„To nie widzi mi się – chcemy godnego życia”

Pod takim hasłem odbyła się 21 lutego pikieta przed zakładem Paroc w Trzemesznie. Deszczowa aura nie zniechęciła załogi firmy Paroc do zamanifestowania swojego niezadowolenia. Na demonstracji stawiło się zdaniem organizatorów około 300 osób.Pracownikom firmy Paroc często towarzyszyły ich rodziny. Momentami atmosfera była bardzo gorąca, nie brakowało emocji wyrażanych okrzykami, takimi jak „złodzieje” pod adresem zarządu zakładu, czy „dość pracy za miskę zupy”.
Pikietę zorganizowały związki zawodowe działające w trzemeszeńskim zakładzie: Konfederacja Pracy i Solidarność 80. Jan Jakubowski, prezes związku Solidarność 80 podkreślał, że organizatorzy pikiety są bardzo zadowoleni, że mimo deszczowej pogody na protest przybyło tak dużo osób. – Jest to wyraz solidarności szeroko pojętej. Mamy tutaj przedstawicieli obydwu central związkowych, mamy przedstawicieli załogi, którzy nie są zrzeszeni w związkach, których oczywiście zapraszamy w nasze szeregi – mówił Jana Jakubowski. Związkowiec podkreślał, że nadal głównym żądaniem załogi jest podwyżka 800 złotych netto dla każdego pracownika zatrudnionego w systemie miesięcznym, czyli głównie pracowników umysłowych i pięć złotych netto na godzinę dla pracowników rozliczanych w systemie godzinowym. Jan Jakubowski skrytykował sposób prowadzenia przez zarząd Paroc Polska dotychczasowych rozmów. – Problem polega na tym, że rozmowy jak do tej pory nie były rzeczowe. Dyrektor myli pojęcie dialogu z monologiem. W momencie, gdy tok rozmowy idzie po jego myśli, wówczas wszystko jest w porządku, rozmowy się toczą dalej. W momencie, gdy zaczynają się problemy, tego typu, że chcielibyśmy coś zmienić, czemuś się przeciwstawiamy, wówczas rozmowy kończą się milczeniem. Jaki jest tego efekt widać na dzisiejszej pikiecie – mówił Jan Jakubowski. Przedstawiciele związków stwierdzili, że są już znużeni rozmowami, które nie przynoszą żadnych efektów. – Można rozmawiać, można się spotykać codziennie, tylko problem polega na tym, że my się nic nie posuwamy do przodu. Nie widzimy dobrej woli ze strony zarządu – podkreślają. Na pytanie, czy kwota 800 złotych netto jest kwotą zaporową, JanJakubowski odpowiada, że związki widziały możliwość ewentualnego podzielenia tej kwoty na przestrzeni dwóch lat. – Trudno jednak jest rozmawiać, jak pracodawca najpierw mówi wprost, że nie ma możliwości takich podwyżek, później mówi się ludziom inne rzeczy, wyciągane są zdania z kontekstu, zmienia się charakter rozmów, dlatego jesteśmy zaniepokojeni – mówi J. Jakubowski. Związki zawodowe rozważają wstąpienie w tryb sporu zbiorowego. Tryb ten przewiduje także ewentualny strajk. – Na dzień dzisiejszy trudno cokolwiek powiedzieć, myślimy, że góra nasza, czyli właściciel, czy zarząd grupy Paroc zacznie podejmować jakieś sensowne decyzje, które umożliwią nam rzeczowe rozmowy – ma nadzieję Jan Jakubowski.Do pikietujących nie wyszedł nikt z zarządzających Paroc Polska. Andrzej Malicki, dyrektor zarządzający zakładu, w rozmowie z dziennikarzami stwierdził, że pikieta nie jest miejscem odpowiednim na rozmowy, równocześnie podkreślając, że do dalszych negocjacji z przedstawicielami związków jest gotowy.
RENATA PAŁUCKA