W Dniu Wolności „Ósemki” z trzeźwą przestrogą przed demoralizującą władzą

Już po raz trzeci w historii, na gnieźnieńskim Rynku wystąpił legendarny Teatr Ósmego Dnia. Zaangażowana grupa ponownie wystawiła wielkie widowisko plenerowe, które na swoje potrzeby zaanektowało część centralnego placu miasta i włączyło do tworzenia spektaklu gnieźnieńską publikę. Jak podkreślali twórcy widowiska mającego miejsce w rocznicę przełomowych wyborów parlamentarnych roku 1989 – wolność nie jest nam dana raz na zawsze i każdego dnia trzeba o nią dbać.
Z okazji przypadającego 4 czerwca Dnia Wolności i Praw Obywatelskich, upamiętniającego pierwsze po II wojnie światowej częściowo wolne wybory parlamentarne w Polsce w roku 1989, Centrum Kultury „Scena To Dziwna” zaprosiło do Gniezna Teatr Ósmego Dnia, który z powiatowym ośrodkiem jest zaprzyjaźniony od lat. Trzydziesta rocznica pamiętnych wyborów i triumf „Solidarności”, były dobrym pretekstem do zaprezentowania aktualnej sztuki „Szczyt”, która w dosadny sposób portretuje władzę oddalającą się od ludzi.
– „Ojcowie-założyciele” „eSTeDe” generalnie zawsze kręcili się wokół teatrów alternatywnych i takiej muzyki. Bardzo mi zależało, by4 czerwca ponownie wystąpiły „ósemki”, z racji na charakter tego teatru. Może nie polityczny, ale na pewno społeczny i demokratyczny – gdzie sztuka, która nie jest dosłowna oraz kultura, która nie jest liberalna – poprzez przepiękne formy, pokazują najistotniejsze w życiu człowieka wartości – podkreśla Grzegorz Reszko, dyrektor centrum kultury. Choć siedziba ośrodka ciągle nie jest ukończona, to sama jednostka działa, czego efektem jest choćby rocznicowe widowisko. – „eSTeDe” cały czas czeka na dokończenie remontu i ten spektakl daje pewną siłę. Ten remont jest takim naszym małym Westerplatte i staramy się jak możemy, żeby go zakończyć. To dzisiejsze widowisko daje całej naszej kadrze poczucie sensu tego co robimy i do czego zmierzamy – dodaje G. Reszko.
Choć twórcy Teatru Ósmego Dnia bardzo krytycznie przyglądają się jakiejkolwiek władzy, co było w historii twórczości grupy czymś, co nadawało wyraz jej istnieniu i powadze jej działalności artystycznej i społecznej, to jednak „Szczyt” niesie w całej tej beznadziei codzienności jakiś powiew optymizmu. – To pewne odniesienie do świata władzy, do którego kierujemy się z ironią i który w naszej sztuce jest groteskowy, wyolbrzymiony i przerysowany. Z tego świata przenosimy się do świata tego pokolenia ludzi młodych, którzy dziś przyjmują np. sprawy ekologii – zauważa Ewa Wójciak, aktorka i reżyserka, wieloletnia dyrektorka teatru. Sam spektakl podsuwa widzowi to, z czego „ósemki” są już dobrze znane, czyli wielkie instalacje, mechanizmy w formie rydwanów, które dosiadają ludzie-metafory. – Jedna z tych postaci reprezentuje show biznes, druga jest przedstawicielem kościoła – bo to także jedna z sił rządzących światem. Jest także świetnie znany widzom amerykański prezydent Donald Trump, ale to wszystko trzeba traktować z pewnym dystansem. To są postaci metaforyczne, bardziej niż alegoryczne. One opowiadają o świecie władzy, polityki i rządzą dziś światem. W tej sprawie doszliśmy już do ściany – opowiada założenia spektaklu. Jak dodaje po chwili E. Wójciak, miejsce i czas, w którym przyszło tworzyć obecnie załodze teatru, ponownie nakazuje mówić głośno o wolności, na którą tak bardzo czekano. – Musimy i powinniśmy o tym mówić, niezależnie od gorzkich myśli jakie możemy mieć na temat tej rzeczywistości.– podkreśla stanowczo.
– Mówię młodemu pokoleniu, które tego jeszcze nie wie, że posiadać paszport we własnej szufladzie, to jest po prostu nieopisane bogactwo, które tę wolność gwarantuje. Po drugie, posiadanie możliwości swobodnej wypowiedzi. Z tym jak wiadomo jest różnie, ale każda władza, jak mawiają pisarze – z natury swojej ma zapędy ograniczania wolności. Każda władza. Mam nadzieję, że doszliśmy już do tego stopnia obywatelskości, że wiemy, że trzeba ją ograniczać i trzeba jej patrzeć na ręce – zauważa. Do tych słów dopisać można zatem fragment manifestu aktorki, który wygłosiła w 1981 roku o szczególnej roli aktora: „Zatem jest aktor tropicielem i strażnikiem praw ludzkich, ich pieśniarzem – w czym podobniejszy jest może do tych, którzy w to imię oddawali życie, podpalając je na placach zwycięstw, a także do tych, którzy w akcie rozpaczy strzelali do morderców praw owych”. ALEKSANDER KARWOWSKI