Srawa, Babia Góra, Kareja, Kierkowo – skąd się wzięły znane gnieźnianom nazwy?

Toponimy, czyli nazwy miejsc – to bardzo ciekawa część językoznawstwa, która odkrywa przed nami podłoże nazwania jakiejś miejscowości, miejsca, budynku, czy lasu lub łąki. Gnieźnianie posługują się swoimi nazwami, które nie zawsze są zapisane w metrykach i innych dokumentach, ale wielu o nie zapytanych, bezbłędnie wskaże te miejsca na podstawie samej tylko nazwy. Od lat korzenie tych nazw bada prof. UAM dr hab. Eliza Grzelak, która o swoich odkryciach mówiła podczas kolejnej odsłony Gnieźnieńskich Konserwatoriów Historycznych.
Gnieźnieńskie Konserwatoria Historyczne, to cykl ciekawych wykładów, traktujących o historiiGniezna i ziemi gnieźnieńskiej. Comiesięczne spotkania wszystkich miłośników historii naszego regionu, współorganizują Instytut Kultury Europejskiej UAM i Muzeum Początków Państwa Polskiego. Kolejny temat wykładu, po którym następuje dyskusja prelegenta z uczestnikami spotkania, przyciągnął nadkomplet publiczności. Temat, który okazał się tak bardzo atrakcyjny, opisywał nazwy miejsc, które funkcjonują w języku używanym przez gnieźnian. „Historia zapisana w nazwach własnych. O toponimii Gniezna” – tak brzmiał pełen tytuł spotkania, które miało miejsce 6 grudnia w budynku IKE przy ul. Kostrzewskiego. Tym razem wszystkich chętnych gnieźnian w podróż po nazwach, które niemal każdemu przynoszą jakieś skojarzenia zaprosiła prof. Eliza Grzelak, językoznawczyni, pracownik naukowy IKE. – Najciekawsze są te nazwy, które nigdy nie zostały zapisane, ale zachowały się w pamięci społecznej – zauważa prowadząca wykład. – Są to nazwy przekazywane z pokolenia na pokolenie, opisują np. obiekty, które już nie istnieją, a których nazwa ciągle obowiązuje – wyjaśnia. Gniezno rzekę swoją ma, choć nie płynie już wartkim, odkrytym nurtem, to relikty dawnego cieku co jakiś czas nam się ukazują. Ta rzeka to Srawa i nazwa jej ciągle w społeczności lokalnej się pojawia. – To nazwa o praindoeuropejskich korzeniach. O rzece prawie nikt już nie pamięta, ale nazwa obowiązuje – zaznacza prof. Grzelak. Te dzieci, co bawić się lubiły w Parku Miejskim, wiedziały, że najbardziej do wszelakich szaleństw nadawała się Babia Góra. – Jest ona prasłowiańska i mimo że ta nazwa nigdzie nie została zapisana – przetrwała – dodaje. Prof. Eliza Grzelak bardzo skrupulatnie w trakcie wykładu przedstawiła etymologię nazwy Kareja, wywołując na niejednej zasłuchanej twarzy zaskoczenie. Dalej padały takie nazwy jak „Pod Lwem”, „Korab”, „Szara Willa”, czy „Kierkowo”. – To bardzo ciekawa nazwa – przyznaje prof. Grzelak mówiąc o tej ostatniej. – Nazwa odnosi się do terenu, na którym jest obecnie Szkoła Podstawowa nr 7 przy ul. Paczkowskiego. Zastanawialiśmy się z moim panem profesorem i rozstrzygaliśmy, czy to nazwa wzięta od tego, że szkołę wybudowano za czasów Edwarda Gierka, tylko wypowiadane bezdźwięcznie, jak to w Wielkopolsce się mówi. Jednak po badaniu terenu i historii okazało się, że to nazwa zaczerpnięta od „kirkutu”, czyli żydowskiego cmentarza, na którym szkołę zbudowano – wyjaśnia. Kawiary? – Tu był wybór, czy to od podmokłego terenu czy żydowskiego cmentarza. Badania wykazały, że nie ma żadnego dokumentu mówiącego o cmentarzu żydowskim w tym miejscu, więc kierujemy się w stronę topografii – spostrzega E. Grzelak. Przy okazji spotkania pani profesor podzieliła się swoimi pytaniami, dotyczącymi niektórych nazw. Jedną z tych dotychczas nieodgadnionych, był „Orchół” obok Dębówca. – Nazwa może pochodzić od dwóch praindoeuropejskich słów. Pierwsze oznacza „wodę płynącą”, a drugie „zakręt”, czyli że osada znajduje się na zakręcie wiru rzeki. Jednak osadnictwo w tym miejscu datowane było na XVII lub XVIII wiek, więc nie mogło mieć nazwy praindoeuropejskiej. Dopiero dwa lata po obronie doktoratu, kiedy te nazwy zaprezentowałam, wykopaliska archeologiczne udowodniły wprost, że osada jest dużo bardziej stara niż nam się wydawało i mieszkańcy mogli być faktycznie nośnikiem nazwy tych terenów – twierdzi profesor. Spotkanie, które cieszyło się nadkompletem publiczności, dla której musiano dostawiać kolejne krzesła, stało się także okazją do zadawania pytań wykładowcy o inne nazwy funkcjonujące w obiegu. Te nazwy cały czas się tworzą. Dziś nie ma już trzech wiaduktów kolejowych w rejonie Alei Reymonta, ale czy gnieźnianie ostatnich pokoleń, mimo to zaprzestaną mówić o tej przeprawie pod torami inaczej niż „trzy mosty”? Rozwinięcie korzeni powyższych – oraz innych – gnieźnieńskich nazw, można znaleźć w książce prof. Elizy Grzelak. ALEKSANDER KARWOWSKI