W żyłach płynie break dance zamiast krwi

Flash Boys Tournament – to druga odsłona tanecznej imprezy zorganizowanej z wielkim rozmachem. Przez dwa dni w hali GOSiR przy ul. Paczkowskiego rywalizowali soliści i grupy taneczne w tańcach powiązanych z kulturą hip-hop. Turniej to próba kontynuacji gnieźnieńskiego wkładu w polski break dance, a podtrzymuje go Tomasz Kiszka z przyjaciółmi z legendarnej grupy Flash Boys.
O historii tańców break dance, electric boogie i hip-hop w Gnieźnie można już śmiało napisać książkę. Miasto odcisnęło się wyraźnie w historii uprawiania tych tańców w Polsce. W latach 80. legendarna dziś grupa Flash Boys wyznaczała kierunki, które obierali tancerze w całym kraju. W tym czasie w kamienicznych bramach, w salkach i na podwórkach tańczyło do muzyki hip-hop czy funk nawet 300 osób. Wejście w lata 90. i dostęp do ogromnego zachodniego rynku muzycznego eksplodowało w Gnieźnie kolejnymi składami tancerzy. Rozpoczynała się era polskiej szkoły rapu, a tancerze z Flash Boys, wielokrotni mistrzowie Polski stali się prawdziwymi weteranami. Po kolorowych dla całej kultury latach 90. miała nastąpić zmiana warty. Jedno pokolenie odchodziło, ale następcy nie garnęli się do podtrzymania tradycji turniejów, zwoływanych na prędko „ulicznych bitew” rywalizujących tancerzy. Powstała pustka. Potrzebni byli ponownie weterani tańca do zaszczepienia kultury break dance, elektro czy hip-hop. Właśnie potrzeba rozwoju przez taniec, rozwój osobisty, wysiłek fizyczny pomagał w latach 80. poradzić sobie z szarą rzeczywistością. Dziś może to być panaceum na zniewolenie przez elektroniczne gadżety i częste zamykanie się młodych w czterech ścianach. Krzewienie i promocja tańca przyświeca organizatorom wydarzenia i to zachęta dla młodych ludzi, by wyszli z domu i zaczęli po prostu tańczyć.
Flash Boys Tournament to czas spotkania tancerzy z całego kraju, ale to także szansa dla młodzieży i dzieci, które rywalizują na ogromnej scenie, przed publicznością, a oceniają ich najwybitniejsi tancerze w Polsce. Na wszystkich czekały specjalnie przygotowane na tę imprezę nagrody z wizerunkiem tancerza wyciętego ze stali. Specjalne miejsce w programie turnieju przygotowano dla dzieci. – Stworzyliśmy kategorię do lat 11. Mamy na turnieju kilku małych „bąbli” 4, 5, 6-letnich, którzy jak tańczą, to wszyscy wstają i klaszczą. To jest cudowne, gdyż te małe dzieci robią takie taneczne numery, które nie mogą się zmieścić w głowie. Sam jestem ich występami porażony – mówi Tomasz Kiszka, organizator turnieju. Turniej przeprowadzono na zwyczajnym dla tego typu imprez luzie. Przykładem zwołany spontanicznie występ organizatorów i jury konkursu. – Artur Niezgoda zrobił fantastyczną rzecz, zaprosił sędziów zawodów, uznanych tancerzy do bitwy „Flash Boys i sędziowie kontra reszta świata”, czyli zmiksował wszystkich uczestników przeciwko nam, weteranom. Zostaliśmy zmiażdżeni jako dziadkowie – śmieje się Tomasz Kiszka. – Walczyliśmy na śmierć i życie, a co ciekawe, przeciwko nam występowały dzieciaki po zaledwie kilka lat. Nie chodziło o oklaski, my mając ponad 40 lat występowaliśmy z nimi na równi na scenie. Dzieciaki nie miały żadnej tremy, one są tego nauczone przez trenerów, a dla nas był to honor z nimi tańczyć – dodaje.
Jak podkreśla organizator turnieju, idea jego zorganizowania nie opiera się wcale na chęci czyjejś promocji, zarabiania pieniędzy czy wystawiania laurek. – W naszych żyłach po prostu płynie break dance zamiast krwi. Chcieliśmy pokazać, że nie ma sensu kupować dziecku konsoli do gier za 1500 złotych, żeby mieć go z głowy. Trzeba dzieciaka zaprowadzić na pływalnię, bieżnię czy salę baletową w MOK po to, żeby dziecko coś z siebie dało, a nam dało radość – mówi Tomasz Kiszka i apeluje: – Słuchajcie rodzice, zróbcie coś dla własnego dzieciaka, nie kupujcie smartfona bo jest taki pęd za nowinkami, gadżet to nie wszystko. Jest jeszcze wasza radość z dziecka, kiedy coś osiągnie. Ja już dziś nie mogę zawodowo tańczyć z racji wieku, ale chcę zrobić coś dla dzieciaków. Ludzie na turnieju jak widzą pasję i zaangażowanie tych dzieciaków są zupełnie porażeni. To daje niesamowitą energię.
Obecna edycja Flash Boys Tournament być może jest ostatnią. Organizatorzy nie kryją, że jako pasjonaci, a nie zawodowcy muszą poświęcać bardzo dużo, by przygotować turniej z takim rozmachem. – Ten turniej to pół roku działań, na czym cierpi moja firma. Ta pasja jest kosztowna. Sam już nie ćwiczę, ale wspieram za pomocą stowarzyszenia „Beat Street” z kolegami charytatywnie dzieciaki do tańca. Zbieramy dla nich fundusze, by wiedziały, że warto skupić się na tańcu, by widziały, że było warto ćwiczyć. Niech widzą, że nie robią tego nadaremnie – mówi Tomasz Kiszka.
Miejmy nadzieję, że turniej nie zniknie z kulturalnego i sportowego kalendarza imprez w Gnieźnie. Być może potrzebna jest zmiana jego formuły i zaprzęgnięcie do współpracy wolontariuszy i różnych środowisk, by historia break dance w Gnieźnie trwała i zarażała kolejne pokolenia.
ALEKSANDER KARWOWSKI
Fot. P. Robakowski