Shadow

„To był bardzo dobry sezon, a przed nami sezon powrotów twórców i wystawiania klasyki”

Fakty, recenzje i wyróżnienia oraz rozgłos w całym kraju mówią wprost – miniony sezon w Teatrze Fredry w Gnieźnie był jednym z najlepszych w minionych latach. Niespodziewanie przerwała go sytuacja pandemiczna i związana z nią przerwa repertuarowa, nieco psując jego intensywny finisz. Nowy sezon teatralny – podobnie jak w całej Polsce – stoi pod znakiem zapytania. Mimo to, władze teatru plany mają szerokie i zapraszają twórców, którzy już w Gnieźnie reżyserowali.
Spektakle: „Królowa. Freddie – jestem legendą”, „Historia przemocy”, „Atlas wysp odległych”, „Krótka rozmowa ze Śmiercią” i „I tak nikt mi nie uwierzy” – to premiery minionego już sezonu artystycznego w Tetrze Fredry. Wszystkie cieszyły się ogromnym zainteresowaniem publiczności, nie tylko w samym Gnieźnie, ale przede wszystkim rozgrzewały miłośników teatru w całej Polsce, którzy z różnym skutkiem starali się o bilety na te wydarzenia. Zaproszeni przez władze teatru reżyserzy, dramatopisarze, muzycy, aktorzy – to najgorętsze nazwiska polskiego teatru (choćby wspomnieć laureatów „Paszportów Polityki”). Niestety, sytuacja pandemiczna dodała małej goryczy na zakończenie tak udanego czasu, m.in. utrudniając realizację ostatniej premiery („I tak nikt mi nie uwierzy”), której pierwsze zagranie zbiegło się z decyzją o zamknięciu instytucji kultury. Co się jednak odwlecze… Teatr Fredry jako jeden z czterech w kraju dokończył sezon w czerwcu, doprowadzając już w okolicznościach dużych obostrzeń sanitarnych, do zaprezentowania widzom swojej ostatniej premiery. – I nieskromnie mówiąc, ona odbiła się największym echem w Polsce. Te echa dźwięczą do dzisiejszego dnia – cieszy się Joanna Nowak, dyrektorka gnieźnieńskiej sceny. Spektakle z Teatru Fredry były zapraszane na wszystkie liczące się festiwale w kraju, jednak te musiały zostać odwołane, mimo to – jak zapewnia szefowa teatru – kolejka reżyserów chętnych do pracy właśnie w Gnieźnie, stale się powiększa.
„Nie zwalniamy tempa”
Wszystkie teatry pracują obecnie w reżimie sanitarnym, co jest szczególnie niewygodne dla widzów, jednak ich bezpieczeństwo w zamkniętych pomieszczeniach sal widowiskowych jest priorytetem. Zapowiadana przez wielu epidemiologów druga fala zachorowań na koronawirusa, także jest elementem ryzyka, czy sezon będzie mógł przebiec w pełni, czy czeka go ponowna fala – jednak tym razem perturbacji, zawieszeń spektakli i „zamrożenia” teatralnego afisza. Kolejna niedogodność to cięcia finansów w instytucjach kultury. – Kultura zawsze pierwsza pada pod wpływem wszelkich oszczędności i cięć. Tak zawsze jest, kiedy miasto, województwo czy kraj szukają pieniędzy na ważne cele – zauważa smutną prawdę J. Nowak i mówi wprost o „mizerii finansowej”, która może wkraść się do teatrów. – Nowy sezon może być skromniejszy, ale planujemy go w formie prawie normalnej. Nie wiemy co przyniesie następny tydzień, czy miesiąc. Pracujemy jednak w tempie i profilu artystycznym, rozmachu, jak do tej pory – zapewnia.
W tym nowym, z pewnością bardzo specyficznym sezonie teatralnym, szykuje się jeszcze w tym roku kalendarzowym jedna premiera. Właśnie trwają do niej próby. „Kamionna. Opowieści rodzinne”, to spektakl oparty na opowiadaniu Jarosława Iwaszkiewicza pt. „Młyn nad Kamionną” (1950 r.). Reżyseruje Mateusz Bednarkiewicz na tekście Marty Sokołowskiej. Premiera odbędzie się 23 października. Rok 2021 rozpocznie się premierą sztuki reżyserowanej przez Marcina Wierzchowskiego. – To jeden z ciekawszych polskich reżyserów. Cieszymy się, że przyjął nasze zaproszenie. Prezentuje on zupełnie inne myślenie o teatrze i pracy z aktorem oraz poczucia estetyki teatralnej – mówi Maria Spiss, kierownik artystyczny Teatru Fredry. Premiera planowana jest na koniec lutego, a oparta będzie na autorskim scenariuszu reżysera i dramaturżki Justyny Bilik. Opowieść inspirowana będzie dwoma filmami: fabułą „Aż poleje się krew” i dokumentem „Gasland”. To nawiązanie do odkryć w USA ropy naftowej oraz złóż gazu w łupkach, ich wpływu na kraj nie tylko w skali makro (m.in. zanieczyszczenie środowiska, czy wpływ na gospodarkę), ale także w skali mikro – relacji międzyludzkich i społecznych. Akcja przeniesie się jednak do Polski. – Co by było, gdyby ten gaz łupkowy faktycznie wydobywano w Polsce. Co to by mogło zrobić z nami, jako ludźmi zamieszkującymi ten kraj, zarówno w sferze makro i mikro – zdradza M. Spiss. Spektakl będzie nawiązywał do pewnej gorączki, która opanowała Polskę, gdy podano informacje, że leży ona na złożach gazu zaklętego w owych łupkach.
Po 6 latach do Teatru Fredry powróci natomiast Justyna Łagowska z kryminałem pt. „I nie było już nikogo”, opartym na opowiadaniu Agathy Christie o tym samym tytule. Dramaturgiem i adaptatorem będzie Michał Kmiecik. Premiera planowa jest wstępnie na kwiecień. Radosław Rychcik (laureat „Paszportu Polityki”) wyreżyseruje natomiast w Gnieźnie spektakl oparty na dużej, polskiej klasyce. Tutaj duet Joanna Nowak – Maria Spiss, nie może jeszcze podać szczegółów, gdyż rozmowy z reżyserem jeszcze trwają. To nie koniec powrotów – sama M. Spiss ponownie wyreżyseruje spektakl. Oparty on będzie na klasyce literatury obcej. Oprócz wspomnianych już premier, widzowie będą mogli liczyć na wznowienia sztuk reżyserowanych i wystawianych w Gnieźnie wcześniej, tradycyjne Rezydencje Artystyczne autorów z innych krajów oraz liczne działania edukacyjne dla dzieci i młodzieży oraz propagujące twórczość patrona teatru – Aleksandra Fredrę. ALEKSANDER KARWOWSKI