Shadow

Września: Było blisko sensacji! Kałużny wygrywa ze Staniszewskim różnicą zaledwie 390 głosów

51,27% do 48,73%. Takim rozkładem głosów zakończyła się druga tura wyborów na funkcję burmistrza Wrześni. Stanowisko wybronił Tomasz Kałużny, piastujący ten urząd od 22 lat. Ale wynik kontrkandydata Staniszewskiego to mocny sygnał dla rządzących tu od lat samorządowców, że aktywista, za którym nie stoją struktury partyjne, może walczyć do ostatniej chwili z burmistrzem, który z nazwą Września kojarzy się jednoznacznie w całym kraju.
Różnicą zaledwie 390 głosów wybory wygrał Tomasz Kałużny, człowiek, któremu Września zawdzięcza sukces gospodarczy ostatnich lat. Z małego miasta, gród nad Wrześnicą stał się europejskim graczem na rynku branży motoryzacyjnej. Jak grzyby po deszczu wyrastały w pobliżu autostrady A2 kolejne hale produkcyjne, a Wrzesińska Strefa Aktywizacji Gospodarczej (WSAG), to jedna z najlepszych stref ekonomicznych w kraju. Rozwój miasta sprawiał, że Kałużny nie musiał bać się konkurencji. Poprzednie wybory wygrywał z dużą przewaga już w pierwszej turze, a opozycja w mieście i gminie praktycznie nie istniała. Dwie kadencje temu pojawił się jednak Projekt Września, stowarzyszenie założone przez młodych mieszkańców, którzy na sprawy miasta i gminy patrzą już zupełnie inaczej. Odżegnują się też od partyjnych struktur i związanej z nimi zależności, a sami włączają się w prąd tzw. ruchów miejskich – rosnących w Polsce inicjatyw oddolnych samych mieszkańców, którzy chcą współdecydować o ich małej ojczyźnie, nie ograniczając się tylko do głosowania w wyborach, ale aktywnie działając dla miasta przez całą kadencję.
Po dwóch kadencjach zasiadania radnych Projektu Września we wrzesińskiej radzie, w końcu lider stowarzyszenia, Damian Staniszewski, postanowił stanąć naprzeciw Tomasza Kałużnego i ubiegać się o przejęcie sterów w mieście i gminie. Sensacyjnie w I turze wyborów urzędujący burmistrz nie uzyskał takiego poparcia, by przedłużyć swój mandat o kolejne pięć lat. Ostatecznie w wyborach Kałużny uzyskał najlepszy wynik – 8333 głosy i 48,88% poparcia, a drugi najlepszy wynik zdobył Damian Staniszewski z Projektu Września – 4778 głosów i 28,03% poparcia i to on stanął w rywalizacji z Kałużnym w II turze wyborów. Obaj kandydaci okres między obiema turami spędzili intensywnie na ulicach i w parkach Wrześni. Spotykali się z mieszkańcami, wręczali im ulotki. Praca ta przysporzyła zwolenników Staniszewskiemu, którego wspierał Projekt Września. Kiedy po zamknięciu lokali wyborczych Państwowa Komisja Wyborcza zaczęła podawać wyniki głosowań z kolejnych komisji, Staniszewski prowadził z Kałużnym w wyścigu o urząd burmistrza, uzyskując momentami przewagę bliską stosunkowi 55:45, jednak ta zaczęła topnieć, kiedy zliczano głosy z komisji miejskich. Tomasz Kałużny wygrał w mieście Wrześni, natomiast Damian Staniszewski pokonał urzędującego burmistrza na wsi. Ostatecznie różnica była nieduża: 51,27% do 48,73% na korzyść Kałużnego, ale równy bój ze znanym burmistrzem to dla Staniszewskiego mocne zobowiązanie do dalszej pracy w samorządzie.
Inną rzeczą jest fakt, że nawet gdyby przedstawiciel Projektu Września wygrał wybory, to we wrzesińskim ratuszu byłoby mu trudno rządzić. W Radzie Miejskiej zdecydowaną większość mandatów zgarnęła lokalna Koalicja Obywatelska pod rękę z Unią Wrześnian – komitetem T. Kałużnego. Projekt Września do samorządu wprowadził trzech radnych, którzy nie mieliby szans na wsparcie swojego burmistrza i przegłosowywanie jego uchwał. Mimo to wynik prezesa Projektu Września, jako organizacji społecznej, jest bardzo dobry i to wyraźny znak, że we wrzesińskiej polityce samorządowej można robić swoje porządki, nie należąc, ani nie będą kojarzonym z żadną partia. ALEKSANDER KARWOWSKI