Shadow

Wielkopolska psychiatria dziecięca na dnie. NIK wytknęła listę wstydu i wielu zaniechań

O zapaści w opiece psychologicznej i psychiatrycznej dla dzieci i młodzieży w Wielkopolsce pisaliśmy na łamach „Przemian” wielokrotnie. W czerwcu Najwyższa Izba Kontroli podała opinii publicznej cząstkowe wyniki kontroli w placówkach leczenia zaburzeń najmłodszych w naszym województwie. Wynik był łatwy do przewidzenia: dzieci toną wraz z całą psychiatrią dziecięcą, a dorośli nie potrafią im skutecznie rzucić koła ratunkowego. O ile specjaliści dwoją się i troją, by pomagać dzieciom i młodzieży w kryzysie psychicznym, to ciągle brakuje specjalistów, pieniędzy, sprawnego systemu, sieci poradni i infrastruktury. W tych ciemnych barwach odbija się jak w lustrze likwidacja gnieźnieńskiego oddziału dziecięcego w „Dziekance”, która jest jednym z następstw wspomnianej zapaści. NIK wzywa do natychmiastowego podjęcia działań i ratowania zdrowia i życia najmłodszych.
Likwidacja gnieźnieńskiego oddziału psychiatrycznego dla dzieci i młodzieży w szpitalu „Dziekanka” to najwyraźniejszy sygnał alarmowy wskazujący, że z psychiatrią dziecięcą w Polsce coś jest nie tak. Kiedy wśród najmłodszych zagrożenia kryzysami psychicznymi rosną lawinowo, a krzywa statystyk prób samobójczych wystrzeliła w górę, w ślad za tym niezrozumiale idzie ograniczanie im instytucjonalnej pomocy. NIK w końcu podała końcowe wyniki kontroli w jednostkach leczniczych i instytucjach w województwie Wielkopolskim. Obraz jaki roztacza się z dokumentu jest smutny, ociera się nawet o wyobrażenia scen jak z horroru. Szpitale nie radzą sobie z liczbą najmłodszych pacjentów, stąd są oni kierowani na oddziały dla dorosłych, leżą na korytarzach lecznic, albo są pomiędzy nimi „przerzucane”. Kontrolerzy zaprezentowali listę najważniejszych ustaleń. Wyłania się z niej ciemny obraz polskiej psychiatrii dziecięcej. Jednym z zauważonych przez kontrolerów problemów jest przymus bezpośredni, który bywa stosowany z naruszeniem prawa. W Szpitalu Klinicznym im. K. Jonschera w Poznaniu jeden z młodych pacjentów był unieruchomiony aż przez 1413 godzin (63 dni). „Przy stosowaniu przymusu bezpośredniego w szpitalu działano nielegalnie, tj. przedłużano te środki na kolejne okresy bez osobistego zbadania pacjenta przez lekarza oraz unieruchamiano pacjenta na korytarzu oddziału bez osłonięcia go parawanem, co ograniczało prawo pacjenta do poszanowania jego godności i intymności. W obu kontrolowanych szpitalach przymus bezpośredni był przedłużany przez lekarzy, którzy nie byli psychiatrami, więc nie mieli do tego formalnych uprawnień” – wytyka NIK. W tej sprawie został już poinformowany Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej, a w sprawie działań pięciu lekarzy sprawa trafiła do prokuratury. Mogli oni narażać pacjenta na utratę zdrowia lub życia.
*Zdrowe dziecko, a pozostaje w szpitalu*
Inny wykryty przez kontrolerów problem to przetrzymywanie na oddziałach dzieci, których stan zdrowia nie wymaga dalszego leczenia. W czterech przypadkach szpitale miały problem ze znalezieniem właściwego miejsca do odesłania dziecka. Ustalano to z sądami i ośrodkami pomocy społecznej. W efekcie dzieci były dalej hospitalizowane, a jednego z pacjentów przetrzymywano tak dodatkowe 3 miesiące. W ocenie NIK problem z pomocą dzieciom i młodzieży tkwi też w szkołach. Brak tam psychologów, lub jest ich ciągła rotacja. Za mało jest też psychologów i psychoterapeutów, stąd czas udzielenia pacjentom pomocy jest długi. W połowie przypadków dziecko w kryzysie psychicznym dostaje się do specjalisty w poradni po dwóch miesiącach, a zdarzył się przypadek, że aż po 201 dniach. Wykluczone są też dzieci dotknięte niepełnosprawnością ruchową. W Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 5 w Poznaniu dziecko poruszające się na wózku do budynku wnosili rodzice, a odnotowano przypadki udzielania pomocy pacjentowi na parkingu pod oknami poradni. „Braki kadrowe wśród lekarzy zatrudnionych w Oddziale Psychiatrii Dzieci i Młodzieży były przyczyną innych nieprawidłowości: zdarzyło się, że lekarze oddziału nie zlecili pacjentom leków, a dostęp rodziców i opiekunów do informacji o stanie zdrowia ich dzieci był ograniczony. Do Rzecznika Praw Pacjenta spływały skargi rodziców dotyczące braku możliwości skontaktowania się z jakimkolwiek lekarzem dziecięcego oddziału psychiatrycznego w celu uzyskania informacji o stanie zdrowia ich dziecka. Co więcej, sam Rzecznik Praw Pacjenta, wyjaśniając skargę, miał problem z odnalezieniem lekarzy na Oddziale” – napisał o szpitalu HCP w Poznaniu NIK. To ten szpital przejął świadczenie opieki psychologicznej i psychiatrycznej od gnieźnieńskiej „Dziekanki”…
*NIK dopytuje: dlaczego zlikwidowano oddział w „Dziekance”?*
Kontrolerzy zauważyli, że działania Samorządu Województwa Wielkopolskiego nie były wystarczające, by zapewnić opiekę najmłodszym pacjentom. Przypomnijmy – do 22 sierpnia 2022 roku w gnieźnieńskim szpitalu „Dziekanka” funkcjonował oddział „dwunastka” dla leczenia dzieci i młodzieży. Posiadał on 30 łóżek. Pracowało na nim do czterech lekarzy i dwudziestu pielęgniarek. Niestety, dyrektor placówki musiał wypowiedzieć z NFZ umowę na leczenie, ponieważ nie miał wykwalifikowanej kadry do zapewnienia ciągłości prowadzenia oddziału. Powód? Marne zarobki i ogromna odpowiedzialność na przepełnionym oddziale. Nikt nie chciał też nim kierować. Po jego likwidacji powstała luka systemowa, ponieważ żaden szpital podległy samorządowi nie udzielał wówczas takich świadczeń. A jak wynika z analizy województwa, opieki psychiatrycznej w Wielkopolsce wymaga aż 667 tysięcy dzieci. Ostatecznie NIK nie doszukała się nieprawidłowości w działalności Samorządu Województwa Wielkopolskiego, które „Dziekanką” zarządza. ALEKSANDER KARWOWSKI