Shadow

Tomasz Budasz z podwyżką. Koalicja: „Nie może zarabiać mniej niż podwładni”. Radny PiS: „Nie dopilnował interesu miasta”

Przez całą samorządową Polskę przetaczają się głosowania nad podwyżkami wynagrodzeń wójtów, burmistrzów i prezydentów, które zostały narzucone przez ustawę o zmianie ustawy o wynagrodzeniu osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe. To pomysł władzy centralnej, który w wielu samorządach wzbudził kontrowersje. Czasy są ciężkie dla Polaków, a podwyżki uposażeń wójtów, czy prezydentów mogą dla wielu być niezrozumiałe. Taka dyskusja pojawiła się także w Gnieźnie.
 Nowelizacja ustawy obliguje do zwiększenia uposażeń osób zasiadających na kierowniczych stanowiskach w samorządach. W ustawie zapisano to tak, by miały tego dokonać rady gmin. Wiele samorządów takie rozwiązanie krytykuje, bo to na radnych spadnie ewentualny gniew lokalnych społeczności, gdy w czasie inflacji i drożyzny ich portfele się kurczą, a władzom w tym czasie przybędzie pieniędzy. Warto w tym kontekście spojrzeć na fakt, że w 2018 roku rząd obniżył samorządowcom pensje. Ich uposażenie skurczyło się wtedy o średnio 20 procent. – Chodzi o to, by politycy byli czyści, wolni od oskarżania, podejrzeń, że są w polityce dla pieniędzy, by to wszystko było skromne – stwierdził wówczas motywując obniżkę Jarosław Kaczyński, lider PiS, na konferencji prasowej w kwietniu 2018 r. Jednak po ponad 3 latach ta optyka się najwyraźniej zmieniła.
 O podwyżce dla Tomasza Budasza, prezydenta Gniezna, dyskutowano na sesji Rady Miasta Gniezna 22 grudnia. W porządku obrad znalazł się projekt uchwały w tej sprawie. Wynikało z niego, że uposażenie włodarza miasta po podwyżkach ma wynosić 18 044,00 złotych brutto, na co składają się: wynagrodzenie zasadnicze w wysokości 10 430,00 zł, dodatek funkcyjny w wysokości 3 450,00 zł oraz dodatek specjalny w wysokości 30% wynagrodzenia zasadniczego i dodatku funkcyjnego łącznie, w wysokości 4 164,00 zł. Jak wspomina Michał Glejzer, przewodniczący samorządu, rządowa obniżka uposażenia prezydenta sprzed 3 lat była „grą pod publiczkę” i „wysoce niesprawiedliwą”. – Prezydent jednoosobowo zarządza budżetem, który jest wielomilionowy, a nie jak w starostwie czy województwie, odpowiadają za niego zarządy. To kwestia zarządzania miastem, które jest skomplikowanym organem, ale to też umiejętność doboru pracowników, którzy potrafią realizować te wizje. Podjęcie tej uchwały jest jak najbardziej zasadne – podkreślił. W toku dyskusji, rację przewodniczącemu przyznał lider opozycji w samorządzie, Paweł Kamiński z PiS, co nie zdarza się często. Zaznaczył on, że prezydent miasta powinien mieć wyższe uposażenie i tu nie ma dyskusji, jednak uważa on, że działania Tomasza Budasza w sprawach niejasnych – w jego ocenie – wynajmów lokali użytkowych, poddają w wątpliwość przyznanie tej podwyżki. Jak zaznacza, działania prezydenta nie zabezpieczały interesu miasta, bo ceny za jeden metr kwadratowy różniły się w podobnej lokalizacji wobec dwóch różnych lokali. Jak sugeruje P. Kamiński, lokale ze znaczną bonifikatą w czynszu otrzymywały osoby kojarzone z lokalną Platformą Obywatelską. – Prezydent absolutnie nie dopilnował interesu miasta, a są jeszcze inne tego typu „kwiatki”. Ja mówię o największym. Jakby prezydent w taki sposób odpowiadał w firmie prywatnej – na drugi dzień pożegnałby się ze stołkiem – odparł radny zapowiadając wstrzymanie się od głosu.
 Słowa radnego Kamińskiego wzburzyły część koalicyjnych radnych. Dla Michała Glejzera to nie są żadne argumenty przeciwko podniesieniu zarobków prezydenta. Głos zabrał też Michał Powałowski, wiceprezydent Gniezna, odpowiedzialny m.in. za lokale użytkowe w miejskim zasobie, który wrócił do poruszonej przez P. Kamińskiego sprawy i cofnął się z wyjaśnieniami do roku 2015. Zreferował on radnym ówczesne otoczenie po likwidowanym Zarządzie Gospodarowania Lokalami i problemami ze znalezieniem najemcy na wiele obiektów miejskich, które nie cieszyły się wtedy zainteresowaniem. Argumenty Pawła Kamińskiego, absurdalnymi nazwał także radny Zdzisław Kujawa, który wytknął, że skoro zgadza się on z podwyżką dla prezydenta, ale z drugiej strony nie zagłosuje za nią z racji wspomnianych umów, to jest to działanie czysto polityczne. – Prezydent nie może zarabiać mniej niż jego podwładni – podkreślał Z. Kujawa, a po poprzedniej obniżce uposażenia, to niektórzy dyrektorzy w magistracie mieli większą pensję od swojego szefa. Jednak cała dyskusja nie przekonała radnego Kamińskiego, który ostatecznie w głosowaniu się wstrzymał, a opozycyjny w radzie klub PiS, nie był tym razem monolitem. Ostatecznie trzech radnych PiS wstrzymało się od głosu (Bartkowicz, Kamiński, Wdzięczny), dwóch radnych w tym punkcie nie oddało głosu (Szarzyński i niezrzeszony Masłowski), a Aleksander Ditbrener dołączył do reszty radnych i głosował za podwyżką. ALEKSANDER KARWOWSKI