Ten sezon ma być dialogiem


O nowym sezonie artystycznym oraz zmianie na stanowisku zastępcy dyrektora w teatrze z Joanną Nowak, dyrektorem Teatru im. A. Fredry rozmawia Aleksander Karwowski. Trzy lata kieruje Pani gnieźnieńską sceną, jak z perspektywy czasu wspomina Pani początki pracy tutaj? Coś zaskoczyło szczególnie? – Zaskoczenie nie było wielkie, gdyż przejmując ten teatr zarówno ja, jak i Łukasz Gajdzis, obejmujący wówczas funkcję kierownika artystycznego, dokładnie wiedzieliśmy w jakich warunkach nam przyjdzie pracować, z kim i w jakim mieście. Zaczęła się ciężka praca nad zmianą wizerunku tej instytucji. Zastaliśmy tu rzetelny i profesjonalny teatr, aczkolwiek funkcjonujący w innej formule artystycznej niż nasze wyobrażenia o współczesnej, europejskiej scenie. Zadeklarowałam podczas konkursu, że będę się starać, by Teatr im. A. Fredry był bardziej nowoczesny, europejski i otwarty na różne języki teatralne. Należało otworzyć się na nowych twórców z Europy i świata, no i przede wszystkim na nowy repertuar, jako że dotychczas byliśmy postrzegani jako miejsce realizacji lektur i bajek, jednym słowem teatr szkolny. Naszym zadaniem było też znalezienie nowego widza i przekonanie mieszkańców Gniezna, że teatr to taki rodzaj spędzania wolnego czasu, że warto dla niego wieczorem wyjść z domu. Przez te trzy lata udało nam się zgromadzić na gnieźnieńskiej scenie zestaw świetnych nazwisk, liczących się na współczesnym rynku teatralnym. Naprawdę jestem zadowolona, że tutejsza publiczność chce oglądać sztukę mówiącą o ważnych problemach społecznych, dotykającą bezpośrednio tego, co się dzieje obecnie w kraju i na świecie. Na początku mnie straszono, że nowy język teatralny w Gnieźnie się nie przyjmie, że coś będzie za trudne „jak na Gniezno”, że będzie tu trzeba stosować taryfę ulgową – zawsze jednak broniłam się przed tego typu stwierdzeniami i to się sprawdziło. – Dostała Pani szansę prowadzenia teatru przez kolejne pięć lat bez organizowania konkursu. To chyba zaufanie ze strony Zarządu Województwa Wielkopolskiego? – To dowód zaufania i potwierdzenie, że nie zawiedliśmy pokładanych w nas nadziei. Podobno radni sejmiku wojewódzkiego początkowo nie bardzo wierzyli, że uda się tak spektakularnie zmienić ten teatr, że marka Teatru im. Aleksandra Fredry nabierze innych walorów niż dotychczasowe i że będzie można jego pozycję na polskim rynku teatralnym tak wyraźnie zredefiniować. Myślę, że ta duża życzliwość ze strony władz samorządu była pozytywnym zaskoczeniem; doceniono bowiem fakt, że udało się, mimo niezbyt wysokiej dotacji i przy najniższym budżecie ze wszystkich scen wielkopolskich, stworzyć teatr, który satysfakcjonuje i nas, i naszego organizatora, i przede wszystkim naszą publiczność. To wspólny sukces wszystkich pracowników teatru i wszystkich artystów, którzy poświęcili mu swój czas i talent. Nowy kontrakt jest chyba dowodem na to, że było warto przez te trzy sezony ciężko pracować. – Nastał wrzesień, czyli rusza nowy sezon artystyczny w teatrze. Powinniśmy spodziewać się zmian, czy może będzie kontynuacja rozpoczętej drogi? – Sezon jest w pewnym sensie jubileuszowy, bo w tym roku teatr obchodzi siedemdziesięciolecie powstania i choć rocznica wypadała w maju, to z powodu trwających inwestycji rocznicowe świętowanie nam się przesunęło. Nie chcemy jednak organizować jakiejś wielkiej fety czy gali – pragniemy, by cały sezon przypominał o tym jubileuszu. Zresztą najlepszym prezentem urodzinowym dla naszego „Fredry” są podjęte inwestycje, które nadadzą mu zupełnie nowe oblicze. Chcę jednak, by ten sezon był swego rodzaju dialogiem, rozmową o Polsce i Polakach, bo w końcu patron zobowiązuje, a przypomnę, że jesteśmy jedynym teatrem w kraju noszącym imię ojca komedii polskiej. Zaczynamy więc sztuką o Fredrze właśnie. Łukasz Gajdzis pracuje nad tekstem „Patron”, który jest częściowo oparty na dokumentach z epoki, fragmentach tekstów Fredry i innych polskich klasyków. Autorką „Patrona” jest Maria