Wirus niebezpieczny dla ptactwa, nie dla człowieka


Kiedy w środowy poranek, 8 lutego, pojechałem zrobić zdjęcia nad jezioro Jelonek, dogorywał kolejny łabędź (to już piąty ptak w ciągu paru dni). Dzień wcześniej Urząd Miejski poinformował, że na jeziorze „Wenecja” ujawniono przypadki padniętego ptactwa (3 łabędzie i 1 mewa). Usunięto je, a jeden z łabędzi został skierowany do badania w Państwowym Instytucie Weterynarii w Puławach. Już we wtorek magistrat zadecydował o zakazie dokarmiana ptaków. Apelował także, by ograniczyć spacery ze zwierzętami na tym terenie, a także informował w komunikacie, by właściciele drobiu trzymali go w zamknięciu, w przeznaczonych do tego pomieszczeniach.
Już w środę, 8 lutego rano powiatowy lekarz weterynarii w Gnieźnie, Magdalena Całka – Zobel potwierdziła w komunikacie, że w przesłanych do Państwowego Instytutu Badawczego w Puławach próbkach narządów wewnętrznych pobranych od padłego w Gnieźnie łabędzia niemego, którego wyłowiono we wtorek z jeziora Jelonek, wykryto zjadliwą grypę ptaków, podtyp H5N8. Wirus tej grypy nie jest groźny dla człowieka, ale mogą obawiać się go hodowcy drobiu (objawy chorobowe u ptactwa: drgawki, skręty szyi, paraliż nóg i skrzydeł, niezborność ruchów, duszność, sinica skóry, wybroczyny, biegunka, nagły spadek pobierania paszy). Biuro Zarządzania Kryzysowego i Ochrony Informacji Niejawnych w Gnieźnie wraz z Powiatowym Lekarzem Weterynarii wskazali, że w związku z zaistniałą sytuacją podtrzymane zostają zalecenia wydane przez UM we wtorek, a dotyczące bezwzględnego powstrzymania się od dokarmiania dzikiego ptactwa wodnego przy akwenach oraz zminimalizowania aktywności sportowej i spacerów ze zwierzętami wokół zbiorników wodnych na terenie Gniezna. – Wirus cechuje się dużą odpornością na działanie czynników środowiska zewnętrznego, w związku z czym łatwo i szybko się rozprzestrzenia w środowisku. W związku z powyższym zaleca się ograniczenie ruchu, zwłaszcza spacerów ze zwierzętami w miejscach, gdzie przebywa dzikie ptactwo wodne – okolice jeziora Jelonek i innych jezior w Gnieźnie. W celu ograniczenia powstawania skupisk dzikiego ptactwa wodnego, należy się bezwzględnie powstrzymać od dokarmiania ptactwa na terenie całego miasta – czytamy w komunikacie nadesłanym przez Powiatowego Lekarza Weterynarii w Gnieźnie. Także podczas czwartkowego, 9 lutego posiedzenia Komisji Bezpieczeństwa i Porządku Rady Powiatu Gnieźnieńskiego oraz Powiatowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego rozmawiano o tej sytuacji. – Mamy pierwszy przypadek grypy ptaków dzikich na terenie Gniezna, zdiagnozowany w PIW w Puławach. To jest przypadek i nie ma postępowania, jak w przypadku drobiu hodowlanego. Podjęto czynności zapobiegawcze, czekamy, jeżeli będzie jakiekolwiek zgłoszenie związane z padłym drobiem w Gnieźnie lub na terenie powiatu. Został wydany apel do mieszkańców Gniezna. Dokarmianie ptaków powoduje, że one się gromadzą oraz przylatują z zewnątrz, które żerują gdzie indziej. Skupianie się ptaków powoduje, że te chore zakażają inne. Na tę chorobę zapada szczególnie drób hodowlany, bardzo wrażliwy na ten wirus i nie ma na niego żadnej szczepionki. Wirus nie jest zagrożeniem dla człowieka, ale jest to duży problem ekonomiczny. W Polsce mamy już 44 ogniska tej choroby wśród drobiu hodowlanego, a ilość likwidowanych sztuk idzie w miliony oraz 44 przypadki choroby u ptaków dzikich, bytujących na różnych akwenach. Wirusa mogą przenosić psy, koty, gryzonie, a także człowiek roznoszący tego wirusa mechaniczne. Prewencja idzie w tym kierunku, byśmy ochronili stada hodowlane. Na terenie powiatu są 34 fermy drobiu o różnej obsadzie, od kilku tysięcy do stu tysięcy. Do tego dochodzi 12 gospodarstw sprzedaży bezpośredniej. Te ptaki, które nie znajdą tu żeru, odlecą dalej. Ten wirus przywędrował do nas z Azji, z Syberii. Drób powinien być zamknięty, hodowle powinny zabezpieczyć się w maty dezynfekcyjne w wejściach i na wjazdach, do tego dochodzi odzież ochronna, zabroniona jest organizacja targów, pokazów, konkursów drobiu. Nie wolno poić drobiu na zewnątrz budynków hodowlanych oraz używać wody ze stawów czy rzek do pojenia zwierząt – poinformowała M. Całka – Zobel.
JAROSŁAW WALERCZAK