Shadow

Sprawa głośnego gwałtu. RPO wniósł o kasację wyroku. Sąd Najwyższy przychylił się do wniosku

Pół roku temu tą sprawą żyły ogólnopolskie media. Kobieta zwana Katarzyną, miała być ofiarą gwałtu. Sprawca przyznał się do tego w nagraniu wideo. Mimo to wymiar sprawiedliwości umorzył postępowanie wobec niego, a w oddzielnej sprawie skazał kobietę na więzienie za składanie fałszywych zeznań w tej samej sprawie. „Z ofiary gwałtu stała się skazaną” – pisała autorka głośnego reportażu, Maja Staśko. Wyrok oburzył Rzecznika Praw Obywatelskich, który wniósł do Sądu Najwyższego o kasację w sprawie decyzji sądu, który utrzymał postanowienie o umorzeniu śledztwa. Sąd Najwyższy uwzględnił kasację i nakazał ponowne zbadanie sprawy umorzenia przez sąd I instancji.
Opisanie we wrześniu ubiegłego roku w mediach sprawy Katarzyny, mieszkanki podgnieźnieńskiej wsi, wywołało falę komentarzy, a sprawa nabrała ogólnopolskiego charakteru. Kobieta była nękana przez znajomego z sąsiedniej wsi, który w końcu dopuścił się na niej gwałtu. Przyznał się do tego czynu w nagranym przez męża Katarzyny filmie. Mimo tego mężczyzna dalej napastował kobietę, na ulicy oraz w jej domu. Sprawa trafiła na policję, jednak ofiara zapamiętała kontakt z tą instytucją jako traumę. „Zeznania na policji to był koszmar. Sprawa dotyczyła naruszenia miru, ale mówiłam też o gwałcie. Policjant stwierdził, że sprowokowałam Marcina spódniczką. Potem wyznał, że on z własnego doświadczenia wie, że nie ma przyjaźni między kobietą a mężczyzną. Ciągle się niecierpliwił, był złośliwy. Wyszłam i nie podpisałam tych zeznań” – mówiła Katarzyna w reportażu Wirtualnej Polski (Marcin – to zmienione przez autorkę reportażu imię mężczyzny). Sprawy o gwałt nie wszczęto z urzędu. Zrobiono to dopiero po interwencji pełnomocnika pokrzywdzonej, jednak i tutaj Katarzyna natrafiła na presję.
Prowadząca postępowanie prokurator miała domagać się konfrontacji kobiety z jej katem. „Taka sytuacja jest niedopuszczalna” – mówił w reportażu Michał Smętkowski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. Mimo to, po roku sprawę gwałtu umorzono. W postępowanie włączył się Rzecznik Praw Obywatelskich, który po zapoznaniu się z dokumentami, zaskarżył umorzenie oraz wniósł do Sądu Najwyższego kasację od postanowienia Sądu Rejonowego w Gnieźnie. Wniósł także o ponowne rozpatrzenie sprawy. W międzyczasie ten sam sąd skazał Katarzynę na karę więzienia za składanie fałszywych zeznań (że nie utrzymywała kontaktów seksualnych z mężczyzną, który miał ją zgwałcić). Koszmar powrócił.Podczas rozprawy kobieta na korytarzu spotykała oprawcę. Została skazana za fałszywe składanie zeznań na 3 miesiące pozbawienia wolności oraz karę 9 miesięcy ograniczenia wolności polegającą na obowiązku wykonywania nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 30 godzin w stosunku miesięcznym. Mężczyzna, który przyznał się do gwałtu, pozostał na wolności, a Katarzyna czekała na uprawomocnienie wyroku.
„Wszyscy jesteśmy Katarzyną!”
Nagłośnienie bulwersującej sprawy sprowokowało manifestację pod gnieźnieńskim sądem w obronie Katarzyny. Zebrani pod hasłem „Gwiżdżemy na taką sprawiedliwość”, mówili o haniebnym wyroku. – Katarzyna jest wśród nas – mówiła wówczas autorka reportażu Maja Staśko. – Nie chciała się wypowiadać na demonstracji, bo to mogłoby wpłynąć na jej sprawę. Obawiała się też fali hejtu, linczu i obmawiania. Żyje w niewielkiej wsi, wszyscy się tu znają. Nie znalazłaby spokoju do końca życia. Ale jest tutaj. Może wśród nas jest więcej Katarzyn – kobiet, które doświadczyły przemocy, a które wciąż się ucisza. Gdy opowiedzą o tym, co je spotkało, są nieustannie karane: obwinia się je, wyklucza, stygmatyzuje. Oskarża o przekroczenie granic obrony koniecznej czy o pomówienie. Albo skazuje na więzienie. Katarzyna jest wśród nas. Każda z nas może być Katarzyną – zwracała uwagę. Na tym sprawa się nie skończyła.
Zainterweniował Rzecznik Praw Obywatelskich, który w swej kasacji do Sądu Najwyższego zaskarżył prawomocne postanowienie sądu rejonowego w Gnieźnie utrzymujące w mocy postanowienie prokuratora o umorzeniu śledztwa prowadzonego przeciwko podejrzanemu. Wniósł o jego uchylenie i ponowne rozpoznanie przez sąd. „W ocenie RPO decyzja o umorzeniu śledztwa zapadła przedwcześnie. W sprawie istniały liczne niejasności, sąd nie rozważył wszystkich zarzutów z zażalenia pełnomocnika pokrzywdzonej, a także arbitralnie odmówił wiarygodności zeznaniom pokrzywdzonej.
Co więcej, zgromadzony materiał dowodowy sprawy był niepełny i wymagał poszerzenia. Pominięte zostały także niektóre zeznania świadków, które być może doprowadziłyby do usunięcia istniejących rozbieżności i wątpliwości. RPO podkreślił, że w tak złożonej dowodowo sprawie, wiarygodność podejrzanego i pokrzywdzonej winna być weryfikowana wszelkimi możliwymi czynnościami procesowymi” – informuje biuro RPO. 30 stycznia 2020 r. Sąd Najwyższy zgodził się z RPO i uwzględnił jego kasację. Uchylił zaskarżone postanowienie i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania do sądu.
Według raportu Fundacji STER z 2016 r. pt. „Przełamać tabu, Raport o przemocy seksualnej”, najczęściej sprawcą gwałtu był były (63,3%) lub obecny partner (21,4%). Najczęściej wskazywanym sprawcą próby gwałtu jest były partner (34%), kolega/przyjaciel (27,2%), mężczyzna znany „z widzenia” (20,4%) lub dopiero co poznany (18,4%). Tylko w ponad 16 procentach przypadków próby gwałtu dokonał mężczyzna nieznany kobiecie. ALEKSANDER KARWOWSKI