Shadow

Ulica Rzeźnicka, czy… Samochodowa?

Takie rozterki mogli mieć gnieźnianie, którzy dowiedzieli się, że w okresie międzywojennym na tej ulicy znajdowały się znane zakłady motoryzacyjne, będące pionierami we wprowadzaniu w Gnieźnie pierwszych samochodów. Kolejne oprowadzanie szlakiem gnieźnieńskich ulic przez „Muzealnego Detektywa” przyciągnęło niemal 70 osób, które chciały poznać odpowiedzi na zagadki historii ulicy Rzeźnickiej.
Ford? Lincoln? Takie samochody było można nabyć w pierwszym w Gnieźnie salonie samochodowym, który mieścił się przy ulicy Rzeźnickiej. Otworzyli go bracia Waberscy w latach 20. XX wieku, a z okien wystawowych spoglądały na przechodniów wypolerowane zderzaki pięknych samochodów. Kawałek dalej, pod numerem 3. mieściły się zakłady naprawcze Forda. Otworzył je po 8 latach pracy w amerykańskiej fabryce w Detroit, Władysław Pluciński. Na tej ulicy działały jeszcze w okresie międzywojennym: piekarnia, wytwórnia kotłów i garnków oraz słynna mydlarnia Zwierzyńskiego. Śladem tych przedsiębiorców podążył 13 lutego „Muzealny Detektyw”, czyli Jarosław „Mixer” Mikołajczyk z Muzeum Początków Państwa Polskiego. – Właściwie się zastanawiam, dlaczego ta ulica nie nazywa się „Samochodowa”? – mówi J. Mikołajczyk spoglądając na krótką ulicę, ale aż puchnącą od historii. Muzealnik i dziennikarz wymienia tu numery posesji: Rzeźnicka 1 – wyrób miedzianych kotłów i piekarnia; numer 3 – zakłady motoryzacyjne Plucińskiego; numer 5 – salon samochodowy Waberskich oraz na końcu ulicy, przy Chrobrego, mydlarnia Zwierzyńskiego.
Aby jeszcze bardziej uzmysłowić spacerowiczom, jak wyglądał sznyt tej ulicy w okresie międzywojennym, swoją rolę dostali do odegrania uczniowie III Liceum Ogólnokształcącego. W strojach z epoki witali gnieźnian słodkościami w bramie prowadzącej do dawnej piekarni i ciastkarni (dziś cukiernia „Sowa”), a na podwórku czekał prawdziwy zabytkowy samochód marki Renault, nad którego kondycją pieczołowicie dbali mechanicy od Plucińskiego. Natomiast przed mydlarnią Zwierzyńskiego, wielkie bańki puszczały jego pracownice. Tak na chwilę przywrócono pamięć o przemysłowcach dawnego Gniezna, a czas cofnął się na Rzeźnickiej o ponad 90 lat!
Niektórzy gnieźnianie biorący udział w muzealnym spacerze pytali, skąd przy Rzeźnickiej królik-szofer, czyli statuetka części Traktu Królewskiego. Otóż nie stoi on tam bez przyczyny, tylko nawiązuje do motoryzacyjnej przeszłości tej ulicy (obok, przy Zielonym Rynku, mieściła się pierwsza w Gnieźnie szkoła nauki jazdy samochodem). Jednak wielkie wrażenie na wszystkich zrobiło… odbudowanie mydlani Zwierzyńskiego. – Chcemy zrobić coś takiego, co wydaje się prawie niemożliwe – mówi „Muzealny Detektyw”. – Większość gnieźnian nie widziało tej mydlarni. Dziś choć nie istnieje, to dzięki magii technologii, uda nam się ją pokazać tam gdzie była – zaskakuje J. Mikołajczyk. I tak było w istocie. Po wejściu na jedną z bocznych klatek schodowych Starego Ratusza i spoglądając z jej okien na drugą stronę ulicy, zwiedzającym ukazał się budynek, którego już nie ma! Za pomocą projektora zaprezentowano zdjęcie, które wyświetlono w miejscu dawnych zabudowań mydlarni, które zostały rozebrane kilka miesięcy temu. To zrobiło na wszystkich wielkie wrażenie. Do pełni szczęścia zabrakło jedynie obejrzenia słynnego „źródła Fryderyka”, czyli fontanny czerpiącej wodę ze zdrowonośnych pokładów, która mieści się na tyłach szkoły muzycznej (z dojściem od ulicy Rzeźnickiej), jednak tam trwają prace remontowe i będzie ona udostępniona w maju.
Co istotne, całemu muzealnemu projektowi towarzyszy teatr „100 metrów historii” złożony z licealistów. – Nie mamy strojów z epoki i bardziej symbolizujemy dawne Gniezno, chociaż pewnie będziemy zmierzali do tego, by pokazać, że odtwórstwo historyczne to nie tylko strzelanie – uśmiecha się „Mixer” Mikołajczyk. Jak dodaje, plany projektu „100 metrów historii” są już zarysowane dość dokładnie. Kolejny spacer będzie przybliżał historię słynnej i legendarnej „Kareji”, a dalej będą Cierpięgi i ul. Kaszarska. Jak dało się zobaczyć w trakcie ostatniego spaceru, ta inicjatywa cieszy się ogromnym zainteresowaniem. – Tyle lat mieszkam w tym mieście, a nie miałam pojęcia o tak ciekawej i długiej historii – mówiła przy mnie jednak z mieszkanek. I to jest moc i zasadność wracania do nie tak dawnej historii miasta i jego ulic. Niekoniecznie związanej z piastowskimi czasami. ALEKSANDER KARWOWSKI