Szpital: dopłata, komercjalizacja albo… likwidacja?

Sprawozdanie roczne z wykonania planu finansowego Szpitala Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie za 2018 rok i aktualna sytuacja ekonomiczna lecznicy stały się jednym z głównych tematów minionej sesji Rady Powiatu Gnieźnieńskiego. I – jak można było łatwo przewidzieć – punkt ten wywołał ożywioną dyskusję. Po raz pierwszy bowiem oficjalnie wybrzmiało to, o czym „poza protokołem” mówiło się od dłuższego czasu; wynik finansowy gnieźnieńskiej lecznicy w roku sprawozdawczym zamyka się niemałą stratą, bowiem w kwocie prawie (-) 7,5 mln zł.
Sprawozdanie roczne z wykonania planu finansowego szpitala za miniony rok przedstawił Sebastian Rzymyszkiewicz, główny księgowy gnieźnieńskiej lecznicy.
*Rok 2018 w liczbach*
– Po stronie przychodów: w lecznictwie stacjonarnym i specjalistycznym, tj. nasze oddziały szpitalne i poradnie, odnotowaliśmy wykonanie na poziomie 63 905 548,64 zł, co stanowi 102,78% w stosunku do planu; w pogotowiu ratunkowym na poziomie 8 095 394,57 zł (105,43%); w usługach diagnostycznych na poziomie 1 200 000,00 zł (102,52%); usługi komórek pomocniczych 1 062 437,70 zł (110,67%); w pozostałych kosztach na poziomie 3 009 734,71 zł (122,85%). Przychody finansowe odnotowaliśmy na poziomie 187,98% w stosunku do planu. Razem przychody za 2018 rok wykonane zostały na poziomie 77 329 615,73 zł, co stanowi 118,96% w stosunku do planu. Po stronie kosztów: w działalności operacyjnej mamy zużycie materiałów, leków i energiiwykonanie na poziomie 14 753 534,09 zł (109,15%), w usługach obcych 29 913 608,54 zł (112,39%), podatki i opłaty 125 000,00 zł (103,14%), wynagrodzenia pracowników 29 592 277,97 zł (109,58%), świadczenia na rzecz pracowników 5 914 764,06 zł (102,08%), amortyzacja ukształtowała się na poziomie 3 008 362,26 zł (91,16%) i tzw. pozostałe na poziomie 488 529,54 zł (106,2%). Pozostałe koszty operacyjne ukształtowały się na poziomie 308 882,39 zł, tj. 237,60% w stosunku do planu. Koszty finansowe ukształtowały się na poziomie 677 486,72 zł, tj. 127,83% w stosunku do planu. Razem odnotowaliśmy koszty na poziomie 84 788 267, 32 zł, co stanowi 109,43% w stosunku do planu. Strata planowana była na poziomie (-) 2 950 896,82 zł, wykonanie jest na poziomie (-) 7 490 084,59 zł, co stanowi 253,84% w stosunku do straty planowanej – relacjonował główny księgowy.
*Pytania o II etap inwestycji, pytania o wzrost kosztów w szpitalu*
Jako pierwszy głos w dyskusji zabrał radny Jaromir Dziel. – Czy w ubiegłym roku wydatkowano jakiekolwiek środki z budżetu szpitala na budowę nowego obiektu? Czy ten plan i jego wykonanie mogły upoważniać decydentów do tego, żeby na ten rok planować budowę szpitala ze środków własnych – pytał radny. – Jeżeli chodzi o wkład własny szpitala, to jesteśmy zobowiązani, zgodnie z zapisami ustawy o działalności leczniczej, zabezpieczać odpowiedni procent w inwestycjach. W zeszłym roku było to 3,76% od udziału, który dostajemy ze Starostwa Powiatowego w Gnieźnie, to jest kwota około miliona złotych – tłumaczył S. Rzymyszkiewicz. – Jeżeli chodzi o II etap inwestycji, to plan jest taki, żebyśmy to po prostu wybudowali za własne środki z tego tytułu, że nie ma możliwości, żebyśmy się finansowali źródłem zewnętrznym. A własne środki pochodzą z kapitałów zewnętrznych, czyli z pożyczki – dodał.
Do dyskusji włączył się radny Marcin Makohoński, który zwracając uwagę na to, że przedstawione wykonanie planu finansowego jest „wstępne”, zapytał na ile realna jest wskazywana w tym planie strata, oszacowana na poziomie ok. 7,5 mln zł. – Jeżeli chodzi o realność planu, to zakończyliśmy już księgowanie i robimy sprawozdanie. Różnica między wstępnym sprawozdaniem, a tym właściwym, które będziemy składać rewidentom, jest w granicach 40 tys. zł. Ten plan się troszeczkę polepszył, czyli strata się umniejszyła – odpowiedział księgowy.
