Shadow

Sprawa budowy tuczarni podzieliła społeczność gminy Kłecko

Po raz kolejny zdecydowane „nie” dla wybudowania fermy trzody chlewnej w Polskiej Wsi powiedziała spora grupa mieszkańców gminy Kłecko. W poniedziałek, 5 marca wieczorem, w Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury spotkały się władze kłeckiej gminy z mieszkańcami oraz grupą parlamentarzystów. Nie dotarł jednak inwestor, by przedstawić zamierzenia dotyczące budowy tej chlewni. Przede wszystkim protestujący postanowili swoje racje przedstawiać nie tylko burmistrzowi Kłecka, ale i parlamentarzystom i prosić ich o wsparcie.
Przypomnijmy, na przełomie 2016 i 2017 roku do Urzędu Miejskiego Gminy Kłecko wpłynął wniosek inwestora w sprawie wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedsięwzięcia inwestycyjnego polegającego na budowie obiektu inwentarskiego – tuczarni o obsadzie 208,6 DJP (1490 sztuk w jednym cyklu) wraz z silosami magazynowymi na paszę, wagą samochodową i utwardzonym układem drogowym w miejscowości Polska Wieś. Inwestycja została zakwalifikowana do przedsięwzięć mogących potencjalnie oddziaływać na środowisko. Cały czas trwa procedura, a postępowanie z udziałem społeczeństwa zakończyło się 3 stycznia 2018 roku (każdy miał prawo do zapoznania się z dokumentacją sprawy oraz złożenia uwag i wniosków). W toku tego postępowania wpłynęło wiele pism, z których część zawierała wyłącznie obawy, a część merytoryczne uwagi do przedstawionego przez inwestora raportu oddziaływania na środowisko. Rozpoczynający poniedziałkową dyskusję na ten temat Krzysztof Jendraszak z Komitetu Protestacyjnego, mieszkaniec Charbowa podkreślił, że lokalizacja tej chlewni jest pomiędzy Polską Wsią a Charbowem, a najbliższe zabudowania są oddalone o 300, 500 i 900 metrów. – To 1490 tuczników w cyklu hodowlanym i trzy cykle w ciągu roku. Ponad 110 hektarów potrzebnych jest do zagospodarowania gnojowicy. Azot, który zostanie wytworzony w ciągu roku to ponad 18 000 kilogramów według firmy, która wykonywała raport dla inwestora. Dużym problemem będzie gnojowica, która została przekształcona przez ustawodawcę w 1997 roku ze ścieku w nawóz. Nie ma w Polsce ustawy odorowej, a takie fermy będą miały wpływ na spadek wartości nieruchomości, nawet do 70 procent. To temat jest cały czas gorący, jednak sprawa podzieliła mieszkańców. Zgoda na jedną tego typu inwestycję, to zgoda na powstanie kolejnych. Czy nasza gleba to utrzyma, czy wytrzymają to rolnicy hodujący świnie w mniejszych stadach, metodami tradycyjnymi? – mówił K. Jendraszak.
