Shadow

Ulice Cicha i Spokojna. Po proteście mieszkańców, nie będzie nowego planu zagospodarowania. Inne samorządy w Polsce konsultują takie dokumenty szerzej

Wieść o tym, że magistrat planuje umożliwić zabudowę blokami klina zieleni na końcu jeziora Winiary w Gnieźnie, wywołała w mieście ogromne poruszenie. Mieszkańcy tej okolicy poczuli się niedoinformowani, że w ogóle trwają prace nad planem, który takie zagospodarowanie tego terenu wskazuje. Petycje, protesty i tłumy na publicznej dyskusji nad projektem planu – tak wyglądała ostatnia prosta przed uchwaleniem dokumentu. Tym razem upór społeczny okazał się skuteczny. Czy jednak było można wcześniej włączyć mieszkańców do dyskusji o przyszłości tego terenu?
Polskie prawo mieszkańców do procesu planowania przestrzennego angażuje dość „oszczędnie”. Ustawa z 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym nie nakłada na samorządy zbyt szerokich obowiązków w zakresie prowadzenia konsultacji społecznych, przez co wielu zainteresowanych mieszkańców nie ma zazwyczaj wiedzy o fakcie, że w ich okolicy zmienić się mogą funkcje niektórych obszarów, np. będzie możliwe wybudowanie w sąsiedztwie osiedla mieszkaniowego, czy hipermarketu. Podobnie było w Gnieźnie w rejonie ulic Cichej i Spokojnej. Cicho i spokojnie było, ale tylko do czasu publicznego wyłożenia projektu planu. Kiedy mieszkańcy sami odnaleźli na stronach internetowych Biuletynu Informacji Publicznej lub za pomocą lokalnych mediów projekt kontrowersyjnych dla nich zmian, minęły już do tego czasu długie tygodnie, kiedy można było poznać ich opinie co do tego obszaru, a tym samym, wcześniej zareagować na wolę i potrzeby mieszkańców Gniezna. Jednak ustawowa „ścieżka” rozmów samorządów z mieszkańcami jest krótka i mało atrakcyjna, a samorządy niechętnie chcą ją z własnej woli poszerzać. Dlatego mieszkańcy w nikłym stopniu uczestniczą w zmianach planistycznych, a gdy te już są wykładane do publicznego wglądu – podnosi się wtedy głośny sprzeciw, który generuje protesty i konflikty. Tak było właśnie przy planowaniu nowych funkcji dla terenu przy końcu jeziora Winiary. Gdy okazało się, że projektanci realizują wizję, o której już dużo wcześniej mówił wiceprezydent miasta, czyli budowę osiedla domów wielorodzinnych – wybuchł protest. Urząd Miejski za przygotowanie projektu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, który raczej nie mógł się spodobać mieszkańcom, zapłacił z kieszeni podatników 10 149 zł brutto. Teraz dokument pójdzie do śmieci.
*Czy da się tego uniknąć?*
Jak zapewniają liczne organizacje pozarządowe wspierające rozwój samorządów – tak. W 2018 roku Kujawsko-Pomorska Federacja Organizacji Pozarządowych wraz z Fundacją Stabilo, przeprowadziły we współpracy z 25 gminami z 4 województw procesy konsultacyjne w planowaniu przestrzennym, które wykroczyły poza sztywne i nieatrakcyjne ramy ustawy. „O potrzebie coraz szerszego włączania obywateli we współdecydowanie o otaczającej ich rzeczywistości oraz o potrzebie aktywnej postawy mieszkańców w procesach partycypacyjnych pisze się coraz więcej. Jednak gotowość samorządów lokalnych do zapewnienia przestrzeni dla tej aktywności ciągle jest niska, podobnie jak obecność obywateli w procesach konsultacyjnych” – zauważają twórcy projektu „Dobre konsultacje – dobry plan”. Skoro prawo przewiduje skromny udział obywateli w planowaniu, można zrobić więcej. „Ponieważ regulacje te nie wykluczają stosowania dodatkowych działań partycypacyjnych, możliwe jest wdrożenie takich form kontaktu i rozmowy z mieszkańcami, które – przy uwzględnieniu lokalnych potrzeb – pozwolą na faktyczne włączenie obywateli w podejmowanie decyzji dotyczących ich społeczności. Wybór i zastosowanie tych form mogą spowodować, że czas przygotowania i przyjęcia dokumentu planistycznego przedłuży się, jednak stworzenie mieszkańcom możliwości udziału w zarządzaniu sprawami społeczności, której są członkami jest nie do przecenienia” – zapewniają współautorzy projektu, który wymagał od samorządów w nim uczestniczących uruchomienia przynajmniej jednej z trzech dodatkowych technik konsultacyjnych: w tym z zastosowaniem jednego narzędzia internetowego, jednego narzędzia konsultacji bezpośrednich oraz jednego narzędzia interaktywnego. Wszystko opierało się o siedem zasad konsultacji, sformułowanych w 2012 roku pod auspicjami Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji, a rozwiniętych w „Kanonie lokalnych konsultacji społecznych”: Dobra Wiara, Poszanowanie Interesu Publicznego, Powszechność, Przewidywalność, Przejrzystość, Koordynacja, Responsywność. O tym, że ruszają konsultacje planistyczne, mieszkańcy dowiedzieli się nie tylko z mediów, ale także imiennych korespondencji, smsów, plakatów i mediów społecznościowych – słowem wszystkich kanałów komunikacji, którymi dysponuje urząd, jednak bez stosowania w nich słów trudnych do zrozumienia dla mieszkańców, które ich skutecznie zniechęcają do działania.
Dużym zainteresowaniem w pracach planistycznych cieszyły się konsultacje bezpośrednie – np. warsztaty, spacery badawcze, grupy dyskusyjne. W dobie obostrzeń sanitarnych są to też narzędzie internetowe (platformy konsultacyjne i GIS partycypacyjny). Z konsultacji powstały raporty, które przysłużyły się jeszcze niestworzonemu wtedy projektowi planu. Kiedy ten został już oficjalnie wyłożony, emocje wśród zainteresowanych mieszkańców były już łagodniejsze i dotyczyły głównie małych korekt, które ci zgłaszali w formie uwag. „Im mocniej i skuteczniej mieszkańcy włączeni są w przygotowanie rozwiązań, tym mniej kontrowersji pojawia się przy ich wdrożeniu” – zauważają twórcy programu. A tych kontrowersji w ostatnich latach w Gnieźnie nie brakuje. Wcześniej protestowali mieszkańcy ulicy Konopnickiej w Gnieźnie, którzy dowiedzieli się na etapie wyłożenia planu, że za ich oknami powstać mają nowe bloki, o których wcześniej nie było mowy. Ostatecznie ich protesty ograniczyły plany magistratu. Są też takie publiczne dyskusje po wyłożeniu planu, które cieszą się niemal żadnym zainteresowaniem. Tak było m.in. w 2020 roku, kiedy wykładany był plan dla terenu po byłej cukrowni. Na otwarte spotkanie z urzędnikami w Starym Ratuszu przybyło tylko kilka osób, a umożliwienie budowy w tym miejscu wielkiego osiedla mieszkaniowego z handlem i usługami, zupełnie zmieni na lata południową część Gniezna oraz przyniesie nowe wyzwania i problemy do rozwiązania. Cała procedura odbyła się jednak niemal bez udziału w niej mieszkańców. A to tworzy nowe konflikty w przyszłości. ALEKSANDER KARWOWSKI