Radny Stanisław Szczepański zapytał o zwiększoną o ponad 2 mln zł w ciągu roku (z nieco ponad 27 mln zł do ok. 29,6 mln zł) kwotę na wynagrodzenia dla pracowników, dopytując czy dotyczyła ona lekarzy, czy pielęgniarek. – Wszystkie grupy zawodowe dostały podwyżkę zgodnie z ustawą o minimalnym wynagrodzeniu w zawodach medycznych. Jeżeli chodzi o pielęgniarki, to większościowo dostaliśmy zwrot z Narodowego Funduszu Zdrowia, tylko ten zwrot nie pokrywa jak gdyby wszystkich pochodnych. Jeżeli chodzi o sumę roczną, to jest to między 500 a 700 tys. zł, jeżeli chodzi o dodatkowe pochodne; około 5 mln zł stanowi kwota, którą dostajemy na pielęgniarki w trakcie roku. Jeżeli chodzi o pozostałą kwotę, czyli kwotę większościową, to w zdecydowanej ilości są to podwyżki dla lekarzy, które były dokonywane w trakcie roku. Mamy tych lekarzy ponad 130, a około 80% pracuje w granicach około 200 godzin miesięcznie. Jeżeli pomnożymy to przez ilość lekarzy, przez cały rok, daje to 250 – 260 tysięcy godzin i zwiększenie stawki lekarza o 10 zł daje efekt w postaci 2,5 mln zł. Jeżeli zwiększylibyśmy wszystkim lekarzom w trakcie roku o 20 zł, to mamy efekt 5 mln zł. Te podwyżki nie były dokonywane od 1 stycznia, tylko w trakcie roku i ta kwota urosła do tych rozmiarów – tłumaczył główny księgowy.
Radna Beata Tarczyńska poruszyła natomiast kwestię oddziału laryngologicznego, a słysząc, że oddział ten jest stratny na poziomie około 2 mln zł, przy przychodach w granicach 600 tys. zł, zapytała, jaka przyszłość czeka ten oddział. Tu odpowiedzi udzielił Michał Ogrodowicz, p.o. dyrektora szpitala. – Oddział laryngologiczny jest rzeczywiście deficytowy. Mamy problem związany z wprowadzeniem sieci szpitali i ryczałtu. To jest duży minus, dlatego, że w tej chwili rzeczywiście szpital w Gnieźnie poprzez reaktywację oddziału otrzymał drugi stopień referencyjności w sieci. Na dzisiaj nie mamy możliwości zwiększenia tego ryczałtu, niż poprzez realizację procedur pozaryczałtowych, czyli mam na myśli tutaj procedury onkologiczne, rozliczane w pakiecie onkologicznym i poza tym pakietem. Oddział laryngologiczny takich procedur nie realizuje w tej chwili. Będziemy rozmawiali w Narodowym Funduszu Zdrowia na ten temat, czy jest możliwość zwiększenia finansowania tego oddziału. Od tego zależy to, czy ten oddział po prostu będzie w stanie poprawić wynik finansowy – tłumaczył dyrektor.
Względem przedłożonego sprawozdania pytania miał także Janusz Bukowski, nieetatowy członek Zarządu Powiatu, wskazując m.in. na wzrost wysokości świadczeń na rzecz pracowników i tzw. pozostałych kosztów operacyjnych. W odpowiedzi usłyszał, że zaplanowane koszty nie uwzględniały pewnych wydatków, które nastąpiły w roku sprawozdawczym, tj. np. zakupu odzieży dla ratowników medycznych, czy leczenia pacjenta z Ukrainy.
*„Pożyczacie pieniądze w parabankach?”*
Radny Jacek Kowalski powrócił do tematu straty i ewentualnego finansowania inwestycji z pożyczki. – Tak się zastanawiam, który bank udzieli szpitalowi pożyczki przy stracie ponad 7 mln zł? Jak to jest realne? Dla mnie to jest nie do przyjęcia. Przy tak ogromnej stracie planujecie inwestycję z własnych środków i liczycie na to, że któryś bank wam jej udzieli? Nie wiem…to chyba jakiś parabank – mówił radny. Główny księgowy jakby potwierdził przypuszczenie radnego. – Jeżeli chodzi o banki, to rzeczywiście polityka ryzyka kredytowego w banku nie pozwala na takie zabezpieczenie przy takich wynikach, jeżeli chodzi o typowe spółki prawa handlowego. Natomiast SP ZOZ jest specyficzną jednostką i pomimo ujemnych wyników finansowych, to finansowanie uzyskujemy. Różnica jest taka, że jeżeli chodzi o zabezpieczenie, to parabanki życzą sobie tylko weksel przy tych kwotach, natomiast banki oprócz weksla chcą jeszcze zabezpieczenia w kontrakcie, zabezpieczenia w hipotece i ewentualnie poręczenia starostwa. Dwa lata temu, jak podchodziliśmy do finansowania na poziomie 5 mln zł, to banki już raczej nie chciały z nami współpracować, w ogóle ich dział ryzyka nie pozwalał na przekazanie nam takiego kredytowania. Skorzystaliśmy wtedy z firmy Magellan, to jest taki parabank, który teraz nazywa się BFF Polska. Jesteśmy w trakcie rozmów z tą instytucją i oni są zainteresowani i chętni, żeby nam dawać takie wysokie finansowanie pomimo takich dużych strat – mówił S. Rzymyszkiewicz.