Burmistrz Adam Serwatka odpowiadał: – W lipcu i sierpniu rozpoczęły się spotkania z mieszkańcami, na których protestowano przeciwko tej inwestycji. Przedstawiałem na jakim etapie jest procedura. Do 3 stycznia trwały konsultacje społeczne. Wpłynęło mnóstwo pism. Sprawa wzbudzała emocje, więc nawiązałem współpracę z firmą „Ekolog”, która przygotowuje dla nas opracowanie na podstawie dostępnej dokumentacji. Dokonana zostanie analiza tego przedsięwzięcia pod kątem ochrony środowiska. Czas na to mamy do początku kwietnia i będzie to odpowiednią podstawą do wydania decyzji. Jako burmistrz nie mogę być ponad prawem. Zarobię wszystko, by była to decyzja merytoryczna. Natomiast poseł Zbigniew Dolata stwierdził: – Gmina Kłecko jest gminą rolniczą, ale to nie oznacza, że muszą powstawać tu fermy przemysłowe. Te fermy są szkodliwe dla rozwoju rolnictwa, gdyż stanowią konkurencję dla gospodarstw rodzinnych. Nie trzeba budować ogromnych chlewni, by odbudować tucz trzody chlewnej w Polsce. Wystarczy stojące puste obiekty zapełnić trzodą. Gnojowica jest nawozem, ale musi być stosowana w odpowiednich dawkach. Fermy tuczu wielkoprzemysłowego szkodzą środowisku i polskiemu rolnictwu. Nasze rolnictwo, jeśli ma być konkurencyjne musi być rolnictwem maksymalnie ekologicznym. Gdyby inwestor miał odwagę stanąć przed państwem i przedstawić zalety swojej inwestycji – by to zrobił. Nie było go na tych spotkaniach ani razu. Klucz do rozwiązania tego sprawy jest w rękach burmistrza i rady.
Na ten temat wypowiedział się też Zbigniew Stajkowski, przewodniczący Rady Powiatowej Wielkopolskiej Izby Rolniczej: – Mieszkam na terenie tej gminy, wypowiadam się w imieniu tych, którzy chcą, by ich gospodarstwa przejęli ich następcy. Panowie parlamentarzyści obiecuję, że jako WIR zorganizujemy debatę, jak ma wyglądać wielkopolskie rolnictwo. Wielkopolska ma 4 500 000 tuczników, najwięcej w Polsce. Nikt nie jest bliżej natury jak rolnik. Nie neguję państwa obaw, ale zorganizują debatę na temat rolnictwa. – Panie pośle, dosyć populizmu. Pan podpuszcza tych ludzi. Panowie parlamentarzyści, stanowicie prawo w tym kraju. Samorządy, tu na dole muszą stosować się do tego prawa. Jeśli inwestor spełnia warunki prawa budowlanego i ochrony środowiska, to burmistrz ma obowiązek wydać pozytywną decyzję. Kim jest inwestor? Czy nie jest to rolnik indywidualny? Proszę, by pan tego nie podważał panie pośle – stwierdził na form Romuald Przygoda. – Gdybym państwa podpuszczał, to ja bym państwa tu zaprosił, by wam coś przekazać, a jest odwrotnie. To mieszkańcy protestują i zapraszają różne osoby licząc na wsparcie. Nie robię tego, by komuś się przypodobać. Ja po prostu tak myślę. Tam, gdzie władze gminy chcą jakiejś inwestycji – to ona powstaje, a tam gdzie nie chcą – nie powstaje – odpowiadał poseł Dolata. Jak wyliczał Ryszard Łabanowicz, w Polsce jest obecnie 40 protestów „przeciwko śmierdzącemu problemowi” i dodał: – Panie burmistrzu, czy może pan w naszej obronie użyć tych argumentów, których użył pan w rozmowach w poprzednim inwestorem w Kłecku. On się wycofał. Nie chcemy tej nowej inwestycji. Gdy głosowaliśmy na pana w wyborach samorządowych oczekiwaliśmy zmian, a przede wszystkim równego i sprawiedliwego traktowania wszystkich mieszkańców.
