Shadow

Zakonserwowano kolejną partię dokumentów zwanych „skarbem z katedry”, które… izolowały sklepienia bazyliki. Najstarszy pochodzi z 1399 roku

Dziesiątego grudnia uroczyście zaprezentowano drugą partię uratowanych archiwaliów, które odkryto w 2015 roku. Przez całe wieki spoczywały one podarte i zgniecione, stanowiąc wypełnienie tzw. pach sklepiennych gnieźnieńskiej katedry. W pierwszym etapie ratowniczym, konserwator zabezpieczył 345 dokumentów, teraz do archiwów i opracowania oddano kolejnych 155 dzieł, pochodzących z XIV-XVI wieku.
O zakończeniu prac w kolejnym etapie ratowania niezwykłego znaleziska poinformowano na specjalnej konferencji prasowej połączonej z ciekawym wykładem. Przypomnijmy – latem 2015 roku odkryto przy sklepieniach katedry papierowe dokumenty, skrzętnie i gęsto zapisane. Szybko nazwano je „skarbem z katedry”, bowiem takie odkrycie archiwaliów sprzed wieków nie zdarza się często. Po analizie materiału okazało się, że są to obiegowe dokumenty sądu kościelnego (konsystorskiego), które dają cenny obraz o ówczesnych sporach, swadach i relacjach społecznych. Zostały użyte jako wypełnienie-izolacja pach sklepieniowych. – Ponieważ jako dokumenty obiegowe nie były przeznaczone do wieczystego składowania, więc je zwyczajowo niszczono. Traktowano je po czasie jako śmieci – wyjaśnia ks. Michał Sołomieniuk, dyrektor Archiwum Archidiecezjalnego w Gnieźnie. W 2017 roku poddano konserwacji pierwszą partię cennych dokumentów w liczbie 345. Teraz zakończył się drugi etap ratowania archiwaliów, których było 155. – Są to „Spisy Święconych”, jedne z najstarszych w Polsce, bowiem pochodzą z XV wieku. Mamy także coś, co nie jest dokumentacją sądową, choć wśród niej się znalazło, czyli poezję miłosną z XV wieku. Kiedy to wszystko wejdzie do obiegu archiwalnego, to myślę, że będziemy musieli robić rezerwacje dla naukowców na wiele czasu na przód – nie kryje pewności oatrakcyjności odkrycia dyrektor archiwum. Zaglądając do dokumentów możemy poznać nazwiska duchownych niższego rzędu – proboszczów, wikariuszy z małych parafii, co pozwoli jakby na nowo pisać historię tych parafii oraz ich dziejów. Sama praca konserwatorska jest bardzo mozolna i wręcz podobna do precyzyjnej pracy zegarmistrza czy jubilera. To mistrzostwo rzemiosła. – Mam do czynienia ze strzępami, które są pogniecione, atrament jest nieczytelny, papier kruchy. Nie można ich rozwinąć czy rozłożyć, aby je przeczytać – mówi o przekazanych jej do renowacji dokumentach Marzena Szczerkowska, konserwatorka zabytków ze szczególną specjalizacją renowacji dzieł piśmienniczych. – Moje zadanie polega na tym, by sprawić, żeby papier dał się wyprostować, oczyścić i zaimpregnować. Czasem potrzeba poskładać kawałki, które są osobno, żeby tworzyły jednolity tekst. To wymaga bardzo dużej ostrożności, żeby dokumentu nie zniszczyć – podkreśla. Jak przyznaje M. Szczerkowska, w tym roku materiał, który został jej powierzony do uratowania był fatalnego stanu. – Była to właściwie zgnieciona makulatura, wciśnięta w kąt części architektonicznych katedry, przysypana pyłem i kurzem – obrazuje ich stan, ale jednocześnie dodaje, że na całe szczęście, dokumenty nie uległy zawilgoceniu. – One nie spleśniały, choć były ślady wzrostu grzybów i mikroorganizmów, ale po odnalezieniu były suche. Nawet nie były zakwaszone aż tak bardzo, jakby można było się tego spodziewać – dodaje. Zbadaniem treści dokumentów zajął się Jakub Łukaszewski z Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu, który zwraca szczególną uwagę na materiał – papier, który został użyty do spisania na nim relacji z rozpraw. – Zachowało się bardzo mało dokumentów średniowiecznych spisanych na papierze. Papier jako nośnik był mniej trwały od pergaminu, w związku z czym, to co do naszych czasów przetrwało, to właśnie teksty spisane na pergaminie – wyjaśnia. Z zapisów tekstów, dokumentów, wyłania się ciekawy obraz.- Ten konsystorz, czyli sąd biskupi gnieźnieński, na swój sposób ukazuje się, jako niesłychanie nowoczesna organizacja, nawet biurokratyczna. Dokumentów produkowanych tutaj musiało być setki czy tysiące. To pokazuje skalę alfabetyzacji i piśmienności tej części inteligencji – dodaje. Jak zauważa J. Łukaszewski, obraz ówczesnego społeczeństwa, które toczyło spory przed sądem kościelnym, obyczajowo nie różni się od tego, co dzieje się dzisiaj przed różnorakimi sądami. – Ci ludzie do końca święci nie byli. Były bójki między kanonikami, kwestie kobiet krążących między plebaniami. Padały oskarżenia, że ktoś „ogrzewa” kucharkę, co jest sprawą dość oczywistą do odgadnięcia. Padały w dokumentach kary synodalne, np. biskup śle do plebana w Trąbkach na Mazowszu: „proszę odsunąć od siebie tę kobietę, bo będzie kara”. Takie ostrzeżenia wysyłane są kilkukrotnie, później ewentualnie stosowano karę trzech grzywien – mówi naukowiec, ale zastrzega, że te sprawy obyczajowo nie różnią się od tego, co i dziś przed sądami jestsądzone. – Nie można tego spłycić, trzeba patrzeć wielowymiarowo – podkreśla i dodaje: – To trochę praca detektywistyczna. Do konserwatorskiego opracowania czeka jeszcze ponad tysiąc dokumentów, jednak aby je kompleksowo zachować, potrzeba środków finansowych. Archiwum Archidiecezjalne będzie starać się o kolejne granty na dofinansowanie zadania. Obecnie zakończony II etap konserwacji kosztował ponad sto tysięcy złotych. ALEKSANDER KARWOWSKI