Radny M. Makohoński zapytał, czy dyrekcja szpitala w dalszym ciągu planuje z tej pożyczki zakupić działki na rzecz parkingu, na co usłyszał twierdzącą odpowiedź. Do dyskusji włączył się radny Robert Andrzejewski. – Nie jestem pewny, czy dobrze zrozumiałem: bo zrozumiałem, że od dwóch lat pożyczacie pieniądze w parabankach – dopytywał radny. – Tak, to prawda. To jest jedyna instytucja, która na dzisiaj, przy takim zadłużeniu szpitala, jest w stanie udzielić nam finansowania na analogicznych warunkach jak banki, z tym, że zabezpieczeniem jest tylko weksel. A jeżeli chodzi o warunki, to oprocentowanie takiej pożyczki jest w granicach niecałych 5% – odpowiedział główny księgowy. Radna Danuta Winiarska, kontynuując temat zapytała: na co była wzięta pożyczka z Magellana. – Bo rozumiem, że te pieniądze nie poszły na inwestycję, tylko one zostały przejedzone. Została niewielka część, która zostanie spożytkowana na coś konkretnego, czyli na zakup ziemi pod parking. Czy tak jest rzeczywiście? Ile zostało z tej pożyczki? Ile zostało wydatkowane i na co – dopytywała radna. – Finansowanie w zeszłym roku zostało zwiększone o 5 mln zł i zostało przeznaczone na bieżącą działalność, chodzi o spłatę zobowiązań wobec dostawców z tego tytułu, że wynik został przekroczony o prawie 5 mln zł, więc prawie 5 mln zł zostało przeznaczone na spłatę zobowiązań. Tam zostało jeszcze trochę na koniec roku, także zakup ziemi będzie finansowany z tej różnicy – wyliczał księgowy. Pytanie radnej „zelektryzowało” radnego M. Makohońskiego. – Słowo „przejedzone” jest tutaj trochę na wyrost. „Przejedzona” to została przychodnia na Winiarach, która za 4,5 mln zł została sprzedana, aby pokryć wynik ujemny szpitala. Wtedy można było mówić o „przejedzeniu”. A tutaj, wystarczy przeanalizować tabelki, nie zostało to „przejedzone”, a wręcz przeciwnie: zainwestowane w szpital i w ludzi – wskazywał radny.
*Dopłata, komercjalizacja albo… likwidacja?*
W dalszej części obrad przy mównicy stanęła posłanka Paulina Hennig – Kloska, która przypomniała, że już w połowie ubiegłego roku podnosiła temat trudnej sytuacji finansowo – ekonomicznej w szpitalu, wskazując wówczas na niesprzyjającą w ostatnich latach politykę rządu względem szpitali powiatowych w ogóle, a także na „rozrzutną politykę” urzędującej wówczas w gnieźnieńskiej lecznicy dyrekcji. Zapytała jednocześnie o aktualną sytuację i program naprawczy jednostki. – Budżet szpitala oscyluje w granicach 70 mln zł rocznie. Bieżące wyniki wskazują na to, że jeszcze w tej chwili szpital się zadłuża w tempie około 700 tys. zł miesięcznie, myślę tutaj o wymiarze czysto związanym ze środkami pieniężnymi. Ryczałt szpitala oscyluje w granicach 62 mln zł – mówił M. Ogrodowicz, dodając, że plan naprawczy szpitala wraz z propozycjami dotyczącymi możliwości zwiększenia finansowania jego działalności i optymalizacji strony kosztowej będzie gotowy w ciągu miesiąca. Odpowiadając na pytanie radnego J. Dziela, dotyczące konsekwencji wyniku finansowego za rok ubiegły, dyrektor odpowiedział: – Zgodnie z zapisami ustawy o działalności leczniczej samodzielny publiczny zakład opieki zdrowotnej, bo takim jest szpital, pokrywa stratę z własnych funduszy. Jeżeli takiej możliwości nie ma, a mamy tutaj do czynienia z taką sytuacją, to wtedy do pokrycia tej straty zobowiązany jest podmiot tworzący. Jeżeli podmiot tworzący nie ma na to środków, to w określonym czasie musi podjąć uchwałę albo o likwidacji SP ZOZ, albo też podjąć inną decyzję, np. o komercjalizacji, czyli przekształceniu w spółkę – tłumaczył M. Ogrodowicz.