Podczas poniedziałkowego spotkania wypowiedzieli się również przedstawiciele pięcioosobowej delegacji z Turostowa. – U nas wszystko zaczęło się od jednej fermy. Żyjemy w tym smrodzie od 18 lat. Latem uciekamy stamtąd, bierzemy dzieci i wyjeżdżamy. Tam nie da się żyć – stwierdziła jedna z mieszkanek Turostowa. – Jestem mieszkańcem Turostowa od 40 lat. Ferma powstała w budynkach po PGR. Smród jest niesamowity. Nie idzie tam żyć. Nie można sprzedać mieszkań, bo nikt nie chce ich kupić. W tym smrodzie umrzemy – powiedział jeden z mężczyzn. Krystyna Łuczak stwierdziła: – Jeśli chcecie mieć taką fermę, zapraszamy do nas. Boisko jest duże, rozbijecie namioty i wkrótce stwierdzicie, co to jest warte. Mieczysław Budnik wyliczał: – Nasi przodkowie brali udział w powstaniu wielkopolskim, w wojnie obronnej 1939 roku. Fermy będą truć nas wszystkich, nasze dzieci i wnuki. To cicha eksterminacja. W powietrzu znajdzie się azot, siarkowodór, chlor, metan. Znajdzie się w nim połowa tablicy Mendelejewa. Truta będzie też woda i ziemia. Jeden rolnik zrobi biznes kosztem całej gminy.
Swoje stanowisko przedstawił także poseł Krzysztof Ostrowski: – Moje zdanie w sprawie takiej fermy jest negatywne. Mięso jest kiepskie, ekologia jest wątpliwa, bogacą się nieliczni, a większość nie ma z tego pożytku. Ani samorząd, ani Sejm nie jest bez winy w tej sytuacji. Burmistrz podejmuje decyzję o uwarunkowaniach środowiskowych, ale zdecydowane postępowanie burmistrza i rady ma działanie odstraszające i z reguły zniechęca inwestorów. Wierzę w rozsądek gospodarza gminy. Sejm może uchwalić ustawę, która w sposób bardziej radykalny rozwiąże ten problem, który jest znany od wielu lat. „Pies jest pogrzebany” w raporcie oddziaływania na środowisko, który finansowany jest przez inwestora. To inwestor odpłaca ten raport. Po stronie ustawodawcy jest to, żeby to zmienić.
Urszula Butterfield – Szocińska (doktorat z planowania przestrzennego i urbanistyki) również odniosła się do tematu: – W piśmie Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska czytamy, że przedmiotowa inwestycja zlokalizowana będzie na Głównym Zbiorniku Wód Podziemnych numer 143 – Subzbiornik Inowrocław-Gniezno. Według Państwowego Instytutu Geologicznego na takich obszarach muszą być stosowane zaostrzone kryteria w zakresie przestrzennego zagospodarowania. Chodzi o badanie w tej kwestii, by nie zatruć wód nie tylko w naszym województwie, ale i w sąsiednim. – Obecność parlamentarzystów na tym spotkaniu nie świadczy o tym, że mamy wpływ, jakie decyzje zapadną w gminie Kłecko. Państwo oczekujecie od nas, że zablokujemy tę inwestycję. W Polsce obowiązuje prawo i powinniśmy przestrzegać je wszyscy, także burmistrz. Zastanawiam się, w jakim celu to spotkanie zostało zorganizowane – nie został zaproszony inwestor. To ma być przecież dyskusja o lokalizacji fermy, a nie ma inwestora. Jestem mieszczuchem, ale nie chciałbym mieszkać w pobliżu takiej fermy, jednak jesteśmy w gminie rolniczej. Inwestor jest odważny, afrykański pomór świń jest u wrót Wielkopolski. Burmistrz i rada musi respektować prawo. Spróbujmy jednak ograniczyć negatywne oddziaływanie. Wierzę, że burmistrz i rada podejmą właściwą decyzję – powiedział w dyskusji poseł Paweł Arndt. Radny Rady Miejskiej Gminy Kłecko Mariusz Kasprzyk wyraził także swoją opinię: – Takie fermy to nie jest rozwój polskiego rolnictwa. To wyklucza