Shadow

Wydatki na promocję miasta pod lupą Komisji Rewizyjnej. Powraca także temat Informatora Miejskiego

W 2019 roku Wydział Promocji, Kultury i Turystyki gnieźnieńskiego magistratu miał ponad 747 tys. złotych na promowanie marki miasta. O szczegóły tych wydatków dopytywali urzędników radni zasiadający w Komisji Rewizyjnej Rady Miasta, jednak zabrakło dyskusji o jej skuteczności czy jakości. Wyliczanie poszczególnych kwot na promocję np. w internecie czy organizacji Królewskiego Festiwalu Artystycznego, stały się okazją do ciągle pojawiających się pytań o zasadność wydawania przez magistrat Informatora Miejskiego. Jak się okazuje, ma on się pojawiać w skrzynkach pocztowych gnieźnian rzadziej.
Jak wyliczają szefowie Wydziału Promocji, Kultury i Turystyki, promocja marki „Gniezno” w internecie to przede wszystkim utrzymywanie strony internetowej miasta oraz zlecenie wykonania filmów z cyklu „Architecture is a good idea”, które mówią o architekturze miasta. Do połowy listopada pierwszy odcinek serii, który ma już ponad 2 lata, a mówiący o sekretach gnieźnieńskiej katedry, ma ponad 113 tys. wyświetleń w serwisie You Tube. „Promocyjne” wydatki to także zakup wydawnictw, folderów, upominków, współpraca z mediami. Te zadania wydają się dość oczywiste, jednak promocja miasta to także wsparcie wydarzeń za pomocą konkursów, jak festiwal Offeliada, Królewski Festiwal Artystyczny (527 tys. zł), Koncert Prymasowski, Dzień Dziecka czy Dni Judaizmu. Spore koszty to utrzymanie nowego i topowego produktu turystycznego, czyli Traktu Królewskiego (93 tys. zł). Niestety, w dużej mierze z powodu dewastacji rzeźb umiejscowionych na tym szlaku.
Jakie plany ma magistrat względem Informatora Miejskiego, który co 2 miesiące daje raport z wydarzeń organizowanych przez Urząd Miejski, pytał radny Paweł Kamiński, który od początku zasiadania w radzie nie kryje niechęci do tego wydawnictwa. – On nie promuje miasta, on ma promować urząd wśród mieszkańców. Nie o to chodzi, że chcę zabrać panu prezydentowi zabawki by się nie promował, aczkolwiek taki jest cel tego informatora. On nie wnosi nic nowego i nie spełnia zadań postawionych przed Wydziałem Promocji, Kultury i Turystyki. Czy pojawiają się refleksje, by te pieniądze przekazać na inny cel? – dopytywał urzędników. Z tymi słowami nie zgodził się Łukasz Scheffs, dyrektor wydziału. – Naszą rolą jest także robienie polityki informacyjnej. Informator jest robiony po to, by przedstawił, co się w mieście zadziało i zadzieje – tłumaczył. Jak dodał, zdjęć prezydenta Tomasza Budasza też można w wydawnictwie „ze świecą szukać”. Jak jednak przyznał dyrektor, faktycznie informacje w nim zawarte, z powodu wydawania pisma co 2 miesiące, są często nieaktualne. – Ale jest grupa osób, które tych informacji wcześniej nie powzięła w inny sposób – dodał. Ł. Scheffs wymienił tutaj m.in. osoby starsze, które nie korzystają z mediów internetowych. Pewnym pocieszeniem dla radnego Kamińskiego mogła być informacja, którą przekazał dyrektor, że miejski dwumiesięcznik zamienić się ma w kwartalnik. Tę zmianę ma wymusić sytuacja budżetu, którym będzie w nowym roku dysponował wydział. Przy okazji radny Kamiński wytknął urzędnikom, że ich wydział jest za duży, jak na zadania, które wykonuje. – Z całym szacunkiem, ale nie ma pan pojęcia o charakterze pracy, którą wykonują moi pracownicy, a także o czasie pracy, który poświęcają na zadania – odparł Ł. Scheffs.
Do tematu wydawania Informatora Miejskiego swój głos dołączyła również radna Anna Krzymińska, która podkreśliła, że według głosów mieszkańców z którymi rozmawia, informator jest potrzebny i oczekiwany. – Oni czekają na – jak to sama mówię – naszą miejską gazetkę – zwróciła się do P. Kamińskiego mając tu na uwadze ludzi starszych. – Oni chętnie sobie usystematyzują, ułożą w głowie co to miasto zrobiło. Przypomną sobie, zobaczą ilustracje – dodała. Jak mówi radna, sama czyta z uwagą tę publikację. – W życiu bym się nie zgodziła, by zabierać ją mieszkańcom – podkreśliła. – W tej wypowiedzi pani jest jedna znamienna rzecz. Wniosek jest taki, że pieniądze publiczne są po to, aby zmieniać miasto, a nie po to, by ludziom utrwalać w głowach – odparł P. Kamiński. Jednak radna Krzymińska i z tą wypowiedzią radnego się nie zgodziła. Głos do dyskusji dołączył jeszcze radny Jan Szarzyński, który podzielił się z radnymi tym, co sam zauważył. Mianowicie ludzie wyciągają biuletyn ze skrzynki i po prostu go od razu wyrzucają, co sam zainscenizował. Jednak jak przyznał, jeśli magazyn będzie się ukazywał rzadziej, ale będzie ciekawszy i pełen lepszych treści, to dobry kierunek zmian.
Przypomnijmy, wcześniej o miejsce w informatorze dla radnych opozycyjnych apelował radny Aleksander Ditbrener, jednak nie spotkał się ten pomysł z uznaniem. Na tym momentami gorąca dyskusja się zakończyła, a w jakiej formie będzie w 2020 roku ukazywać się Informator Miejski, ustali to jego zespół redakcyjny. ALEKSANDER KARWOWSKI