Kontynuując ten temat radny M. Makohoński zapytał dyrektora o jego zdanie w kwestii ewentualnej komercjalizacji „jako ratunku” dla szpitala. – Osobiście nie traktowałbym tego w kategoriach ratunku, dlatego, że w mojej ocenie komercjalizacja tak naprawdę to tylko i wyłącznie zmiana formy prawnej funkcjonowania zakładu. Dla mnie jest istotne to, że w tej chwili mamy sytuację, w której działalność podstawowa medyczna, którą prowadzimy, jest deficytowa i to jest tutaj największym problemem. Natomiast czy szpital będzie nadal działał w tej formie, czy też nie, tę decyzję musi podjąć podmiot tworzący – odpowiedział dyrektor. Radna Beata Tarczyńska zwróciła uwagę na to, że przekształcenie nie zniweluje skutecznie długu, który zostanie przejęty przez organ zarządzający, wskazywała również, że spółki też generują straty. W dalszej części swojej wypowiedzi radna wskazywała na jeszcze jedną rzecz. – Czy szpital należy traktować jako zakład, który coś wytwarza, czy jest to zakład, który ma w stosunku do mieszkańców powiatu formę usługodawcy? Czy dyrektor miał zamykać oddziały i poradnie, czy je rozwijać? (…) Myślę, że obecna dyrekcja też za punkt honoru winna przyjąć, żeby nasz szpital się rozwijał, a nie zwijał – mówiła radna, dodając że gnieźnieński szpital powinien być rozwojowy i na wysokim poziomie.
*Dlaczego wszyscy mieszkańcy powiatu gnieźnieńskiego nie mają willi? *
Dalsza część dyskusji zeszła na temat finansowania, z tym że radni zaczęli mówić i o finansowaniu inwestycji rozbudowy szpitala i o finansowaniu bieżącego funkcjonowania jednostki. W tej części radny Dariusz Igliński zwracał uwagę na to, że powinno się te dwie rzeczy rozgraniczyć, wskazując jednocześnie, że w minionych latach z budżetu centralnego w formie dofinansowań przekazywane były środki na rozbudowę, a nie na działalność bieżącą. Dodał również, że problemem jest złe dopasowanie ryczałtu i wskazywał na konieczność zmiany systemu finansowania szpitali. Radny J. Dziel przypomniał, że po zmianie władzy w Starostwie Powiatowym w Gnieźnie zmieniło się także podejście rządu w kwestii dofinansowania dla inwestycji w szpitalu, a radna B. Tarczyńska stwierdziła, że być może o pomoc finansową należy się zwrócić do Marszałka Województwa Wielkopolskiego. Ożywiona dyskusja trwała, aż w końcu głos zabrał sam starosta Piotr Gruszczyński. – Urząd Marszałkowski nie ma tytułu do tego, żeby finansować rozbudowę szpitali powiatowych. Natomiast tytuł do tego ma budżet państwa. Z trzech parlamentarzystów PiS, dwóch zagłosowało przeciwko poprawkom wniesionym przez parlamentarzystów opozycyjnych, dotyczącymdofinansowania rozbudowy szpitala. Dlatego ja nie rozumiem taktyki radnej Beaty Tarczyńskiej, co tak naprawdę chce osiągnąć. Parafrazując pewną wypowiedź z filmu „Miś”: my tak naprawdę wybudowaliśmy szpital na miarę naszych oczekiwań. Dlaczego wszyscy mieszkańcy powiatu gnieźnieńskiego nie mają willi? Bo ich na to nie stać! Ale mogą iść po kredyt do banku. Tylko, że jeśli będą zarabiać 5 tys. zł, a rata będzie 7 tys. zł, to będziemy mieli piękną katastrofę. I my przed tym w tej chwili się bronimy. Oczywiście, można używać akademickich sformułowań „zwijamy”, „rozwijamy”. My chcemy rozwijać. Tylko, że doprowadzono do takiej sytuacji, że już nie wiemy czym my to mamy rozwijać. I to jest problem – podsumował starosta.
KINGA STRZELEC