rolników hodujących tradycyjnie. Za tym nie stoi polska firma. Chrońmy to co nasze, polskie! Małgorzata Jabczyńska nie kryła swojego zdenerwowania: – Brakuje kontroli. Gdzie jest wywożona gnojowica i do się z nią dzieje? W Polsce przekwalifikowano ścieki najpierw na odpady zwierzęce, a następnie na nawóz. Nie może być tak, by dobro jednostki było przedkładane nad dobro ogółu. To bomba ekologiczna z opóźnionym zapłonem. Zniszczono nam przemysł i handel, przyszedł czas na rolnictwo i środowisko. Świat chce dużo, tanio i szybko. A gdzie zdrowo, rozważnie, z umiarem? Apeluję do tego młodego rolnika, nie sprzedawaj siebie, bo sprzedaż również nas. – Gratuluję burmistrzowi, że ma odwagę cywilną stanąć przed państwem i z wami rozmawiać, wsłuchiwać się w państwa głos od wielu miesięcy. Są przykłady patologiczne, gdzie kilkaset metrów od innych gospodarstw powstaje fabryka świń. Przepisy sanitarne powinny eliminować takie przypadki, by w jednym miejscu mieszkali ludzie i była wielka tuczarnia. Dyskusja w tej sprawie musi być merytoryczna. Ważne jest, by doszło do debaty z merytorycznymi danymi. Młoda mieszkanka Kłecka Irena Jabczyńska pytała: – Dla mnie to nie jest trudna decyzja – otruć ludzi czy też nie? Jak będzie wyglądać Mała Wełna, gdy już jest ona zanieczyszczona? Jakie są zalety takiej tuczarni i jakie korzyści będą dla gminy? Gdy powstanie świniarnia, nikt tu nie przyjedzie. Jako młoda mieszkanka i obywatelka wspólnie z innymi wybraliśmy pana, gdyż uważaliśmy, że nas pan ochroni. Jednak musimy wziąć sprawy w swoje ręce, gdyż nie do końca wywiązuje się pan ze swoich obowiązków. Pobiera pan pensję, więc może podzielmy ją wśród tych, którzy się wypowiadali i bronią gminy. Życie ludzkie jest ponad pieniądze. Niech pan się nie zasłania, że idzie pan zgodnie z prawem. To nie jest zgodne z prawem. Mogę panu zakupić egzemplarz Konstytucji. Może pan to jednak przemyśli? – Jestem zbulwersowana. Rozumiem, że targają nami emocje. Chciałam na początku gratulować tego wystąpienia. Żyjemy w wolnym kraju, możemy kulturalnie wypowiadać się na każdy temat. W szkole uczymy kultury żywego słowa i kultury na co dzień. Jednak nie w ten sposób. Pod tym się nie podpiszę – powiedziała sołtys Polskiej Wsi, Kamila Kozicka. R. Łabanowicz jeszcze dopowiedział: – Jest pani młodą osobą, wypowiedziała się pani emocjonalnie. Ja to rozumiem. Jeśli te słowa uraziły pana burmistrza, to w imieniu Komitetu Protestacyjnego bardzo serdecznie chcę przeprosić. Jednak jedyną siłą tych, którzy są „za” tą inwestycję jest obrzucanie nas błotem w komentarzach w internecie. – Nie po to startowałem na burmistrza, by obrażać się taką wypowiedzią. Jako gmina, przez tę kadencję robimy wiele dla ekologii. Cieszę się, że kilka merytorycznych rzeczy zostało przemyconych w tej dyskusji. Dyskusja na temat rolnictwa musi być szersza. Jestem dumny z tego, co udało się zrobić w tej kadencji. Nasza gmina w tym roku ma prawie 40 procent na inwestycje. Na inwestycje ekologiczne idą miliony złotych. Nie róbcie ze mnie strony w tym sporze, mam zadanie do wykonania, a jestem przekonany, że z tego postępowania gmina może wyjść bogatsza i silniejsza. Trzeba bardzo dokładnie rozważyć tę sytuację. Ja jeszcze nie znam tej decyzji – tłumaczył na zakończenie ok. czterogodzinnej dyskusji Adam Serwatka. Spotkanie w M-GOK poprowadził przewodniczący RMGK Jan Borkowicz.
JAROSŁAW WALERCZAK