacji, że w naszej współpracy między rolnikami, a myśliwymi będzie jakakolwiek nieprawidłowość – podkreślił, odnosząc się już bezpośrednio do każdej z poruszonych kwestii, myśliwym zwracając uwagę, że na przykład niedopuszczalne jest, żeby rolnik nie otrzymał kopii protokołu z szacowania strat, natomiast rolnikom przypominając, że zabronione jest umyślne płoszenie zwierzyny. Do dyskusji włączył się także Mieszko Osiński, przedstawiciel Nadleśnictwa Czerniejewo, z ramienia nadleśnictwa zajmujący się m.in. gospodarką łowiecką, ale i rolnictwem. – Są spory podczas spotkań między rolnikami a myśliwymi na polach, ale ważne jest to, żeby próbować się dogadać i próbować się łączyć, jednoczyć. Szczególnie w tej sytuacji, w której jesteśmy obecnie od tych paru lat. Myśliwi, rolnicy i leśnicy w tym momencie powinni się zjednoczyć w jedną grupę i powinniśmy jednym głosem wspólnie mówić. Działając w pojedynkę mamy dużo mniejszą siłę przebicia. Najistotniejsze jest to, że my powinniśmy w tym wszystkim współpracować – mówił Mieszko Osiński, dodając też, że wpływ na coraz częściej występujący ogólnospołeczny brak zrozumienia wobec wszystkich trzech wymienionych grup wynika m.in. z powodu niewystarczającej edukacji.
Podsumowując, spotkanie rolników z myśliwymi w Grabach przebiegło w spokojnej atmosferze i – wbrew przeczuciom niektórych osób – bez kłótni i negatywnych emocji. Wszyscy na koniec zgodnie przyznali, że tego typu spotkania winny być kontynuowane i być może organizowane na większą skalę i być może na wyższym szczeblu.
KINGA STRZELEC