Spiss, dramaturg, reżyserka, finalistka Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej w 2014 r. Grudzień z kolei był przez ostatnie lata miesiącem przeznaczonym na premiery realizowane przez naszych zagranicznych rezydentów i tak będzie też w tym roku. Gościć będziemy absolwentkę Akademii Teatralnej w Sankt Petersburgu Jewgienię Bogińską, uczennicę Wieniamina Filsztyńskiego, która będzie u nas pracować od listopada do połowy grudnia, zapewne nad jakimś tekstem współczesnym, choć zostawiam tu wolną rękę reżyserce. Myślę, że spotkanie z rosyjską szkołą teatru może być dla naszych aktorów bardzo stymulujące i inspirujące. Na przełomie marca i kwietna planujemy kolejną premierę. Będzie spektakl przeznaczony na dużą scenę i tym razem będziemy starali się rozmawiać o Polsce i Polakach językiem sztuki współczesnej, ale w tonacji zdecydowanie satyrycznej, absurdalnej political fiction. Będzie to nowa wersja znanej sztuki Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk pt. „Szajba”, która miała swoją prapremierę przed siedmiu laty w Teatrze Polskim we Wrocławiu w reżyserii Jana Klaty. Dla nas przygotuje ją Marcin Liber. W nowym roku ruszy także nowa mała scena i chciałabym, by tam z klasyką i współczesnością mierzyli się bardzo młodzi ludzie. Na początek Filip Gieldon zrealizuje „Pannę Julię” Strindberga w opracowaniu dramaturgicznym Karoliny Kapralskiej. Wrócimy także do zapomnianego tekstu z I połowy XIX wieku – powieści „Listopad” Henryka Rzewuskiego, który to nieoczekiwanie bardzo współcześnie mówi o tym, jak trudno być Polakiem dziś i jak trudne to było wiele lat temu w czasach konfederacji barskiej. Literacki pojedynek dwóch stylów myślenia o Polsce i cywilizacji miał swoją sceniczną prapremierę, inscenizowaną przez Mikołaja Grabowskiego, w Poznaniu w styczniu 1982 roku i wtedy, podobnie jak dziś, tekst bardzo się rymował z rzeczywistością. U nas zrealizują go dramaturg Magda Kupryjanowicz i reżyser Tomasz Węgorzewski, a premiera przewidywana jest na maj. Oczywiście będzie także bajka dla dzieci i tutaj zaprosimy do współpracy absolwentów dobrej czeskiej i słowackiej szkoły teatru dla najmłodszych. – Od nowego sezonu nie będzie już w zespole Łukasza Gajdzisa, który był Pani zastępcą. – Łukasz był początkowo kierownikiem artystycznym, a później moim zastępcą i sprawował pieczę nie tylko nad działaniami natury stricte artystycznej, ale również nad wieloma innymi, jak chociażby edukacja, inwestycje, czy pozyskiwanie zewnętrznych środków finansowych. Doszliśmy jednak do wniosku, że nadszedł czas na nowe wyzwania i wspólnie podjęliśmy decyzję o rozstaniu. Łukasz jeszcze pracuje z nami, przygotowuje przecież „Patrona”, ale także do końca listopada będzie zajmował się prowadzeniem inwestycji, w przygotowaniu których i pozyskaniu na nie stosownych środków jego zasługi są nie do przecenienia. Od listopada konsultantem artystycznym naszego teatru zostanie natomiast Maria Spiss, reżyserka znana gnieźnieńskim widzom jako autorka spektaklu „Kto się boi Virginii Woolf?”, która jest także pedagogiem w krakowskiej PWST, więc myślę, że jej wiedza i dorobek twórczy bardzo się nam przydadzą. Sądzę, że będzie to kontynuacja tego co osiągnęliśmy wspólnie z Łukaszem – linii repertuarowej i formuły teatru zaangażowanego społecznie. Dalej będziemy walczyć o widza, bo Gniezno nie jest łatwym terenem. Miasto jest małe i populacja odbiorców teatru z natury rzeczy jest ograniczona. Pragniemy dbać o naszych dotychczasowych widzów i nieustannie przekonywać do siebie tych nieprzekonanych. Bardzo nam zależy, żeby nasze spektakle pokazywać poza stałą siedzibą, aby ludzie w Polsce przekonali się, że w Gnieźnie też są dobrzy aktorzy i dobry teatr. W październiku zaprezentujemy nasz spektakl „Gniazdo” na XVI Festiwalu Dramaturgii Współczesnej Rzeczywistość Przedstawiona w Zabrzu, a jeszcze wcześniej „Hotel pod Wesołym Karpiem” zagości w Pile. Zresztą nazwiska realizatorów, których dziś na pewno łatwiej jest dla nas pozyskać niż trzy lata temu pokazują, że teatr jest już w innym miejscu.